George R. R. Martin: Wywiad z Janmag (Styczeń 2001)

Dział dostępny dla wszystkich.

Moderatorzy: Ogień i Lód, Nocna Straż

Ogień i Lód
Ogień i Lód
Awatar użytkownika
Rejestracja: 20 kwie 2006, o 14:33

George R. R. Martin: Wywiad z Janmag (Styczeń 2001)

Postautor: Ogień i Lód » 20 kwie 2006, o 15:54

George R.R. Martin odbył długą drogę na szczyty list bestsellerów, a w jego karierze pełno jest gwałtownych zwrotów, jak w jednej z jego misternie tkanych powieści. Teraz pięćdziesięciodwuletni, osiadły w Santa Fe w Nowym Meksyku pisarz twierdzi, że pisanie zawsze było częścią jego życia. Jego najwcześniejsze doświadczenia dotyczyły wydawnictwa, gdy - jako dziecko w New Jersey - sprzedawał swoje opowiadania o potworach ("czytanie z interpretacją wliczone w cenę") dzieciom z sąsiedztwa.

Pierwsza książka Martina została wydana w 1976 roku. Był to zbiór krótkich opowiadań, zatytułowany Pieśń dla Lya i inne opowiadania. Następnie, w 1977 roku, wydano powieść Śmierć światła. Pomimo, iż te pierwsze książki zostały dobrze odebrane w społeczności fantasy - jego krótkie opowiadania zdobyły trzykrotnie nagrodę Hugo, dwukrotnie Nebula oraz inne nagrody - miał stosunkowo niewielu czytelników i gdy w połowie lat 80-tych zadzwoniono do niego z Hollywood, Martin zgodził się na współpracę. W 1986 roku pracował nad kontynuacją Strefy mroku, a od 1987 do 1990 znajdował się wśród zespołu pracującego nad Piękną i bestią. "Później w większości imałem się prac wdrożeniowych. Tworzyłem własne pilotażowe odcinki dla nowych seriali. Napisałem kilka scenariuszy do filmów pełnometrażowych, w niektórych wykorzystałem swoje prace, niektóre stworzyłem od podstaw, do niektórych adaptowałem prace innych."

Całkowita obojętność świata Hollywoodu dla jego talentu była jedną z przyczyn, która pchnęła Martina z powrotem w kierunku pisania książek. "Książki były moją pierwszą miłością. I tak w pewnym sensie tęskniłem do pisania. Jest w tym pewna swoboda, której nie uświadczysz w Hollywood. Całe płótno jest twoje i możesz na nim tworzyć obrazy, nie dbając o kompromisy, nie musząc walczyć z reżyserami, studiami filmowymi, czy sieciami telewizyjnymi. Ale prawda jest taka, że chociaż w Hollywood tym scenopisarstwem i wdrażaniem seriali zarabiałem mnóstwo pieniędzy, wcale nie realizowano moich projektów, a to było po prostu absolutnie nie satysfakcjonujące."

W 1991 roku Martin zaczął pisać książkę, która następnie stała się pierwszą częścią sagi "Pieśni Ognia i Lodu", Królewską grę, opublikowaną po raz pierwszy w 1996 roku. Martin nadal pracował w telewizji i musiał odłożyć na bok swój nowy pisarski projekt, żeby zrealizować pracę, za którą mu zapłacono. "Za każdym razem, kiedy ją odkładałem, zaczynała mnie prześladować. łapałem się na tym, że stale o niej myślałem, nawet w drodze do i ze studia, albo przed pójściem spać. Czasem na wakacjach. Bohaterowie byli przy mnie. Dzięki temu wiedziałem, że muszę napisać tą sagę; to była historia, którą musiałem opowiedzieć."
Historia, którą snuje w swoich ostatnich trzech książkach, i którą zamierza kontynuować w kolejnych trzech, jest olbrzymią opowieścią, która znalazła uznanie zarówno u entuzjastów fantasy, jak również wśród czytelników innych gatunków. Powieść jest bardzo złożona, nie da się jej łatwo streścić - najnowsza książka, Nawałnica mieczy, zawiera ponad 350 000 słów. "Pieśń Ognia i Lodu" toczy się w wymyślonym świecie, nieco zbliżonym do średniowiecznej Ziemi, lecz występuje w nim magia, całkiem niedawno odrodziły się smoki, a pory roku są nieprzewidywalne i mogą trwać latami.

"Wbrew temu wszystkiemu", mówi Martin, "toczy się pomiędzy poszczególnymi dynastiami walka o władzę w królestwie; Siedem Królestw to w zasadzie jedno królestwo, choć wcześniej było ich siedem. Teraz wszystkimi rządzi jeden król. Kilka z wielkich rodów ubiega się o przejęcie tronu." Tworzenie tego świata jest zajęciem, które tak całkowicie pochłania Martina, że - jak sam przyznaje - czasami poświęca na to cały dzień. "Najdziwniejsze w byciu pisarzem jest to, że zatracasz się w swoich książkach. Czasem zdaje się, jakby prawdziwe życie przepływało obok ciebie, a ty ledwo bierzesz w nim udział. Wydarzenia ze swoich książek pamiętasz lepiej, niż te, które faktycznie wydarzyły się, gdy pisałeś."

Linda Richards: Nawałnica mieczy została doskonale przyjęta. Wydaje się, że nawet lepiej od twoich wcześniejszych prac.
George R.R. Martin: Cóż, cała seria z pewnością była, tak. Przyjęto ją tak dobrze, jak żadną z moich dotychczasowych prac, a to bardzo cieszy.

Sukces Nawałnicy mieczy może podnieść na duchu. W końcu to wielka książka, a ludzie ją czytają. To cudowne. Ile zawiera słów? 120 000? Więcej?
Cóż, to 1500 stron manuskryptu. Bałbym się szacować ilość słów. Jest zadziwiająco długa. [śmieje się]

To była długotrwała praca?
O tak. Byłem o kilka miesięcy spóźniony z wydaniem i pod koniec bardzo na mnie naciskano. Lecz wreszcie doprowadziłem ją do stanu, który mnie zadowalał. Ale wtedy zaczęła się oczywiście kwestia kolejnej, więc... Czytelnicy czytają książki dużo szybciej, niż jestem w stanie je pisać. To załamujące. Przez dwa lata pracuję nad książką, a kiedy ją wydam po dwóch dniach otrzymuję pierwszy e-mail: Kiedy wychodzi następna? [śmieje się]

A teraz promujesz książkę?
Tak.

Więc nie piszesz zbyt wiele?
Jak dotąd, nie. Potrzebuję mojego mieszkania. Potrzebuję mojego biura i fotela. Próbowałem. Czasami brałem ze sobą laptopa, a w dawnych czasach notatnik lub coś w tym stylu. Ale naprawdę, nie jestem w stanie pisać, chyba że w moim fotelu, w moim biurze, w którym naprawdę mogę się zatracić w tworzonym przeze mnie świecie, zamiast koncentrować się na świecie wokół mnie.

Gdzie masz biuro?
W Santa Fe, w Nowym Meksyku. Mieszkam tam od 20 lat. Pochodzę z New Jersey.

Santa Fe zdaje się być spokojnym miejscem, w sam raz na pisanie książek. Tak jest?
To piękne miejsce i ma sporo wielkomiejskich udogodnień, chociaż mieszka tam tylko 70 000 osób, co czyni je cudownym do życia. A klimat jest wspaniały. Mamy wszystkie cztery pory roku, co mi się podoba, ale złagodzone, co także mi się podoba. I jestem uzależniony od miejscowego jedzenia; meksykańskie jedzenie jest najlepsze na świecie. Zielone chili załazi za skórę.

To pierwsza twoja książka, jaką miałam okazję przeczytać. Zdaje się mieć wiele wspólnego z historią, czy nazwałbyś ją powieścią fantasy?
To zdecydowanie powieść fantasy. Są w niej smoki i tym podobne. Sprawia wrażenie historycznej fikcji. Uwielbiam historię. Chciałem nadać Nawałnicy mieczy i pozostałym książkom wymiar historyczny, żeby kojarzyły się z historyczną fikcją. Taką fikcję cudownie się czyta, ale mam z tym jeden problem: za dobrze znam historię. Więc zawsze wiem, co się za chwilę wydarzy. Czytasz książkę o Wojnie Białej i Czerwonej Róży i nie ważne, jak jest dobra czy kiepska, wiesz, kto wygra. Ale tu biorę czytelnika przez zaskoczenie. Czyta się to jak historyczną fikcję, odbiera się jak historyczną fikcję, ale nie wiesz, co się za chwilę stanie. Większość epickiej fantasy lub high fantasy ma podłoże quasi średniowieczne. Nawet Władca Pierścienia Tolkiena. Zatem, w pewnym sensie, jest to tradycją wielu wcześniejszych pisarzy. To, co ja próbuję zrobić, to nadać książce trochę więcej charakteru fikcji historycznej, niż niektóre z poprzednich książek, a jednak - jak sądzę - uczynić ją bardziej fantastyczną, czy fantasy. Moje spojrzenie na gatunek kładzie mniejszy nacisk na magię i czarnoksięstwo, a bardziej na taktykę, bitwy, polityczne intrygi i postaci. Przede wszystkim postaci.

Intrygi polityczne to zdecydowanie bardzo ważny element Twojej pracy.
Tak. Zdecydowanie. To niezły ubaw. [śmieje się] Chociaż zaczynam sądzić, że moja wyobraźnia blednie wobec tego, co się aktualnie dzieje w Stanach Zjednoczonych. [śmieje się] Moje postaci są bardziej bezpośrednie. Albo odkładają miecz, albo zabijają przeciwnika. [śmieje się]

Co skłoniło Cię do napisania tak ogromnych objętościowo książek, które zyskały sobie równie ogromną liczbę fanów?
Cóż, fani fantasy lubią ogromne książki. Tak naprawdę pierwszy był Władca Pierścieni. Władca Pierścieni pojawił się w czasie, gdy większość wydawców - zwłaszcza SF/fantasy - domagała się nie więcej niż 60 000 słów. Nie chcieli wielkich ksiąg. Właśnie dlatego zrobiono z niego trylogię, żeby sprostać ówczesnym wymaganiom. W pewnym sensie Tolkien ustawił poprzeczkę dla następnych autorów. Sądzę, że ta książka zawierała także kilka istotnych elementów. Po pierwsze: zawierała szerokie spektrum charakterów. Po drugie: toczyła się we "świecie drugiego planu" - jak nazywal go Tolkien - i to, jak sądzę, jest podstawą dzisiejszej epickiej fantasy. Świat staje się postacią. Ludzie mówią o podróży w świat Śróziemia, nie o czytaniu o nim (Władca Pierścieni). Odnosi się wrażenie, że chcieliby wniknąć w stworzony świat, więc musisz stworzyć go razem z jego historią, przeszłością i innymi szczegółami. Musisz dać im poczucie, że jest bogaty, zróżnicowany i skomplikowany, że to miejsce żyje. Tak jak w prawdziwym świecie. To wymaga odpowiedniej ilości słów. To nie jest tylko kwestia rozwoju fabuły. Chcesz odmalować pełny obraz.

Jest tam także wiele ukrytych historii.
Wiele ukrytych historii, tak.

Czy wielu z nich nigdy naprawdę nie poznamy?
Jest więcej ukrytych historii, niż ich opisuję. Oczywiście, w każdym tomie ujawniam więcej. W moich powieściach, zwłaszcza w sadze, klucz do przyszłości leży w przeszłości i sukcesywnym odkrywaniu tego, co wydarzyło się 16 lat wstecz i to, co uważamy za prawdę, wcale nią nie musi być. Podczas tego procesu odkrywania, czasami posuwam się
dalej w opowieści, ale także nawiązuję do przeszości, a z każdą kolejną książką czytelnik dowiaduje się nieco więcej na temat tego, co się wydarzyło. Lecz jest więcej ukrytych historii, niż kiedykolwiek ujawnię. Mam notatki i szczegóły o wielu królach, którzy byli zaledwie wspomniani w trakcie fabuły i znowu - to Tolkien, mistrz takiej formy, pokazał, w jaki sposób to robić. Opublikował wszystkie dodatki; nie siądzę, żebym faktycznie opublikował swoje notatki i dodatki, ale kiedy człowiek przypomni sobie Władcę Pierścieni - ile tam jest stron dodatków, a szczegółowość stworzonego świata była niezwykła.
Uważam, że takie ukryte historie w książce muszą mieć konstrukcję góry lodowej: większość jest ukryta dla oka. Wystaje tylko tyle, żeby pokazać, że kryje się za tym coś większego.

Pierwszą książką w serii była Gra o tron?
Zgadza się. Ukazała się w 1996 roku. Zacząłem pisać sagę w 1991 roku. Miałem przerwy w pisaniu, ponieważ wciąż przez większość czasu pracowałem w telewizji i filmie.

Ile książek zamiesz poświęcić sadze?
Ma ich być dokładnie sześć. Teraz są trzy. Gra o tron, Starcie królów i Nawałnica mieczy.

Co oznacza skrót R.R. w Twoim imieniu?
Raymond Richard.

Przypuszczam, że ludzie zwykle Cię o to pytają.
Tak. Ale z reguły zgrywam mądralę i mówię: Moje drugie imię. [śmieje się]

Co robiłeś w telewizji?
Cóż, pracowałem przy kontynuacji Strefy mroku, którą robiło CBS w latach 80-tych. A potem przez trzy lata przy Pięknej i bestii. Potem zajmowałem się głównie pracą wdrożeniową. Tworzyłem własne pilotażowe odcinki dla nowych seriali. Napisałem kilka scenariuszy do filmów pełnometrażowych, w niektórych wykorzystałem swoje prace, niektóre stworzyłem od podstaw, do niektórych adaptowałem prace innych. Niczego z tego nigdy nie zrealizowano. To była jedna z tych rzeczy, która w konsekwencji mnie zfrustrowała i popchnęła ponownie w kierunku pisania książek. Książki były moją pierwszą miłością. I tak w pewnym sensie tęskniłem do pisania. Jest w tym pewna swoboda, której nie uświadczysz w Hollywood. Całe płótno jest twoje i możesz na nim tworzyć obrazy, nie dbając o kompromisy, nie musząc walczyć z reżyserami, studiami filmowymi, czy sieciami telewizyjnymi. Ale prawda jest taka, że chociaż w Hollywood tym scenopisarstwem i wdrażaniem seriali zarabiałem mnóstwo pieniędzy, wcale nie realizowano moich projektów, a to było po prostu absolutnie nie satysfakcjonujące. żadna kwota nie jest w stanie zastąpić... Chcesz, żeby czytano to, co napiszesz. Pragniesz uwagi, a dla facetów z biura produkcji ABC czy Columbii nie ma to znaczenia.

Saga rozrosła się z czasem?
Tak. Zwłaszcza po 1991 roku, gdy zacząłem pisać. Za każdym razem, gdy odkładałem ją na bok, zaczynała mnie prześladować. łapałem się na tym, że myślałem o niej nawet podczas jazdy do i ze studia, albo przed pójściem spać. Czasami na wakacjach. Tak więc postaci zostawały ze mną. To stąd naprawdę wiedziałem, że to była saga, którą muszę napisać: to była historia, którą musiałem opowiedzieć.

Więc od początku przewidywałeś, że będzie to saga?
O tak. Na początku sądziłem, że to będzie trylogia, ale było jeszcze zanim zacząłem pisać.

Pracujesz już nad czwartym tomem?
Tak.

Ma już tytuł?
Taniec ze smokami. [teraz już wiadomo, że czwarta część będzie nosić tytuł The Feast of Crows, co znaczy mniej więcej Uczta wron - przypisek Tishai] Piąta będzie miała tytuł Zimowe wiatry. A szóstą zatytułuję później. [śmiech] Nie ma jeszcze tytułu.

Ten gatunek literacki jest bardzo konkurencyjny. Jest wielu autorów, którzy piszą fantasy/sagi historyczne. A Twoim książkom udało się wybić. Czy masz tego świadomość??
Owszem. Dostrzegam różnicę z książki na książkę. To naprawdę budujące. Na spotkaniach podczas promocji gromadzą się wielkie tłumy. Podczas gdy przy promocji pierwszego tomu byłem uszczęśliwiony, mając na odczycie pół tuzina ludzi. Teraz gromadzę 100, 200 osób.

To wspomaga także sprzedaż innych tytułów.
Inne tytuły sprzedają się świetnie. A nawet przyjęto z powrotem do druku moje stare tytuły, z czasów sprzed pracy w telewizji. Cztery z moich starszych powieści zostały ponownie wydane.

Ile książek napisałeś?
To zależy. Przed sagą napisałem cztery powieści i jakieś pół tuzina zbiorów krótkich opowiadań. Także wydawałem książki. Seria Dzikiej karty miała 15 tomów, byłem także wydawcą, a zarazem autorem kilku innych projektów. Tak więc przypuszczam, że mam w bibliografii około 30 lub 40 pozycji.

Brzmi to bardziej satysfakcjonująco niż praca w telewizji.
Zdecydowanie, tak. To znaczy, każdego z nas satysfakcjonuje co innego. Kiedy telewizja czy film pracują świetnie - kiedy masz dobry zespół i trzymacie tą samą stronę - wtedy jest to bardzo ekscytujące, pracowanie z dobrymi aktorami i dobrym reżyserem, składanie czegoś do kupy i obserwowanie, jak rodzi się na twoich oczach. Uważanie na szczegóły. To niepowtarzalne wrażenie. Ale to samo może też łatwo obrać inny obrót, kiedy pisarz i reżyser nie mogą się dogadać. Kiedy aktor upiera się, żeby zmienić wszystkie dialogi. Kiedy sieć daje ci wytyczne, które całkowicie rujnują to, co miałaś zamiar zrobić, wtedy wrażenia nie są tak ekscytujące. Z książką jestem pisarzem i jestem także reżyserem, wszystkimi aktorami, facetem od efektów specjalnych i oświetleniowcem: jestem nimi wszystkimi. Więc jeśli coś jest dobre lub nie, to zależy tylko ode mnie.

Czy coś z tego wykorzystujesz? Z tych filmowych wartości produkcyjnych?
Aż do przesady, tak. Mam na myśli, że jestem bardzo obrazowym pisarzem. I kiedy opisuję scenę, widzę ją w mojej głowie tak, jak reżyser widzi ujęcie. Widzę, jak pada światło i gdzie stoją bohaterowie (w Hollywood nazywają to "blokowaniem") i, jak sądzę, praca w wpłynęła na moje dialogi. To coś, nad czym w Hollywood spędzasz mnóstwo czasu: doprowadzanie dialogów do perfekcji.

Czy Hollywood zgłosiło się do Ciebie po sagę?
Złożono mi w związku z książką pewną ofertę, owszem. Ale nie wiem, czy cokolwiek z tego wyniknie.

Czy mógłbyś streścić sagę komuś, kto nie zna Twoich książek?
Cóż, pewnie: ile masz czasu? [śmiech] Dzieje się w wymyślonym świecie, zwanym Siedmioma Królestwami Westeros, w typie świata średniowiecznego, ale jest w nim nieco magii. Kiedyś żyły tam smoki, chociaż ostatni smok zmarł jakieś 150 lat przed chwilą rozpoczęcia akcji. Rzeczą, która prawdopodobnie najbardziej różnicuje Westeros i Siedem Królestw od świata, jaki znamy, są kompletnie nieuporządkowane pory roku. Zamiast żeby każdy rok miał cztery pory roku, które pojawiają się w mniej więcej określonym czasie, pory roku są całkowicie przypadkowe i trwają latami. W czasie, gdy rozpoczyna się Gra o tron, pierwsza książka, ludzie sądzą, że kończy się lato, ale było to bardzo długie lato. Trwało dziesięć lat. Ale teraz dni są krótsze, robi się coraz zimniej i sądzą, że lato się kończy. Oczywiście w sytuacji, gdy pory roku trwają tak długo, jest to znacząca zmiana, ponieważ zimy są niezwykle ostre. Trwają bardzo długo i mogą powodować olbrzymie szkody. Nikt nie chce długiej zimy. Pomimo tego w królestwie toczy się dynamiczna walka o władzę: Siedem Królestw to tak naprawdę jedno królestwo, choć niegdyś było ich siedem. Teraz wszystkie są rządzone przez jednego króla. Kilka z największych rodów ubiega się o przejęcie tronu. Na dalekiej północy jest także olbrzymi lodowy mur, który ma 8000 lat i rozciąga się w poprzek całego kontynentu, zamieszkały przez należących do pewnej organizacji, zwaną Rycerską Strażą, zaprzysiężonych mężczyzn. Nie mają oni rodzin i przysięgają oddać swe rycerskie usługi na potrzeby służby na tych gigantycznym, wysokim na 700 stóp, lodowym murze przeciwko wszystkiemu, cokolwiek czai się na północy. A co czai się na północy, wkrótce się dowiecie.

Ach: Zimowe wiatry.
Tak.

Skąd pochodzi taka konstrukcja świata? Możesz to określić?
Częściowo z moich badań historycznych. Nie stosuję dosłownych adaptacji. Niektórzy czytelnicy usiłowali to robić: Ta postać to Ryszard III, a ta to...

Nie cierpisz tego? To jakby Twoja własna kreatywność nie wystarczała.
Nie cierpię. Ale faktycznie czerpię inspirację z rzeczy, o których czytam w książkach historycznych, lecz wiele rzeczy pochodzi z mojej wyobraźni.

Ale konstrukcja świata. Na przykład Franka Herberta (autora Duny) zainspirowały polityczne niepokoje, ekologia i tym podobne. Tak więc zastanawiam się nad tymi porami roku. Czy wzięło się to z jakiejś inspiracji, czy po prostu uznałeś to za coś ciekawego?
Sądzę, że podoba mi się ich symbolika. Lato i zima, i wszystko, co to oznacza. Wszyscy mamy w swoim życiu jakieś zimy i niekoniecznie oznacza to zimną porę roku. Lato to czas wzrostu, siewu i radości. A zima to czas mroczny, kiedy musisz walczyć o przetrwanie.

Ile historycznych szczegółów możesz zamieścić, nie upodabniając nazbyt tego świata do naszego własnego?
Sądzę, że trzeba to wyważyć.

Ponieważ chcesz, żeby czytelnicy utożsamiali się z Twoimi postaciami?
Tak. A czytelnik pragnie poczucia realności. W zasadzie uważam, że większość pisarzy fantasy umieszcza ich zbyt mało. To znaczy... Proszę mnie źle nie zrozumieć, jest wielu
genialnych pisarzy. Wielu ludzi odwala kawał dobrej roboty. Tad Williams napisał cudowną trylogię. Robin Hobb pisze teraz wspaniałą rzecz. Książki Roberta Jordana mają oczywiście miliony fanów. I do dziś są tacy starzy pisarze, jak Tolkien i inni. Ale, kiedy to pominiemy, jest także wiele pisarzy, którym niewiele brakuje do miana tragicznych i, choć ich książki opierają się na założeniach świata średniowiecznego, wydają się, jakby opisywały Disnyland. Są tam zamki, królowie i rycerze.

I dwórki. Nie zapominaj o dwórkach!
Dwórki, tak. Ale w komnatach zamków nie ma czających się pod stołami psów. Nie ma chorób ani głodu. Wszystkie rzeczy także istnieją. Uważam, że naprawdę powinno być wszystko. To właśnie zadanie dla badacza. Musisz wiedzieć, jak wyglądały pojedynki i w jaki sposób prowadzono średniowieczne wojny oraz mieć pewne pojęcie o bitwie i używanej broni. Tak więc usiłowałem wprowadzić w moich książkach nieco brutalnego realizmu, a fanom zdaje się to podobać, więc sądzę, że postępuję słusznie.

Czy masz pisarski plan dnia?
Codziennie wstaję i pracuję rano. Wypijam kawę i zabieram się do pracy. W dobre dni podnoszę głowę, widzę, że na zewnątrz jest ciemno, a cały dzień minął i nie wiem, kiedy. Lecz są też złe dni. Kiedy męczę się i pocę, a po półgodzinie mam napisane trzy słowa. A kiedy mija połowa dnia, a ja napisałem półtorej zdania, wtedy robię sobie jednodniową przerwę i gram w gry komputerowe. No wiesz, czasem pożerasz niedźwiedzia, a czasem niedźwiedź ciebie. [śmiech]

Czy Twoje książki są starannie rozplanowane? Pokój z mapami i tym podobne?
Mam mapy, ale nie. Nie robię nic z tych rzeczy. Mam generalne pojęcie o tym, co chcę osiągnąć, ale pozwalam by moje postaci zawładnęły mną, a wszelkie zwroty akcji wychodzą w trakcie pisania.

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Wróć do „Materiały”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości