Pieśń Lodu i Ognia: Uczta dla Wron: Prorok

Dział dostępny dla wszystkich.

Moderatorzy: Ogień i Lód, Nocna Straż

Ogień i Lód
Ogień i Lód
Awatar użytkownika
Rejestracja: 20 kwie 2006, o 14:33

Pieśń Lodu i Ognia: Uczta dla Wron: Prorok

Postautor: Ogień i Lód » 20 kwie 2006, o 15:25

Prorok topił ludzi na Wielkim Wyku, kiedy przybyli mu oznajmić, że król nie żyje.
Był lodowato zimny poranek, a morze było równie ołowiane, jak niebo. Pierwsi trzej mężczyźni oferowali swoje życia Utopionemu Bogowi bez strachu, ale czwarty był słabej wiary i zaczął się szamotać, kiedy jego płuca zawyły o powietrze. Stojąc po pas w przyboju, Aeron chwycił nagiego chłopca za ramiona i pchnął jego głowę z powrotem w dół, kiedy ten próbował złapać oddech.
- Miej odwagę - powiedział. - Przyszliśmy z morza i do morza musimy wrócić. Otwórz usta i zaczerpnij głęboko z bożego błogosławieństwa. Wypełnij swe płuca wodą, żebyś mógł umrzeć i się odrodzić. Nie jest dobrze walczyć.
Albo chłopiec nie słyszał go z głową pod powierzchnią fal, albo całkowicie opuściła go wiara. Zaczął tak rozpaczliwie kopać i młócić pięściami, że Aeron musiał zawołać po pomoc. Czterech z jego topielców dobrnęło do nieszczęśnika, chwyciło go i przytrzymało pod wodą.
- Panie Boże, który utonąłeś dla nas - zaintonował kapłan głosem głębokim jak morze - niech Emmond, twój sługa, odrodzi się z morza jakoś i ty uczynił. Błogosław go solą, błogosław go kamieniem, błogosław go stalą.
Wreszcie się dokonało. Z jego ust nie dobywały się już pęcherzyki powietrza i cała siła opuściła jego członki. Emmond unosił się w płytkim morzu z twarzą w dół, blady, zimny i spokojny.
Właśnie wtedy Mokra Czupryna zdał sobie sprawę, że do jego topielców na kamienistym brzegu dołączyło trzech jeźdźców. Aeron znał Szpata, starszego mężczyznę o topornej twarzy z wodnistymi oczyma, którego drżący głos był prawem w tej części Wielkiego Wyku. Towarzyszył mu jego syn Steffarion i kolejny młodzieniec, którego ciemnoczerwony płaszcz spięty był na ramieniu ozdobną broszą, przedstawiającą czarno-złoty róg wojenny Goodbrotherów. Jeden z synów Gorolda, stwierdził natychmiast kapłan. Po tuzinie córek w późnym wieku żona Goodbrothera urodziła trzech wysokich synów i powiadano, że nikt nie był w stanie rozróżnić jednego od drugiego. Aeron Mokra Czupryna nie raczył nawet spróbować. Czy to był Greydon, Gormond, czy Gran, kapłan nie miał dla niego czasu. Wymruczał obcesową komendę i jego topielcy pochwycili martwego chłopca za ręce i nogi, żeby zanieść go na linię przypływu. Kapłan poszedł za nimi, nagi za wyjątkiem kawałka foczej skóry, zakrywającej jego wstydliwe miejsca. Rozpryskując wokoło krople, pokryty gęsią skórką i ociekający wodą wrócił na brzeg, przeszedł zimny, mokry piasek i pokryte otoczakami morskie wybrzeże. Jeden z topielców podał mu utkaną z szorstkich nici szatę, barwioną na plamy zieleni, niebieskości i szarości, kolory morza i Utopionego Boga. Aeron wdział szatę i rozpuścił włosy. Były czarne i mokre; nie dotknęło ich żadne ostrze od czasu, gdy wskrzesiło go morze. Opływały mu ramiona jak postrzępiony, lepki płaszcz i sięgały niżej pasa. Aeron wplótł w nie źdźbła wodorostów, a także w swoją skołtunion"ą, nieprzyciętą brodę. Modląc się, topielcy uformowali wokół martwego ciała okrąg. Norjen poruszał jego ramionami, podczas gdy Rus klęczał na nim, naciskając jego pierś, ale wszyscy usunęli się przed Aeronem. Rozchylił zimnymi palcami wargi chłopca i dał Emmondowi pocałunek życia, i jeszcze raz, i jeszcze, dopóki morze nie wytrysnęło z jego ust. Chłopiec zaczął kaszleć i pluć, a jego oczy zamrugały i otworzyły się, przepełnione strachem.
Kolejny powrócił. To był znak łaski Utopionego Boga, mówili ludzie. Każdy inny kapłan od czasu do czasu tracił człowieka, nawet Tarle Trzykrotnie Topiony, który kiedyś był uznawany za tak świętego, że zostal wybrany, aby koronować króla. Ale nigdy Aeron Greyjoy. Był Mokrą Czupryną, który widział wodne komnaty boga i powrócił, żeby o tym opowiedzieć.
- Powstań - powiedział parskającemu chłopcu, klepiąc go w nagie plecy. - Utonąłeś i zostałeś nam przywrócony. Co jest martwe, nigdy nie może umrzeć.
- Lecz powstaje. - Chłopiec zakaszlał gwałtownie, wypluwając więcej wody. - Ponownie powstaje. - Każde słowo okupione było bólem, ale tak stworzony jest świat; człowiek musi walczyć, żeby żyć. - Ponownie powstaje. - Emmond chwiejnie stanął na nogi. - Twardsze. I mocniejsze.
- Należysz teraz do boga - oznajmił mu Aeron. Pozostali topielcy zebrali się wokół i każdy dawał mu kuksańca i całował na powitanie w bractwie. Jeden pomógł mu wdziać szorstką szatę w plamy niebieskiego, zielonego i szarego. Inny podarował mu pałkę z wyłowionego drewna. - Należysz teraz do morza, więc morze cię uzbroi - powiedział Aeron. - Modlimy się, byś z zapałem wznosił tą pałkę przeciw wrogom naszego boga. - Dopiero wtedy kapłan zwrócił się do trzech jeźdźców, przyglądających się mu ze swoich siodeł. - Czy przybyliście, by utonąć, moi panowie?
Szpat odkaszlnął.
- Zostałem zatopiony jako chłopiec - powiedział - a mój syn w dzień swojego imienia.
Aeron parsknął. Nie wątpił, że Steffarion Szpat został oddany Utopionemu Bogu niedługo po swoim narodzeniu. Znał także sposób, w jaki to się stało, szybkie zanurzenie w misce z morską wodą, która ledwo zmoczyła głowę niemowlęcia. Nic dziwnego, że zrodzeni z żelaza zostali podbici, oni, którzy niegdyś władali wszędzie tam, gdzie docierał szum fal.
- To nie jest prawdziwe utonięcie - oświadczył jeźdźcom. - Ten, który prawdziwie nie umiera, nie może mieć nadziei na powstanie z martwych. Po cóż przyjechaliście, jeśli nie by udowodnić swoją wiarę?
- Szukał cię syn Lorda Gorolda, ma wieści. - Szpat wskazał młodzieńca w czerwonym płaszczu.
Chłopiec wyglądał na nie więcej niż szesnaście lat.
- Owszem, a którym jesteś? - zażądał odpowiedzi Aeron.
- Gormond. Gormond Goodbrother, jeśli to cię zadowala, mój panie.
- To Utopinego Boga musimy zadowolić. Czy zostałeś utopiony, Gormondzie Goodbrother?
- W dniu mojego imienia, Mokra Czupryno. Mój ojciec wysłała mnie, żebym cię odnalazł i przyprowadził do niego. Musi cię widzieć.
- Oto stoję. Niech Lorg Gorold przybędzie i nasyci swoje oczy. - Aeron wziął do Rusa skórzany bukłak, świeżo napełniony wodą z morza. Kapłan wyciągnął korek i pociągnłą łyk.
- Mam zaprowadzić cię do twierdzy - nalegał młody Gormond z grzbietu konia.
Boi się zsiąść, żeby nie zamoczyć butów.
- Mam do wykonania bożą pracę. - Aeron Greyjoy był prorokiem. Nie cierpiał, żeby żałośni lordowie rozkazywali mu jak jakiemuś niewolnikowi.
- Gorold dostał ptaka - powiedział Szpat.
- Ptaka od maestra, z Pyke - potwierdził Gormond.
Czarne skrzydła, czarne słowa.
- Kruki lecą ponad solą i kamieniem. Jeśli jakieś wiadomości dotyczą mnie, przekaż je teraz.
- Takie wieści, jakie niesiemy, są przeznaczone tylko dla twoich uszu, Mokra Czupryno - powiedział Szpat. - To nie są sprawy, o których chciałbym mówić w obecności tych pozostałych.
- Ci pozostali to moi topielcy, słudzy boży, jak i ja. Nie mam przed nimi tajemnic, ani przed moim bogiem, obok którego świętego morza stoję.
Jeźdźcy wymienili spojrzenia.
- Powiedz mu - stwierdził Szpat, a młodzieniec w czerwonym płaszczu zebrał się na odwagę.
- Król nie żyje - powiedział po prostu. Trzy małe słowa, jednak nawet morze zadrżało, kiedy je wypowiedział.
W Westeros było czterech królów, jednak Aeron nie musiał pytać, o którego chodziło. żelaznymi Wyspami rządził Balon Greyjoy i nikt inny. Król nie żyje. Jak to możliwe? Aeron widział starszego brata nie dalej niż miesiąc temu, kiedy wrócił na żelazne Wyspy z wyprawy na Kamienny Skład. Szare włosy Balona Greyjoy'a w połowie zbielały, podczas gdy kapłan był daleko, a ramiona miał bardziej pochylone niż wtedy, gdy pływały żaglowce. Jednak mimo wszystko król nie zdawał się być chory.
Aeron Greyjoy zbudował swoje życie na dwóch filarach. Te trzy małe słowa zburzyły jeden z nich. Pozostaje mi tylko Utopiony Bóg. Oby uczynił mnie tak mocnym i niestrudzonym, jak morze.
- Powiedz mi, w jaki sposób umarł mój brat.
- Jego Miłość przechodził przez most na Pyke, kiedy spadł i roztrzaskał się o skały poniżej.
Zamek Greyjoy'ów stał na nierównym cyplu, jego umocnienia i wieże wzniesiono na szczycie masywnych, kamiennych, wyrastających z morza szpiców. Mosty łączyły Pyke; łukowate mosty z rzeźbionego kamienia i rozhuśtane pomosty z konopnej liny i drewnianych bali.
- Czy kiedy spadł, szalał sztorm? - zażądał od nich odpowiedzi Aeron.
- Owszem - odparł młodzieniec - tak było.
- Bóg Sztormu cisnął go w dół - oznajmił kapłan. Od tysięcy lat niebo i morze toczyły wojnę. Z morza pochodzili zrodzeni z żelaza i ryby, które żywiły ich nawet podczas głębokiej zimy, ale sztormy przynosiły tylko szloch i żal. - Mój brat Balon uczynił nas znowu wielkimi, czym zasłużył na wściekłość Boga Sztormu. Ucztuje teraz w wodnych komnatach Utopionego Boga, z syrenami gotowymi spełnić jego każde żądanie. To my, którzy pozostaliśmy w tej suchej i posępnej dolinie, winniśmy dokończyć jego wielkie dzieło. - Wepchnął korek z powrotem do bukłaka. - Porozmawiam z twoim panem ojcem. Jak daleko stąd do Hammerhorn?
- Sześć lig. Możesz jechać ze mną, z tyłu na siodle.
- Jeden pojedzie szybciej niż dwóch. Daj mi swojego konia, a Utopiony Bóg cię pobłogosławi.
- Weź mojego konia, Mokra Czupryno - zaproponował Steffarion Szpat.
- Nie. Jego wierzchowiec jest silniejszy. Twój koń, chłopcze.
Młodzieniec zawahał się na pół uderzenia serca, potem zsiadł i wręczył lejce Mokrej Czuprynie. Aeron wsunął bosą, brudną stopę w strzemię i wspiął się na siodło. Nie przepadał za końmi - były stworzeniami z zielonych krajów i pomagały osłabiać ludzi - ale konieczność wymagała, żeby pojechał konno. Czarne skrzydła, czarne słowa. Nadciągał sztorm, słyszał to w szumie fal, a sztormy niosły ze sobą tylko zło.
- Spotkamy się w Pebbleton, pod wieżą Lorda Merlyna - powiedział swoim topielcom i zawrócił koński łeb.
Droga była ciężka,
wśród wzgórz, lasów i kamiennych wąwozów, po wąskim trakcie, który często zdawał się niknąć pod końskimi kopytami. Wielki Wyk był największą z żelaznych Wysp, tak rozległą, że niekórzy lordowie mieli zamki, które nie wychodziły na święte morze. Jednym z nich był Gorold Goodbrother. Jego twierdza leżała we Wzgórzach Hardstone, tak daleko od krainy Utopionego Boga, jak żadna inna na wyspach. Ludzie Gorolda harowali w kopalniach Gorolda, pośród kamiennej ciemność pod powierzchnią ziemi. Niektórzy żyli i umierali nie widząc na oczy słonej wody. Nic dziwnego, że ci ludzie są opryskliwi i zdziwaczali.
Kiedy Aeron jechał, jego myśli zwróciły się ku bratu.
Dziewięciu synów zostało zrodzonych z lędźwi Quellona Greyjoy'a, Lorda żelaznych Wysp. Harlon, Quenton i Donel byli zrodzeni z peirwszej żony Lorda Quellona, kobiety z Kamieniodrzew. Balon, Euron, Victarion, Urrigon i Aeron byli synami jego drugiej żony, Sunderly ze Słonego Klifu. Za trzecią żonę Quellon wziął sobie dziewczynę z zielonych krajów, która dała mu chorowitego zkretyniałego chłopca o imieniu Robin, brata, o którym najchętniej by zapomniał. Kapłan nie pamiętał Quentona ani Donela, którzy zmarli jako niemowlęta. Przypominał sobie Harlona, ale mgliście, jak siedział z poszarzałą twarzą, nieruchomy w pozbawionym okien pokoju wieży i porozumiewał się szeptem, który słabł z każdym dniem, kiedy szara zgorzel zmieniała jego język i wargi w kamień. Pewnego dnia będziemy wspólnie ucztować rybą w wodnych komnatach Utopionego Boga, nasza czwórka, a także Urri.
Dziewięciu synów zostało zrodzonych z lędźwi Quellona Greyjoy'a, ale tylko czterech dożyło wieku męskiego. Tak to już było na tym zimnym świecie, gdzie mężczyźni łowili ryby w morzu, kopali w ziemi i umierali, podczas gdy kobiety powijały na łóżkach krwi i bólu szybko umierające dzieci. Aeron był ostatnim i najsłabszym z czterech krakenów, Balon najstarszym i najrośłejszym, gwałtownym i nieulękłym chłopcem, który żył tylko po to, by przywrócić zrodzonym z żelaza ich dawną chwałę. W wieku dziesięciu lat zbadał Krzemowe Klify do nawiedzonej wieży Ślepego Lorda. W wieku trzynastu lat radził sobie z wiosłami na żaglowcu i tańczył taniec palców równie dobrze, jak każdy inny mężczyzna na wyspach. W wieku piętnastu lat popłynął z Dagmerem Cleftjaw do Kamiennych Schodów i spędził lato na grabieżach. Tam po raz pierwszy zabił człowieka i wziął sobie dwie solne żony. W wieku siedemnastu lat Balon dowodził swoim własnym statkiem. Był taki, jaki powinien być starszy brat, chociaż nigdy nie okazywał Aeronowi nic, prócz pogardy. Byłem słaby i grzeszny, nie zasługiwałem nawet na pogardę. Lepiej być pogardzanym przez Balona Odważnego, niż uwielbianym przez Eurona Wronie Oko. A jeśli wiek i żal uczyniły Balona z czasem bardziej gorzkim, uczyniły go także bardziej zdeterminowanym od jakiegokolwiek żywego człowieka. Urodził się jako syn lorda i umarł jako król, zamordowany przez zazdrosnego boga, pomyślał Aeron, a teraz nadciąga sztorm, sztorm, jakiego te wyspy nigdy nie znały.
Było już długo po zmroku, kiedy kapłan dostrzegł ostre, żelazne blanki Hammerhorn, sterczące w świetle rożkowatego księżyca. Twierdza Gororld była przysadzista i toporna, wielkie bloki kamienne wydobyto z klifu, który majaczył za nią. Poniżej jej murów wejścia do jaskiń i starych kopalń ziały jak bezzębne czarne usta. żelazne wrota Hammerhorn były zamknięte i zasunięte na noc kratą. Aeron walił w nie kamieniem, póki łomot nie obudził strażnika.
Młodzieniec, który go powitał, był odbiciem Gormonda, od którego wziął konia.
- Którym jesteś? - zażądał odpowiedzi Aeron.
- Gran. Mój ojciec oczekuje cię w środku.
Komnata była mroczna i wietrzna, pełna cieni. Jedna z córek Gorolda zaproponowała kapłanowi róg piwa. Kolejna dłubała pogrzebaczem w przygasającym ogniu, który dawał więcej dymu niż ciepła. Sam Gorold Goodbrother rozmawiał cicho ze smukłym mężczyzną w dobrego gatunku szarej szacie, noszącym na szyi łańcuch z wielu metali, który oznaczał go jako maestra z Cytadeli.
- Gdzie jest Gormond? - zapytał Gorold, kiedy zobaczył Aerona.
- Wraca pieszo. Odeślij swoje kobiety, mój panie. A także maestra. - Nie miał uwielbienia dla maestrów. Ich kruki były stworzeniami Boga Sztormu i nie ufał ich leczeniu, nie od czasu Urriego. żaden normalny mężczyzna nie wybrałby życia niewolnika, ani nie wykułby łańcucha poddaństwa, żeby nosić go na karku.
- Gysella, Gwin, zostawcie nas - powiedział szorstko Goodbrother. - Ty także, Gran. Maester Murenmure zostanie.
- Odejdzie - nalegał Aeron.
- To moja komnata, Mokra Czupryno. Nie tobie mówić, kto musi odejść, a kto pozostać. Maester zostaje.
Ten człowiek żyje zbyt daleko od morza, powiedział sobie Aeron.
- W takim razie ja odejdę - oznajmil Goodbrotherowi. Suche sitowie zaszeleściło pod popękanymi podeszwami jego bosych, brudnych stóp, kiedy odwrócił się i zaczął się majestatycznie oddalać. Zdawało się, że przebył tą długą drogę na próżno.
Aeron był prawie w drzwiach, kiedy maester odchrząknął i powiedział:
- Euron Wronie Oko zasiada na Tronie z Morskiego Kamienia.
Mokra Czupryna zawrócił. W komnacie nagle zrobiło się zimniej. Wronie Oko jest o pół świata stąd. Balon odesłał go dwa lata temu i poprzysiągł, że zapłaci życiem, jeśli wróci.
- Mów - nakazał chrapliwie.
- Przypłynął do Portu Lordów w dzień po śmierci króla i zażądał zamku oraz korony jako starszy brat Balona - powiedział Gorold Goodbrother. - Teraz rozsyła kruki, wzywając kapitanów i królów ze wszystkich wysp do Pyke, żeby ugięli swe kolana i oddali mu hołd, jako królowi.
- Nie. - Aeron Mokra Czupryna nie zważał na słowa. - Tylko pobożny człowiek może zasiadać na Tronie z Morskiego Kamienia. Wronie Oko wyznaje tylko własną dumę.
- Byłeś na Pyke nie tak dawno temu i widziałeś króla - stwierdził Goodbrother. - Czy Balon mówił ci cokolwiek na temat sukcesji?
Owszem. Rozmawiali w Wieży Morza, podczas gdy wiatr wył za oknami, a fale bezustannie rozbijały się o brzeg poniżej. Balon potrząsnął zrozpaczony głową, kiedy usłyszał, co Aeron miał mu do powiedzenia o jego ostatnim żyjącym synu.
- Wilki zrobiły z niego słabeusza, jak się obawiałem - powiedział król. - Modlę się do boga, żeby go zabili, żeby nie mógł stanąć na drodze Ashy.
To była ślepota Balona; widział siebie w swojej dzikiej, upartej córce i wierzył, że może po nim dziedziczyć. Mylił się co do tego i Aeron usiłował mu to powiedzieć.
- żadna kobieta nigdy nie będzie rządziła zrodzonymi z żelaza, nawet taka kobieta, jak Asha - przekonywał, ale Balon potrafił być głuchy na rzeczy, których nie chciał słyszeć. Zanim kapłan mógł odpowiedzieć Goroldowi Goodbrotherowi, usta maestera ponownie się otworzyły.
- Według prawa Tron z Morskiego Kamienia należy się Theonowi lub Ashy, jeśli książę nie żyje. Takie jest prawo.
- Prawo zielonych krajów - stwierdził ze wzgardą Aeron. - Co to ma z nami wspólnego? Jesteśmy zrodzonymi z żelaza, synami morza, wybranymi Utopionego Boga. Nie może nami rządzić żadna kobieta, ani żaden bezbożny mężczyzna.
- A Victarion? - zapytał Gorold Goodbrother. - Ma żelazną Flotę. Czy Victarion zażąda tronu, Mokra Czupryno?
- Euron jest starszym bratem... - zaczął maester.
Aeron uciszył go spojrzeniem. W małych rybackich miasteczkach i wielkich kamiennych twierdzach takie spojrzenie Mokrej Czupryny sprawiało, że panny mdlały i odsyłało szlochające dzieci do ich matek, i było więcej niż wystarczające, by zdławić zakutego w łańcuch niewolnika.
- Euron jest starszy - powiedział kapłan - ale Victarion jest bardziej pobożny.
- Czy dojdzie między nimi do wojny? - zapytał maester.
- Zrodzeni z żelaza nie mogą rozlewać krwi zrodzonych z żelaza.
- Zbożna postawa, Mokra Czupryno - stwierdził Goodbrother - ale nie podziela jej twój brat. Utopił Sawane Botley za gadanie, że Tron z Morskiego Kamienia według prawa należy się Theonowi.
- Skoro został utopiony, nie polała się krew - zauważył Aeron.
Maester i lord wymienili spojrzenia.
- Muszę wysłać odpowiedź do Pyke, i to szybko - powiedział Gorold Goodbrother. - Mokra Czupryno, potrzebna mi twoja rada. Jak ma być, hołd czy rebelia?
Aeron szarpał swoją brodę i myślał. Widziałem sztorm, a jego imię to Euron Wronie Oko.
- Na razie tylko cisza - odparł lordowi. - Muszę się pomodlić w tej intencji.
- Módl się, o co chcesz - stwierdził maester - to nie zmieni prawa. Theon jest prawowitym następcą, a potem Asha.
- Zamilcz! - wrzasnął Aeron. - Zbyt długo zrodzeni z żelaza słuchali was, zakutych w łańcuchy maesterów, paplających o zielonych krajach i ich prawach. Czas, żebyśmy znowu posłuchali morza. Czas, żebyśmy posłuchali głosy boga. - Jego głos dźwięczał w zadymionej komnacie, tak przepełniony mocą, że ani Gorold Goodbrother, ani jego maester nie odważyli się zareplikować. Utopiony Bóg jest ze mną, pomyślał Aeron. Wskazał mi drogę.
Goodbrother zaoferował mu na noc wygody swego zamku, ale kapłan odmówił. Z rzadka sypiał pod zamkowym dachem, a nigdy tak daleko od morza.
- Zaznam wygody w wodnych komnatach Utopionego Boga pod powierzchnią fal. Urodziliśmy się, by cierpieć, żeby nasze cierpienie uczyniło nas silniejszymi. Wszystko, czego żądam, to świeży koń, który zawiezie mnie do Pebbleton.
Goodbrother z przyjemnością mu to zapewnił. Wysłał z nim także syna Greydona, żeby wskazał kapłanowi najkrótszą drogę przez wzgórza do morza. Do świtu pozostała jeszcze godzina, kiedy wyruszyli, ale ich wierzchowce były wytrzymałe i stąpały pewnie, i podróżowali całkiem szybko pomimo ciemności. Aeron zamknął oczy i pomodlił się w milczeniu, a po chwili zaczął drzemać w siodle.
Dźwięk nadpłynął miękko, skrzyp przerdzewiałego zawiasu.
- Urri - wymamrotał i obudził się, przepełniony strachem. Tu nie ma ani zawiasu, ani drzwi, ani Urriego. Przelatujący topór uciął połowę ręki Urriego, kiedy miał czternaście
lat i bawił się w taniec palców, podczas gdy jego ojciec i starsi bracia wyruszyli na wojnę. Trzecią żoną Lorda Quellona była Piper z Zamku Różowej Panny, dziewczyna z miękkimi piersiami i brązowymi oczami łani. Zamiast wyleczyć dłoń Urriego Starym Zwyczajem, ogniem i morską wodą, oddała go maesterowi z zielonych krajów, który przysięgał, że potrafi przyszyć na powrót brakujące palce. Zrobił to, a potem używał mikstur, eliksirów i ziół, ale ręka obumarła i Urri dostał gorączki. Kiedy maester odciął mu rękę, było już za późno.
Lord Quellon nie wrócił ze swej ostatniej wyprawy; Utopiony Bóg w swojej dobroci nagrodził go śmiercią na morzu. Powrócił Lord Balon ze swoimi braćmi, Euronem i Victarionem. Kiedy Balon usłyszał, co przydarzyło się Urriemu, obciął maesterowi kuchennym tasakiem trzy palce i wysłał żonę swego ojca, Piper, żeby je przyszyła. Eliksity i mikstury podziałały na maestera równie skutecznie, jak na Urrigona. Zmarł majacząc, a trzecia żona Lorda Quellona wkrótce podążyła w jego ślady, kiedy położnica wyjęła z jej łona martwy płód córki. Aeron był zadowolony. To jego topór rozpłatał dłoń Urriego, kiedy tańczyli razem taniec palców, jako przyjaciele i bracia. Wciąż zawstydzało go wspomnienie lat, które nastąpiły po śmierci Urriego. W wieku szesnastu lat tytułował się mężczyzną, ale po prawdzie był chodzącym bukłakiem wina. Śpiewał, tańczył (ale nie taniec palców, nigdy więcej), żartował, opowiadał bzdury i żygał. Grał na piszczałkach, żeglował, jeździł konno i mógł wypić więcej niż wszyscy Wynchesowie i Botleysowie, a także połowa Harlawsów. Utopiony Bóg każdemu ofiaruje jakiś dar, nawet jemu; nikt nie sikał dłużej, ani dalej, niż Aeron Greyjoy, jak to udowadniał na każdej uczcie. Kiedyś postawił swój nowy żaglowiec przeciwko stadu kóz, że zgasi ognisko tylko za pomocą swojego fiuta. Aeron przez rok ucztował kozim mięsem i nazwał swój żaglowiec Złoty sztorm, chociaż Balon zagroził, że powiesi go na maszcie, kiedy usłyszał, jakiego rodzaju zdobienie jego brat zaproponował umieścić na dziobie.
Koniec końców Złoty sztorm poszedł na dno przy Wyspie Fair podczas pierwszej rebelii Balona, przecięta w pół przez wysoką wojenną galerę o nazwie Furia, kiedy Stannis Baratheon złapał Victariona w pułapkę i zgniótł żelazną Flotę. Jednak bóg nie zakończył sprawy z Aeronem i wyniósł go na brzeg. Wziął go do niewoli jakiś rybak i zaprowadził go w łańcuchach do Lannisportu, a on resztę wojny spędził w lochach Casterly Rock, udowadniając, że krakeny szczają dłużej i dalej niż lwy, niedźwiedzi i kurczaki.
Ten człowiek nie żyje. Aeron utonął i został odrodzony z morza, boży prorok. Nie był mu straszny żaden śmiertelnik, nie bardziej, niż ciemność... czy wspomnienia, kości duszy. Dźwięk otwieranych drzwi, skrzyp przerdzewiałego żelaznego zawiasu. Euron znowu przyszedł. To nie miało znaczenia. Był kapłanem Mokrą Czupryną, ukochanym przez boga.
- Czy dojdzie do wojny? - zapytał Gryedon Goodbrother, kiedy słońce oświetliło wzgórza. - Wojny brata przeciw bratu?
- Jeśli taka jest wola Utopionego Boga. żaden bezbożny człowiek nie może zasiadać na Kamiennomorskim Tronie. - Wronie Oko będzie walczył, to pewne. Nie pokona go żadna kobieta, nawet Asha; kobiety zostały stworzone, żeby toczyć swoje bitwy w połogu. A Theon, rozkapryszony chłopczyk, jeśli żył, także nie rokował nadziei. Dowiódł swojej wartości w Winterfell, jaka by nie była, ale Wronie Oko nie był kaleką. Pokłady statku Eurona pomalowano na czerwono, żeby łatwiej ukryć krew, która w nie wsiąkała. Victarion. Królem musi być Victarion, albo sztorm nas wszystkich zmiecie.
Greydon zostawił go, kiedy wzeszło słońce, żeby zanieść wieści o śmierci Balona swoim kuzynom w wieżach Dolnej Jamy, Twierdzy Kruczy Szpon i Jeziora Ciał. Aeron jechał dalej sam, przez wzgórza i doliny po kamiennym trakcie, który w miarę, jak zbliżał się do morza, stawał się szerszy i bardziej przejezdny. W każdej wiosce zatrzymywał się na modlitwę, a także na dziedzińcach pomniejszych lordów.
- Zostaliśmy zrodzeni z morza i do morza musimy powrócić - mówił im. Jego głos był głęboki jak ocean i grzmiący jak fale. - Bóg Sztormu w swojej wściekłości porwał Balona z jego zamku i cisnął go w dół, a teraz on ucztuje pod falami w wodnych komnatach Utopionego Boga. - Unosił ręce. - Balon nie żyje! Król nie żyje! Jednak król ponownie nastanie! Bo co jest martwe, nie może nigdy umrzeć, lecz powstaje ponownie, twardsze i mocniejsze! Król powstanie!
Niektórzy z tych, co go słyszeli, porzucali swoje motyki i kilofy, żeby ich za n im, więc gdy usłyszał huk fal za jego koniem szło tuzin mężczyzn, dotkniętych przez boga i pragnących utonąć.
Pebbleton było domem kilku tysięcy rybaków, których ziemianki cisnęły się wokół podstawy kwadratowej wieży z bastionikiem na każdym rogu. Dwie setki topielców Aerona oczekiwało tam na niego, rozbiwszy na szarym piasku plaży obóz z namiotów z foczej skóry i szałasów z wyłowionego drewna. Ich dłonie były utwardzone przez solankę, pokryte bliznami od sieci i lin, zrogowaciałe od wioseł, kilofów i toporów, ale teraz te dłonie trzymały twarde jak żelazo pałki z wyłowionego drewna, ponieważ bóg uzbroił ich ze swojego arsenału na dnie morza.
Zbudowali szałas dla kapłana, tuż nad linią przypływu. Z radością wczołgał się do środka, po tym jak utopił swoich najnowszych wyznawców. Mój boże, modlił się, przemów do mnie w łoskocie fal i powiedz mi, co mam robić. Kapitanowie i królowie oczekują na twoje słowa. Kto będzie naszym królem w miejsce Balona? Zaśpiewaj mi językiem lewiatana, żebym mógł poznać jego imię. Powiedz mi, o panie pod falami, kto ma siłę walczyć ze sztormem na Pyke?
Chociaż jazda do Hammerhorn bardzo go znużyła, Aeron leżał bezsenny w swoim szałasie z wyłowionego drewna, pokrytym dachem z czarnych morskich wodorostów. Chmury zbiły się i zasłoniły księżyc i gwiazdy, i nad morzem zaległa ciemność tak gęsta, jak ta w jego duszy. Balon faworyzował Ashę, dziecko ze swego ciała, ale kobieta nie może rządzić zrodzonymi z żelaza. To musi być Victarion. Dziewięciu synów zostało zrodzonych z lędźwi Quellona Greyjoy'a, a Victarion był najsilniejszym z nich, człowiek-byk, nieustraszony i obowiązkowy. I w tym leży nasze zagrożenie. Młodszy brat winien starszemu posłuszeństwo, a Victarion nie był człowiekiem, który sprzeciwiałby się tradycji. Chociaż nie kocha Eurona. Nie, odkąd zmarła ta kobieta.
Na zewnątrz, poza chrapaniem jego topielców i zawodzeniem wiatru, słyszał uderzenia fal, młot jego boga, wzywający go do bitwy. Aeron wydostał się ze swojego małego szałasu na chłód nocy. Stał nagi, blady, chudy i wysoki, i nago wszedł do czarnego słonego morza. Woda była lodowato zimna, a jednak nie wzdrygnął się przed pieszczoty boga. Fale smagały jego pierś, chwiejąc nim. Kolejna załamała się nad jego głową. Czuł sól na swoich wargach i czuł wokół siebie boga, a w uszach dźwięczała mu jego wspaniała pieśń. Dziewięciu synów zostało zrodzonych z lędźwi Quellona Greyjoy'a, a ja byłem najgorszym z nich, tak słabym i wystraszonym, jak dziewczyna. Ale koniec tego. Tamten człowiek utonął, a bóg uczynił mnie silnym. Zimne słone morze otaczało go, tuliło go, sięgało poprzez jego słabe człowiecze ciało i dotykało jego kości. Kości, pomyślał. Kości duszy. Kości Balona i Urriego. Prawda jest w naszych kościach, bo ciało rozpada się, a kości trwają. A na wzgórzu Nagga, kości z Szarej Królewskiej Komnaty...
Chudy, blady i trzęsący się Aeron Mokra Czupryna brnął z powrotem do brzegu, mądrzejszy niż był wtedy, gdy wchodził do morza. Ponieważ znalazł odpowiedź w swoich kościach i droga przed nim była prosta. Noc była tak zimna, że ciało zdawało się parować, kiedy kroczył do swojego szałasu, ale w jego sercu płonął ogień i sen z łatwością błyskawicznie nadszedł, nie przerywany skrzypieniem żelaznych zawiasów.
Kiedy się obudził, był jasny i wietrzny dzień. Aeron nasycił głód rosołem z małży i wodorostów, ugotowanym nad ogniskiem z wyłowionego drewna. Kiedy tylko skończył jeść, wyszedł ze swojej wieży Merlyn z tuzinem strażników, żeby z nim pomówić.
- Król nie żyje - powiedział mu Mokra Czupryna.
- Oczywiście. Dostałem ptaka. A teraz kolejnego. - Merlyn był łysawym, okrągłym mężczyzną, który kreował się na "Lorda" w stylu zielonych krajów i ubierał się w futra i atłasy. - Jeden kruk wzywa mnie na Pyke, drugi do Dziesięciu Wież. Wy, krakeny, macie zbyt wiele ramion, rozdarlibyście człowieka na kawałki. Co powiesz, kapłanie? Dokąd powinienem wysłać swoje żaglowce?
Aeron spochmurniał.
- Dziesięć Wież, powiadasz? Który kraken cię tam wezwał? - Dziesięć Wież były siedliskiem Lorda z Harlaw.
- Księżniczka Asha. Wzięła kurs na dom. Reader rozsyła kruki, wzywając wszystkich jej przyjaciół do Harlaw. Mówi, że Balon chciał, żeby to ona zasiadła na Tronie z Morskiego Kamienia.
To Utopiony Bóg zadecyduje, kto zasiądzie na Tronie z Morskiego Kamienia - powiedział kapłan. - Uklęknij, żebym mógł cię pobłogosławić.
Lord Merlyn osunął się na kolana, a Aeron odkorkował swój bukłak i wylał strumień morskiej wody na jego łysy czubek głowy.
- Panie Boże, któryś dla nas utonął, niech Meldred, twój sługa, narodzi się ponownie z morza. Pobłogosław go solą, pobłogosław go kamieniem, pobłogosław go stalą. - Woda ciekła w dół po grubych policzkach Merlyna, moczyła brodę i wsiąkał w lisie futro. - Co jest martwe, nie może nigdy umrzeć - dokończył Aeron - lecz powstaje ponownie, twardsze i silniejsze. - Ale kiedy Merlyn powstał, powiedział mu: - Zostań i posłuchaj, żebyś mógł szerzyć słowo boże.
Trzy stopy od krawędzi wody fale rozbijały się o okrągły granitowy głaz. Tam właśnie stanął Aeron, żeby wszyscy jego uczniowie mogli go zobaczyć i słyszeć słowa, które miał im powiedzieć.
- Narodziliśmy się z morza i do morza musimy powrócić - zaczął, jak setki razy wcześniej. - Bóg Sztormu w swojej wściekłości porwał Balona z jego zamku i cisnął go w dół,
a teraz on ucztuje pod falami. - Uniósł ręce. - żelazny król nie żyje! Jednak król ponownie nastanie! Bo co jest martwe, nie może nigdy umrzeć, lecz powstaje ponownie, twardsze i silniejsze!
- Król powstanie! - wrzasnęli topielcy.
- Powstanie. Musi. Ale kto? - Mokra Czupryna słuchał przez chwilę, ale odpowiedziały mu tylko fale. - Kto będzie naszym królem?
Topielcy zaczęli uderzać pałkami z wyłowionego drewna, jedną o drugą.
- Mokra Czupryna! - wrzeszczeli. - Król Mokra Czupryna! Król Aeron! Dajcie nam Mokrą Czuprynę!
Aeron potrząsnął głową.
- Jeśli ojciec ma dwóch synów i daje jednemu topór, a drugiemu sieć, to którego przeznacza na wojownika?
- Topór jest dla wojownika - odkrzyknął Rus - sieć jest dla morskiego rybaka.
- Owszem - przytaknął Aeron. - Bóg zabrał mnie głęboko pod powierzchnię fal i utopił tą bezwartościową rzecz, jaką byłem. Kiedy na powrót mnie wyrzucił, dał mi oczy, żebym widział, uszy, żebym słyszał, i głos, żebym szerzył jego słowo, żebym mógł być prorokiem i nauczać jego prawdy tych, którzy zapomnieli. Nie zostałem stworzony, żeby zasiadać na Tronie z Morskiego Kamienia... tak samo, jak Euron Wronie Oko. Ponieważ usłyszałem boga, który powiedział: żaden bezbożnik nie może zasiąść na moim Tronie z Morskiego Kamienia!
Merlyn założył ramiona na piersi.
- W takim razie Asha? Czy Victarion? Powiedz nam, kapłanie!
- Powie wam to Utopiony Bóg, ale nie tutaj. - Aeron wycelował palec w tłustą, białą twarz Merlyna. - Nie zważaj na mnie, ani na prawa ludzi, lecz na morze. Postaw żagle i unieś wiosła, mój panie, i pożegluj na Stary Wyk. Ty i wszyscy kapitanowie, i królowie. Nie płyń do Pyke, żeby ugiąć się przed bezbożnym, a ni do Harlaw, żeby układać się ze spiskującą kobietą. Skieruj dziób w stronę Starego Wyku, gdzie stoi Szara Królewska Komnata. Wzywam cię w imieniu Utopionego Boga. Wzywam was wszystkich! Zostawcie swoje komnaty i ziemianki, wasze zamki i twierdze, i wróćcie na wzgórze Nagga, na królewski wiec!
Merlyn wgapiał się w niego.
- Królewski wiec? Nie było prawdziwego królewskiego wiecu od...
-...zbyt długiego czasu! - krzyknął z udręką Aeron. - Jednak w zaraniu dni zrodzeni z żelaza wybierali swoich królów, wywyższając najgodniejszego spośród nich. Czas, byśmy powrócili do Starego Zwyczaju, bo tylko to uczyni nas na powrót wielkimi. To królewski wiec wybrał Urrasa żelazną Stopę na Najwyższego Króla i umieścił na jego skroniach koronę z wyłowionego drewna. Sylas Płaskonosy, Harrag Siwy, Stary Kraken, królewski wiec wybrał ich wszystkich. I właśnie dlatego to królewski wiec powinien wyłonić człowieka, który dokończy dzieło zaczęte przez Króla Balona i wygra dla nas z powrotem naszą wolność. Płyń nie do Pyke, ani do Dziesięciu Wież Harlaw, ale na Stary Wyk, powtarzam. Poszukaj wzgórza Nagga i kości z Szarej Królewskiej Komnaty, bo w tym świętym miejscu, kiedy księżyc utonie i powstanie ponownie wybierzemy sobie godnego króla, pobożnego króla. - Ponownie wzniósł wysoko swoje kościste ręce. - Posłuchajcie! Posłuchajcie fal! Posłuchajcie boga! On do nas przemawia i mówi: Nie będziemy mieć króla, jeśli nie wybierze go królewski wiec!
Na te słowa podniosła się wrzawa, a topielcy uderzali pałkami jedna o drugą.
- Królewski wiec! - krzyczeli. - Królewski wiec, królewski wiec. Nie będziemy mieć króla, jeśli nie wybierze go królewski wiec!
A jazgot, jaki robili, był tak gromki, że ich krzyki z pewnością słyszeli Wronie Oko na Pyke i Bóg Sztormu w swoich chmurzastych komnatach. A Aeron Mokra Czupryna wiedział, że postąpił słusznie.

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Wróć do „Materiały”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość