RAMSAY BOLTON (SNOW)

Turnieje sympatii, urody i talentów! Naliczanie postów w tym dziale jest wyłączone.

Moderator: Nocna Straż

Ogień i Lód
Ogień i Lód
Awatar użytkownika
Rejestracja: 20 kwie 2006, o 14:33

RAMSAY BOLTON (SNOW)

Postautor: Ogień i Lód » 27 paź 2016, o 21:56

Ramsay Bolton nie potrafił określić co czuje. Z jednej strony był przerażony, gdyż martwi wracali do życia. Miał zamiar zabić pana ojca, ale jeżeli istniała możliwość, że powróci… Z drugiej, ta myśl napełniła go ekscytacją i podnieceniem. Co czuje przywrócony do życia człowiek? Czy gdzieś jest tu klucz do nieśmiertelności? Gdy południowy król zaatakował, jego ojciec bredził coś o tym, że nie mają szans. Stannis ich zniszczy.
- Jesteś tchórzem. – wygarnął mu Ramsay, chcąc wysłać wszystkie siły na spotkanie Stannisowi.
- Jesteś głupcem – odparł Roose Bolton. – Nie będę marnował swoich sił, bo rozmiecie je w drobny mak. Na to samo by wyszło, gdybym wysłał jakiś dwudziestu pachołków. Przegralibyśmy.
Ramsay poszedł na bitwę. Nie chciał zdobywać chwały ani honoru. Podniecała go myśl o krwawym starciu, pełnym cierpienia i przemocy. Trochę bał się o własną skórę, ale zawierzył swojemu sprytowi i instynktom. I faktycznie, przegrywali. Południowiec zastawił na nich pułapkę na jeziorze. Stracili większość wojsk. Przegrywali. Do czasu, gdy ogarnęło ich przeraźliwe zimno. Z jeziora zaczęli wychodzić polegli żołnierze i masakrować siły Stannisa. Ramsay Bolton czuł się spełniony. Ogarnęło go niesamowite uczucie i radość. Dopóki utopcy nie zwrócili się przeciwko nim. Polegli żołnierze Stannisa również. Śnieżyca przybierała na sile…
A potem uciekł z pola bitwy. Zabłądził. Miał nadzieję, że i Roose Bolton, i Stannis Baratheon nie żyją. I że znajdzie Fetora, chociaż myśl o ożywionym Fetorze, który zabawnie kuśtyka z powodu wybrakowanych stóp sprawiła mu dziką frajdę. Myśl o tym, że i on może tak skończyć… Wzbudziła w nim najzwyklejszy instynkt samozachowawczy. Ramsay trafił do jednej z północnych wiosek. Ukradł pieniądze jakiemuś nieszczęśnikowi po czym poderżnął mu gardło. Krew pięknie kontrastowała z bielą śniegu. Szczęście mu sprzyjało, bowiem wioska miała port. Opowiedzieli mu, że niedawno odpłynął stąd statek do Wolnych Miast, ale podobno został porwany przez piratów ze Stopni. Jeżeli się nie boi, może wsiąść na kolejny. Wsiadł. Płynął do Dorne. Żywe trupy były podniecające, ale jego życie było cenniejsze niż obcowanie z tym zjawiskiem. Poza tym w Dorne mają podobno wymyślne trucizny…

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości