Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Turnieje sympatii, urody i talentów! Naliczanie postów w tym dziale jest wyłączone.

Moderator: Nocna Straż

Kto wyjdzie cało z Lannisportu?

Czas głosowania minął 5 gru 2016, o 19:22Please note that results are sorted by decreasing number of votes received.

Aegon
14
61%
Varys
9
39%
 
Liczba głosów: 23

Ogień i Lód
Ogień i Lód
Awatar użytkownika
Rejestracja: 20 kwie 2006, o 14:33

Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Ogień i Lód » 2 gru 2016, o 19:22

Czekając aż któryś bohaterów w Starym Mieście umrze na szarą łuszczycę ;) zaglądamy do Lannisportu by zobaczyć jak Cersei i Barristan zginęli w rundzie pierwszej, oraz zobaczyć jak sobie radzą Aegon i Varys Autorem jest Lord Bluetiger

Macie więc jeden głos który możecie przyznać osobie, która Waszym zdaniem ma większe szanse.

Valar morgulis!

***
Lannisport

Obrazek



Dopiero świt ukazał pełny ogrom zniszczeń. Barristan podszedł do krawędzi muru i wyjrzał spomiędzy blanków. To co jeszcze poprzedniego wieczora było lannisporcką plażą teraz niemal w całości zakrywały szczątki.
Wszystko pomiędzy bramą oddzielającą doki od miasta i morzem zamieniło się w jedną, wielką, bezkształtną masę rozbitych okrętów, wyrzuconych na brzeg łodzi i kog, odłupanych cegieł,
połamanych masztów, sterczących z rumowiska na podobieństwo drzew w jakimś upiornym lesie, wioseł, taranów i katapult, poszarpanych żagli i chorągwi, strzaskanych burt oraz kadłubów…
i trupów, obrońców i atakujących, pogodzonych dopiero przez zimny uścisk Nieznajomego.


Niektórzy byli odziani w karmazynowe płaszcze Rodu Lannisterów, inni w wiosenną zieleń Tyrellów z Reach, a jeszcze inni w czerwień Conningtonów z Gniazda Gryfów na ponurym, deszczowym półwyspie w odległych Krainach Burzy, jego rodzinnych stronach.
Jednak wśród poległych najwięcej było wojowników odzianych tylko w proste kolczugi z szarej stali lub wyłącznie w wyprawioną skórę. Na każdego zabitego człowieka z Zielonych Krain przypadało ich co najmniej trzech martwych Żelaznych Ludzi.
Najwyraźniej ich dowódca nie liczył się ze stratami, chcąc jak najszybciej zdobyć miasto. Wysyłał swoich wojów falami, które zdawały się przybijać do brzegu równie często co morskie bałwany. Mieli za zadanie wyrządzić jak najwięcej szkód wśród oblężonych, postawić na szybko złożone tarany, katapulty i coś przypominającego wieże oblężnicze. A potem zginąć. Zaraz przybywali następni, nie dając przeciwnikowi nawet chwili wytchnienia, atakując jednocześnie wieże strażnicze, bramy i próbując wedrzeć się na mury.
Selmy był zmuszony przyznać, że na razie ta taktyka bardzo dobrze się sprawdzała. Szeregi żołnierzy z Westeros nieustannie topniały, tymczasem zdawało mu się, że u wroga sytuacja wyglądała dokładnie odwrotnie. Wciąż przybywały nowe drakkary. Na większości powiewały chorągwie najróżniejszych rodów, ale niedawno przybyło, wpływając na wody zatoki od południa, kilkadziesiąt okrętów nad którymi powiewały nieznane mu barwy - czerwone oczy o czarnych źrenicach, nad którymi po dwie wrony trzymały czarną koronę.


Randyll Tarly trzykrotnie urządzał wypady przez główną bramę, jego rycerze siali spustoszenie pośród hordy najeźdźców, a sam lord Horn Hill siekał swoim mieczem w którym zaklęto ogień Starej Valyrii - Jadem Serca. Wówczas nawet najodważniejsi łupieżcy i kapitanowie rzucali broń i uciekali… ale po chwili przybywały nowe okręty, przedmurze znów wypełniali Żelaźni Ludzie, podnoszono tarany, zastępowano zabitych i rannych i nacierano od nowa. Byli już bardzo blisko, łucznicy nie nadążali ze strzelaniem, kołczany powoli stawały się puste, a smoła, wrzątek i gorąca kasza, którą bez przerwy miotano we wrogów zaczynały się kończyć. Selmy zdawał sobie sprawę, że nie wytrzymają długo.


Gdybym był dziesięć lat młodszy, pomyślał, Walczyłbym tam na dole i nikt by mnie nie zatrzymał. Jednak Barristan Selmy miał teraz sześćdziesiąt cztery lata i nic nie było w stanie tego zmienić.
Lord Connington mianował go dowódcą obrony murów. Rozumiał co to znaczy. Uznano, że jest za stary żeby przydać się w walce, ale zapewne Varys albo Tarly przekonali króla, że obecność sławnego rycerza dobrze wpłynie na ducha żołnierzy. Niestety mieli rację.

Ser Barristan nigdy nie czuł się tak bezsilnie jak minionej nocy. Mógł tylko patrzeć na bitwę z góry - łucznicy ze Złotej Kompanii, którymi miał rzekomo kierować doskonale radzili sobie bez jego pomocy. Jego płaszcz i emaliowana biała zbroja nadal były lśniąco białe, a miecz tkwił bezczynnie w pochwie. Co by na to powiedzieli Arthur i Gerold..., zastanawiał się.

Jakiś czas temu Żelaźni Ludzie przerwali atak. Nie był pewien z jakiego powodu, ale domyślał się, że wschodzące słońce, które teraz znajdowało się tuż nad wzgórzami otaczającymi miasto, przeszkadzało, oślepiało ich, uniemożliwiając walkę,
Jego ludzie wykorzystywali ten krótki odpoczynek na wymianę broni, opatrzenie ran, nałożenie nowych cięciw i jedzenie.


Nagle zobaczył, że prosto na nich płyną cztery okręty, ogromne drakkary o kilkudziesięciu parach wioseł. Bogowie… to wszystko była pułapka. Wycofali się żebyśmy poczuli się bezpiecznie i…
Jednocześnie na brzeg wyskoczyła setka wojowników, a w stronę obrońców pomknęła chmara strzał. Za nimi biegli następni. To koniec, pomyślał.
Gdy pierwsi łucznicy byli gotowi do strzału, Żelaźni Ludzie zdążyli już podnieść taran i pod osłoną z dziesiątek okrągłych tarcz kroczyli w stronę bramy.
Po schodach wbiegł jakiś rycerz. Jego lewa ręka zwisała bezwładnie, a z rany na czole tryskała krew. Nosił posrebrzaną zbroję i zielony płaszcz na którym wyszyto dwie złote róże.
- Garlan Tyrell - Barristan w końcu go rozpoznał - Co się dzieje?
- Lannisterowie… - wycharczał młodzieniec, z trudem utrzymując się na nogach - zdradzili!
Siedmiu, jeśli to prawda jesteśmy zgubieni.
- Mów co się stało.
- Byliśmy z Lordem Tarlym przy wielkiej bramie. I nagle uderzyli oni ruszyli, na statkach mieli katapulty i trebeusze, nasi ludzie nie mieli żadnych szans. Nikt nawet nie próbuje ich zatrzymać, każdy stara się ratować własną skórę, zaraz wywalą bramę z zawiasów.
- Czyli jeszcze się nie przedarli?
- Nie, ale….
- W takim razie kto ci to zrobił? - Connington nie zgodził się żeby syn Mace’a Tyrella ryzykował życie, więc umieścił go na jednym z barbakanów, tak daleko od prawdziwej walki jak się tylko dało.
- Meryn Trant. Pojechałem na plac gdzie stali król i Cersei z rezerwami. I wtedy to się zaczęło. Ona powiedziała, że wszystko skończone i kazała swojemu kapitanowi odwołać wszystkich żołnierzy i uciekać do Skały. Aegon nie chciał nawet o tym słyszeć, więc kazała Strongowi go zabić, ale ten rycerz od kaczek go odciągnął i wtedy jej ludzie rzucili się na naszych i Trant próbował mnie załatwić, ale szybko zjawił się Connington i musieli uciekać. Teraz Lannisterowie tłuką się z naszymi na wszystkich ulicach, a król i namiestnik ścigają Cersei, nikt nie wie kto dowodzi. Widziałem jak Tarly zebrał wokół siebie trochę rycerzy, ale potem już go nie widziałem. Może zginął.
Barristan Selmy słyszał już dość.
- Ser Garlanie, znajdź chorągiew ze smokiem i dobrego konia. Nie pozwolę, żeby to tak zakończyły się dzieje dynastii Targaryenów. Gdy tylko się przebiją, okaże się, że znaleźli śmierć. Nie poddamy się, ani nie pozwolimy by zabili nas jak tchórzy, podczas ucieczki.
Każ ustawić barykady na każdej ulicy i każdym placu, każdy dom będzie naszą twierdzą. Nigdy nie…


Nagły świst przeciął bitewną wrzawę i między czerwonymi w blasku wschodzącego słońca przemknął smok.
Zatoczył koło nad zatoką i zawrócił. Spadł na okręty, ziejąc ogniem na wszystkie strony. W mgnieniu oka cała flota stanęła w płomieniach. Szczęk stali o stal i dźwięk tarana uderzającego o dębinę okutą żelazem ustał. Słychać było tylko jęki palonych żywcem ludzi i trzask zwęglanego drewna.


Lannisport zamienił się w najgorętsze z siedmiu piekieł.


****
Lwica biegła przez ulice Lannisportu, a smok i gryf byli tuż za nią.
Kazała Trantowi i Blountowi zatrzymać ścigających tak długo jak zdołają. Czyli na zaledwie mrugnięcie oka, jak się niestety przekonała - tyle zajęło Conningtonowi i Duckfieldowi pokonanie dwóch byłych Królewskich Gwardzistów. Został jej tylko Ser Robert Strong. Miała nadzieję, że i tym razem potwór Qyburna jej nie zawiedzie.
Była już niedaleko rynku, gdzie miała nadzieję zastać jakichś żołnierzy albo czerwone płaszcze. Nie wiedziała gdzie się podziali Vylarr i Ser Damion, ale widziała jak Ser Lucion i kilku rycerzy przebija się przez linie Tyrellów i ucieka w stronę Skały. Niestety dla niej ta droga była zamknięta.
Po kilkudziesięciu latach spędzonych w stolicy nie pamiętała miasta tak dobrze jakby chciała, ale była pewna, że sobie poradzi.
Widziała położony na wzgórzu pałac Lannisterów z Lannisportu i pozłacaną kopułę septu, którego wyposażenie ufundował jej ojciec. Mijała sklepy złotników i innych bogatych rzemieślników, co zdradzało, że do rynku było już blisko. Kamienice stawały się coraz większe i bogatsze, a w końcu dostrzegła jak uliczka się rozszerza. Wpadła na plac, ale nikogo tam nie było.
Odwróciła się.
Connington i Aegon byli już bardzo blisko, Ser Robert dobył swojego ogromnego miecza i stanął pomiędzy nią i nimi.
- Bardzo dobrze - powiedziała Cersei - nie pozwól nim przejść, walcz tak długo aż oni zginą.
Albo ty.
- Stój! - krzyczał Connington - Zatrzymaj się, stój, przez ciebie wszyscy zginiemy.
- I tak jesteście martwi. Byliście martwi odkąd odważyliście się postawić stopę na westeroskiej ziemi. Na mojej ziemi.
- Każ swoim ludziom wrócić na pozycje, możemy ich jeszcze odeprzeć - Lord rzekł te słowa takim tonem jakby sam w to nie wierzył.
- A co mnie to niby obchodzi głupcze? Za chwilę będę bezpieczna za murami których nigdy nie zdobyto, a wy będziecie martwi. Czy naprawdę sądziłeś, że ja stoję po waszej stronie? Wszyscy muszą umrzeć… ale niektórzy szybciej niż inni.
Odeszła, a po chwili do jej uszy dobiegły odgłosy zderzających się mieczy.
Szybkim krokiem przeszła przez rynek i skierowała się w stronę wąskiej ulicy prowadzącej w dół, w stronę bram Casterly Rock.
I nagle zobaczyła płomienie strzelające ponad dachy najwyższych kamienic i kłęby czarnego dymu szybko zakrywające niebo. To niemożliwe, pomyślała, przecież to niemożliwe.
A jednak… port stał w ogniu, który rozprzestrzeniał się na wszystkie strony. Czy to możliwe, że jakieś bóstwo wysłuchało jej próśb? Wszyscy jej wrogowie wkrótce spłoną, podobnie jak Żelaźni Ludzie. Czy to mogło być takie proste?
Zatrzymała się i wpatrywała się w pożogę, nie zważając już na ludzi którzy ją gonili i na toczącą się dookoła bitwę.


Białe skrzydła smoka łatwo było dostrzec na tle poczerniałych chmur. On też ją widział.
Obniżył lot i zawisł zaledwie kilka stóp nad brukiem placu. Robert Strong przestał walczyć z Conningtonem i skierował się w jego stronę. Zabił już dwa smoki, dlaczego i nie tego. Przypomniała sobie dzieci Rhaegara owinięte w skrwawione płaszcze.
Ale ten nie był bezbronny. Bestia otworzyła paszczę i zionęła prosto w niego. Blade płomienie otoczyły olbrzyma, jego zbroja stapiała się z ciałem, miecz wypadł z jego rąk i zamienił się w kałużę wrzącej stali. Strong wydał z siebie przeraźliwy jęk, który długo unosił się w rozgrzanym powietrzu i przypominał wycie zranionego psa. Potem hełm spłynął po jego twarzy razem z ciałem. Upadł na ziemię, ale w jego wypalonej czaszce nadal bulgotała stal.


Gdy jeden potwór konał, drugi podniósł łeb znad swojego dzieła i spojrzał najpierw na dwóch przerażonych ludzi którzy leżeli bez ruchu tuż za nim, a potem na nią.
Jego oczy wyglądały jak jeziorka stopionego złota, a promienie słońca tańczyły pomiędzy łuskami.


Nie czuła strachu. Zawsze była odważniejsza niż Jaime, to ona nie bała się dotknąć lwa przez kraty gdy byli jeszcze dziećmi. Wiedziała, że nie zginie tego dnia. Razem opuścimy świat, tak jak na niego przyszliśmy.
Wyszła mu naprzeciw.
Może to jest moje przeznaczenie? Cudownie byłoby móc latać nad tym wszystkim i z góry patrzeć jak jej wrogowie płoną. Smok jeszcze raz na nią spojrzał i wydawało jej się, że bestia się uśmiecha.
Kątem swoich szmaragdowych oczu dostrzegła jak Connington podnosi się z ziemi i zasłania Aegona.
I to on śmie nazywać siebie smokiem, pomyślała oburzona, taki tchórz? Targaryenowie nie zasługiwali na dar jaki otrzymali.


Nagle coś błysnęło i fala ciepła pomknęła w jej stronę. Potem, niemal natychmiast uderzył w nią strumień ognia. To nie tak, to nie tak… to się nie może tak skończyć.


Potem pomyślała o swoim bracie. Smoczy ogień… jest jak objęcia Jaime’a…
Wydała z siebie opętańczy śmiech, który zamienił się w jęk bólu.

Miasto stało w płomieniach. Ogień trawił wszystko co znalazł na swojej drodze, ludzi, konie, domy, okręty, nawet woda zawrzała i ci, którzy chcieli znaleźć ocalenie w morzu swojego boga, znaleźli tylko śmierć.
Garlan Tyrell padł dopiero przed chwilą, spisał się bardzo dobrze jak na kogoś kto nie władał jedną ręką i krwawił z co najmniej dziesięciu ran. Pokonał jedenastu Goodbrotherów zanim jakiś Harlaw wbił mu toporek w potylicę.
Barristan nie był dość szybki by uratować młodszego rycerza, ale przynajmniej natychmiast pomścił jego śmierć. Zresztą, jakie to wszystko miało teraz znaczenie?
I tak wszyscy zginiemy, od miecza albo od ognia - co za różnica?


Jedyne czego teraz pragnął to bohaterska, honorowa śmierć, godna pieśni. Niech zapamiętają, że Barristan Śmiały nie zmarł w łóżu na przeziębienie, tylko w bitwie, z mieczem w dłoni, jak przystało na królewskiego gwardzistę.


Żelaźni Ludzie przedarli się przez bramę i teraz tylko pozostał tylko szczyt mury, jak wyspa pośród morza nieprzyjaciół.
Większość jego sprzymierzeńców już nie żyła, albo wkrótce będzie martwa.


Odwrócił się i spojrzał w stronę miasta. Nie dbał już o nic, chciał ostatni raz zobaczyć słońce.
Jego wzrok padł na pole turniejowe, to samo gdzie odbył się turniej z okazji zwycięstwa króla Roberta nad Balonem Greyjoyem, to samo gdzie ponury rycerz z Niedźwiedziej Wyspy zdobył rękę pięknej dziewicy, córki Lorda Hightowera ze Starego Miasta.
Drewniane zabudowania wolno płonęły.


Dlaczego to pole, dlaczego nie tamto, przed tak wielu laty? Przodkowie Viseriona próbowali jak moglli, ale nie zdołali tego dokonać. To mury były zbyt silne czy los? O ileż lepiej byłoby gdyby wszyscy spłonęli pod potwornymi wieżami Harrenhal? Szalony smok i młody smok, gryf i jeleń, wilczyca i szczenię, biały lew… i kłos zboża.
Przecież tak łatwo go spalić.


Wrogowie przystawili drabinę i próbowali wspiąć się na jego redutę z obu stron. Przewrócił jedną, a pierwszego człowieka który odważył się wejść po drugiej przeciął niemal na pół.
Zauważył, że na tarczach jest fiolet, a nad ich głowami powiewają chorągwie z których wyszyto srebrny sierp księżyca.
Sierp dla zboża, bogowie, dlaczego wiecznie z nas kpicie?
Przypomniał sobie inny ród na którego herbie widniał podobny znak. Biała gwiazda na fioletowym niebie po zmierzchu. Ashara...


Znowu był w Harrenhal, ale tym razem zamek płonął. Czarne mury spływały, tworząc jeziorka na dziedzińcu, widział jak ogień trawi błękitną różę i roześmiane drzewo o czerwonych liściach. Nad tym wszystkim walczyły dwa smoki, czerwony i zielony, z którego paszczy tryskał zielonkawy płomień.
Wtedy ją zobaczył. Stała na podwyższeniu, a on jechał ku niej na koniu, na końcu kopii zawiesił wieniec z kwiatów. Za nim rycerz w czarnym pancerzu przyozdobionym smoczymi skrzydłami próbował podnieść się z błota. Wręczył wiązankę swojej pani, Królowej Miłości i Piękna.


Znowu był w Lannisporcie, a wszędzie dookoła stali wrogowie.
- Dlaczego on tak stoi? - zapytał któryś.
- A kto go tam wie. Pewnie mu rozum odjęło albo oślepł od dymu.
Obaj rykneli śmiechem. Wystarczył jeden cios w ich stronę by zamilkli na zawsze.


Gdybym był dziesięć lat młodszy, albo dwadzieścia… wtedy poradziłbym sobie z nimi wszystkimi, pomyślał.
Zawiodłem, wszystkim zawiodłem… Arthura, Gerolda, Roberta, Daenerys… Asharę.



I nagle znowu był młody, a ona stała tuż przed nim. Spojrzał prosto w jej fioletowe oczy, tak podobne do tych należących do Daenerys.


Otoczyli go Wynchowie, ale on nadal stał bez ruchu, wpatrując się w jej twarz. Już czas, obowiązek wypełniony.


Barristan Selmy tonął w jej liliowych oczach, podczas gdy wszędzie dookoła szalał smoczy ogień.

Przeżyło tylko sześciu, a przynajmniej tylu zdołało dotrzeć do podnóża Casterly Rock zanim Ser Lucion kazał zamknąć bramy. Reszta dumnej Domowej Straży Rodu Lannisterów zginęła, od miecza w bitwie lub od smoczego ognia. W jeden dzień ponieśliśmy większe straty niż podczas całej wojny, pomyślał Vylarr z goryczą. Stracił ludzi z którymi walczył pod Czarnym Nurtem, którzy byli wierni podczas próby przejęcia władzy przez zdradzieckiego namiestnika, którzy okazali męstwo podczas nieudanego odbicia Ser Jaimego z lochów Riverrun, którzy pomogli w ucieczce króla i Lady Cersei z Warowni Maegora. I na co się do wszystko zdało?
Był prawie chłopcem gdy złożył przysięgę przed świętej pamięci Lordem Tytosem i otrzymał czerwony płaszcz, ledwie przekroczył trzydziestkę gdy Lord Tywin mianował go kapitanem. A teraz był bliżej pięćdziesiątki niż czterdziestki i niewiele wskazywało na to, że jej dożyje. Związał swój los z rodem Lannisterów, poświęcił najlepsze lata w służbie Skały i razem z nimi pójdzie do grobu.
Ser Damion padł od strzały łucznika w barwach Tyrellów zaledwie ćwierć mili od Skały, gdzie miał nadzieję znaleźć ratunek, Cersei nie żyła, podobnie jak Lord Tywin, Ser Kevan, Ser Stafford i tak wielu innych. Wśród żywych pozostawali tylko wygnany i zhańbiony Krasnal oraz Ser Daven, choć o tym ostatnim od dawna nie było żadnych wieści, a o pierwszym lepiej było zapomnieć. Z lordowskiej gałęzi życia trzymał się również Ser Lucion. Ale ten nigdy mu się nie podobał.
Taki człowiek nie nadaje się na głowę rodu. Młody rycerz był chciwy, okrutny i żadny władzy, co nie wydawało się takie złe w obecnych czasach, ale dbał tylko o swój interes, a nie o dobro rodu – a kapitan wiedział, podobnie jak każdy kto służył Lannisterom - że to jest najważniejsze.
Przejechali przez wąski tunel łączący boczną bramę z Lwią Paszczą. Nikt się nie odzywał, ale widział niepewność i strach na twarzach swoich ludzi. Nie wiedzą kto teraz dowodzi, nie wiedzą co się z nimi stanie.
Zatrzymali się w ogromnej jaskini, gdzie znajdowały się stajnie, magazyny, zbrojownie, a nawet doki i port. Casterly Rock była jedynym zamkiem w Siedmiu Królestwach który mógł się poszczycić własnym portem – nie w pobliżu, lecz wewnątrz. Słyszał szum morza i fale rozbijające się na otaczających ich skalnych murach. Znad zatoki dobiegał też trzask pękającego drewna, przeraźliwe wrzaski tonących i płonących żywcem. To wszystko zagłuszało odgłosy walki, ale i bez szczęku stali od stal i drżenia uwalnianych spod placów cięciw zdawał sobie sprawę, że bitwa nadal trwa.
Nie powinniśmy ich tam zostawiać. Honor, przywiązanie lub poczucie obowiązku, nie wiedział dokładnie co, kazały mu tam wrócić, by zginąć z mieczem w dłoni, do końca wierny Lannisterom. Jednak inny głos podpowiadał, że nie warto ginąć na próżno, że trzeba schronić się by walczyć innego dnia. Cersei była martwa, ale nadal żył jej syn.


*****



Gdy zostawili konie i zaczęli wspinać się na wyższe poziomy Skały, podszedł do niego Ser Lucion.
- Kapitanie – powiedział młodzieniec, z dziwnym błyskiem w oczach – Zdajesz sobie sprawę, że jako ostatni ocalały członek rodu Lannisterów, to ja tu teraz rządzę?
Ty? A Tommen, Daven, Genna, nawet ten przygłup Emmon, każdy z nich ma lepsze prawa od ciebie.
- Ser, przysięgałem wierność lordowi Casterly Rock, a tak się składa, że na szczęście jeszcze nim nie jesteś. I jeśli bogowie są dobrzy, nigdy nie będziesz. Nie pozwolę żebyś wszystko zrujnował.
- Jeszcze – te słowa zabrzmiały nieco złowieszczo, ale Lucion szybko zmienił grymas na nerwowy uśmieszek, co było dziwne jak na kogoś kto dopiero co widział śmierć własnego ojca – kapitanie, z pewnością zdajesz sobie sprawę, że jako nowy Lord Skały mogę cię szczodrze nagrodzić? Ale mam też prawo skazać cię na śmierć – znowu się uśmiechnął.
- Nie masz żadnej władzy, z cały szacunkiem ser , to Lord Tommen – a może król Tommen? Jego matka złożyła podpis na dokumencie, ale na własne oczy widział ile tego typu zobowiązania znaczą dla Lannisterów – jest moim suwerenem.
- A tak, prawie byłbym zapomniał o tym dzieciaku. Rzeczywiście… to nieco komplikuje moje plany. Ale tylko troszeczkę – nie podobał mu się ton z jakim wypowiedział te słowa. Jego palce odruchowo zaczęły szukać rękojeści miecza.
- Jeśli zamierzasz coś zrobić jego lordowskiej mości, lepiej żebyś od razu rzucił się ze szczytu Skały w morze, ser. Nigdy nie pozwolę na takie groźby.
- No trudno. Myślałem, że możesz się przydać, ale.... Widzisz, kapitanie, są pewne rzeczy przed którymi nie można się cofnąć. Ty widzisz tylko to na co pozwalali ci Tywin i Cersei, ja szerzej. To co dla ciebie jest rodem Lannisterów dla mnie jest tylko jedną z gałęzi. Uschłą. A wiesz co się robi z takimi gałęziami, dla większego dobra wszystkich? Wrzuca w ogień.
Odwrócił się i podniósł głos.
- Straż! Kapitan okazał się zdrajcą, chciał mnie zabić i porwać jego lordowską mość, naszego króla! Bierzcie go, jeśli będzie stawiał opór zabijcie - kilku żołnierzy w czerwonych płaszczach ruszyło ku niemu.
- Nie, nie, nie! To on jest zdrajcą, nie widzicie tego? On chce Skały dla...
Ktoś zaszedł go od tyłu i zdzielił pałką.
- Dobrze, widzę, że nie wszyscy w straży są po jego stronie. Bardzo dobrze. Łapcie jego wspólników. Widzieliśmy dość, zabić ich, nie będę tolerował zdrady!
Rozpoczęła się masakra - nie dało się tego nazwać walką, bo strażnicy byli dziesięciokrotnie mniej liczni, a większość ledwo trzymała się na nogach, ze zmęczenia i od ran.
Próbował wstać i dobyć miecza, ale jeden z żołnierzy Ser Luciona dźgnął go ostrzem miecza w bark. Upadł, próbując wytrzymać ból. Zdołał podnieść się, ale od razu padł na kolana.
- Marny koniec… ale sam mnie do tego zmusiłeś - młody rycerz niepostrzeżenie znalazł się tuż przed nim.
Schylił się i szepnął - Przynajmniej mogłeś ujrzeć jak zaczyna się panowanie pierwszego od trzech wieków Króla Skały.
W dłoni ściskał sztylet.


Podczas gdy kapitan Vylarr konał w kałuży krwi na dziedzińcu Skały, wszędzie dookoła ginęli jego ludzie, a Ser Lucion ruszył schodami w stronę sali tronowej.
Ostatnią rzeczą jaką zobaczył, była spadająca ze ściany chorągiew, na której złoty lew dumnie stał na karmazynowym polu. Gdy wpadła w kałuże krwi, stał się czerwony. W płaszczu czerwonym albo złotym , lew zawsze ma pazury, lecz moje równie ostre są i sięgną twojej skóry.
W końcu wszystko ucichło i został sam.

*****

- Miał dużo szczęścia Wasza Miłość – Haldon Półmaester podniósł się znad noszy – Dziękujmy Siedmiu za to, że pozwolili nam go zatrzymać, bo niewielu ludzi byłoby w stanie przeżyć coś takiego.
Coś takiego, czyli falę gorącego, drżącego powietrza, która uderzyła w nich gdy smok spopielił Cersei Lannister. Jon Connington zasłonił Aegona własnym ciałem i zapłacił za to straszliwą cenę. Jego szaty stanęły w płomieniach, a płaszcz na którym wyszyto różnobarwne gryfy zerwał się i pofrunął, zostawiając w powietrzu strużkę dymu. Od śmierci uratowała go gruba zbroja… i okropny sekret, który do tej pory przed wszystkimi ukrywał.
Nie pozwolę mu umrzeć, nie jemu. Obiecywał sobie, że gdy tylko zasiądzie na Żelaznym Tronie swoich przodków, znajdzie najlepszych uzdrowicieli, rozkaże maestrom z Cytadeli znaleźć lekarstwo, sprowadzi wszystko co będzie potrzebne, choćby z Yi Ti, a nawet Asshai. Aegon Targaryen nie zamierzał bezczynnie patrzeć jak człowiek, który go ocalił i wychował jak własnego syna, umiera na szarą łuszczycę.
W swoim życiu stanowczo zbyt długo poświęcił na czekanie - na powrót do Westeros, na zdobycie tronu, na tysiąc innych rzeczy, których podobno wymagał plan Illyria i Varysa…
Tego ostatniego nigdzie nie można było znaleźć. Przepadł bez śladu podczas bitwy i do tej pory się nie pokazał.

- Przeżyje, czy nie przeżyje - stwierdził Randyll Tarly, gdy jego rycerze znaleźli króla i Conningtona leżących na lannisporckim rynku, tuż obok zwęglonych zwłok Cersei i odrażającej skorupy jaka została po jej ostatnim gwardziście - jedno jest pewne. W takim stanie Lord Jon nie jest w stanie dowodzić wojskiem.
Ton z jakim to powiedział sugerował, że jeśli to Lord Horn Hill nie otrzyma tytułu Namiestnika, armia Reach może bardzo szybko zmienić swojego króla.
Dlatego na szyi Lorda Randylla spoczywał teraz nie do końca ostygły łańcuch ze złotych dłoni.
Teraz, gdy Lord Jon był bezpieczny, Aegon mógł zwrócić uwagę na inne problemy.
Żelaźni , a raczej Stopieni Ludzie uciekli, ale w mieście nadal szalał ogień.
Na szczęście sporą część miasta stanowiły solidnie zbudowane kamienice, więc gdy płomienie strawią resztki drewnianych magazynów i domów biedoty, pożary powinny ustać.
Aegon rozkazał Tarly’emu zebrać i przeliczyć ocalałych żołnierzy z Reach, Korony i Krain Burzy. Armia Lannisterów została unicestwiona, a niedobitki zabarykadowały się za skalnymi murami Casterly Rock. Nie wiedział kto obecnie rządzi Skałą, ale nie sądził, żeby był to dziesięciolatek. Ktoś kontrolował Tommena i wyglądało na to, że nie stoi po ich stronie. A kto ma w swoim ręku chłopca tak naprawdę trzyma cały Zachód.
To zadanie godne króla.

Tunel był znacznie węższy niż można by tego chcieć. Rycerze noszący grube, stalowe pancerze i hełmy z trudem przeciskali się pomiędzy skałami. Ser Rolly zaklął, gdy uderzył głową w wystający ze sklepienia słup soli.
- Cicho Kaczko, chcesz żeby zaleciała się to połowa lannisterskich żołnierzy?
- Jedyne czego teraz chcę to w końcu wyjść z tych przeklętych zimnych jaskiń – odparł Duckfield.
Według mapy jaką znalazł wśród rzeczy pozostawionych przez Varysa, tunel, czasem nazywany Ścieżką Lanna Sprytnego, prowadził prosto do wnętrza Skały, na jeden z jej wyższych poziomów, gdzie nie kręciło się aż tak wielu strażników jak w pobliżu bramy. Zresztą, nie sądził żeby Lannisterom pozostało dużo ludzi. Dlatego zabrał ze sobą tylko sześciu rycerzy. Razem było ich siedmiu i miał nadzieję, że to wystarczy.
Spodziewał się, że w Casterly Rock panuje taki zamęt, że nikt nawet nie zauważy jak wejdą i zabiorą Tommena. W prawdzie porywanie małych dzieci nie brzmiało jak coś czym może się szczycić król, ale nie było innego wyjścia. Potrzebował Zachodu. A po za tym, możliwe, że zrobię Tommenowi przysługę. Oddam go na wychowanie jakiemuś wiernemu lordowi i może wyrośnie z niego dobry człowiek.
- Widzę jakieś światło – stwierdził Franklyn Flowers, zupełnie niepotrzebnie – po tak długim czasie spędzonym w ciemności nie dało się nie zauważyć nagłego blasku. Poszli za promieniem. Wpadał do środka przez malutką, niemal niezauważalną dziurkę w czymś co przypominało tkaninę.
To tutaj. Wiedział, że wyjście z tunelu jest zakryte starym arrasem.
- Teraz musicie być całkowicie cicho – upomniał swoją drużynę Aegon – Możliwe, że po drugiej stronie nikogo nie ma, ale równie dobrze może być tam setka uzbrojonych po zęby rycerzy.
Przyłożył ucho do płótna i nasłuchiwał. Nic.
- Idziemy – szepnął – I niech Siedmiu ma nas w swojej opiece.


*****


Musiał przyznać, że wnętrze Casterly Rock było równie imponujące co widok z zewnątrz. Skała była pełna korytarzy, komnat, przejść wykutych w skale, ogromnych okien wychodzących na morze, wszędzie dało się dostrzec oznaki bogactwa – pozłacane świeczniki, witraże na szybach, jedwabne chorągwie, arrasy obszyte złotogłowiem, starożytne, lśniące zbroje, mozaiki z drobnych kamyczków, płaskorzeźby przedstawiające sceny z długiej historii Rodu Lannisterów…
Żałował, że nie ma czasu żeby dokładnie się wszystkiemu przyjrzeć.
Nagle usłyszeli jakieś głosy. W ostatniej chwili schował się za marmurową kolumną, a jego towarzysze wpadli przez otwarte drzwi to jakiejś pustej komnaty, gdzie stała ogromna szafa z drewna jabłoni.
Korytarzem szedł wysoki młodzieniec o złotych włosach i zielonych oczach, odziany w karmazynowy płaszcz i pozłacaną zbroję, której naramienniki ozdobiono lwami. Za rękę trzymał jakieś dziecko.
- Gdzie jest mama? – zapytał nieco płaczliwym tonem chłopiec.
- Czeka na ciebie w ogrodzie. Za niedługo się z nią zobaczysz.
Może ci Lannisterowie nie są aż tacy źli? Wyglądało na to, że rycerz nie ma serca żeby powiedzieć Tommenowi, że jego matka nie żyje.

Gdy ta dwójka odeszła w stronę schodów na wyższy poziom, Aegon skinął na Duckfielda i skradając się ruszyli za nimi.
****


Większa część Casterly Rock została wykuta w skale, ale twierdza posiadała też zwykły zamek, mały w porównaniu z całą Skałą, jednak i tak większy od siedzib prawie wszystkich rodów Westeros.
Na szczycie, skąd niedaleko było do chmur, które czasem okrywały go lodowatą mgłą, przed wieloma tysiącleciami ustawiono drewniany fort, ale z czasem, dzięki andalskim wpływom udało się ulepszyć techniki Pierwszych Ludzi i wzniesiono kamienną warownię. Królowie, a potem Lordowie Zachodu lubili przenosić się tam na długie, gorące lata, bo zawsze wiał tam wiatr, a od morza dochodziła przyjemna bryza. W zimę schodzili na niższe poziomy, odgrodzeni od śniegu i wichrów przez grube, skalne ściany. Ciepło z głębi ziemi ogrzewało zamek, a przynajmniej tak nauczył go Haldon.
Na samym środku umieszczono mały ogród z fontanną w kształcie lwa i sadzawką, dookoła stały sept, dzwonnica, wieża maestra i wiele innych, sala uczt, dużo mniejsza od tej w Złotej Galerii kilkaset stóp niżej, ale i tak spora, budynki mieszczące apartamenty Lorda Casterly Rock oraz komnaty dla jego rodziny i gości.

Jednak to nie ta forteca w fortecy była ich celem. Weszli po schodach, które kończyły się w jednej z jej wież i skierowali się w stronę bramy.
Za nią napotkali schody prowadzące w dół zbocza, do miejsca gdzie szczyt był zbyt stromy by dało się tam budować, ale znaleziono dla niego inne przeznaczenie.
Wokół wijącej się ścieżki były ogrody, pełne róż i pięknie przystrzyżonych krzewów, altany, malowane głównie na złote i czerwone kolory oraz drewniane tarasy, wychodzące na różne strony, z których można było obserwować morze, miasto i otaczające je wzgórza oraz odległe góry Krain Zachodu. Zauważył, że na wzgórzach gromadzą się wojska, zapewne Lord Randyll uznał, że nocowanie w płonącym mieście i rozbijanie namiotów wśród nadal tlących się zgliszczy nie jest najlepszym pomysłem.

Dotarli do końca ścieżki z kamiennych płyt, teraz stopnie były wykute w żywej skale i stawały się coraz węższe, droga często zakręcała, aby jak najszybciej dotrzeć na dół.
W tym miejscu Skała tworzyła rozległe półkole, podobne do amfiteatrów jakie widział w Wolnych Miastach. Z trzech stron pionowy masyw szczytu otaczał nieckę, a od przodu miała tylko niebo, od którego odgrodzono ją niskim murem z piaskowca, w którym utworzono okna i nawy, z których można było lepiej obserwować oszałamiający widok.
Aegon zrozumiał dlaczego ten boży gaj nazywano Skalnym Ogrodem.
Na środku stało czardrzewo, nadal żywe, ale wydawało się, że czas upływających tysiącleci powoli zamienia je w kamień. Dookoła drzewa posadzono iglaste krzewy i sosny, bo tylko one były w stanie znieść tak cienką warstwę gleby.
Na ogród wychodziły okna i balkony wielu komnat znajdujących się w najwyższej z jego czterech kamiennych ścian.


Rycerz i chłopiec, za którymi szli weszli po schodach na mur i zatrzymali się na jego szczycie. Nagle, mężczyzna odwrócił się, fioletowe oczy spotkały się ze szmaragdowymi.
- Aegon Targaryen… - powiedział z cieniem radości w głosie – Naprawdę myślałeś, że się nie spodziewałem? Cały czas wiedziałem, że tu jesteście. Gdy twój eunuch włamał się tutaj, żeby nastraszyć moją przygłupią kuzynkę, tylko ja zadałem sobie trud, żeby odnaleźć jego tunel. I tak się składa, że maester Creylen znalazł odpowiednią mapę, jeszcze z czasów przed Polem Ognia. Moi ludzie obserwowali ze strażnicy wejście i przybiegli do mnie natychmiast gdy was zauważyli. Jesteś głupcem, a nie królem. W zasadzie wątpię czy jesteś Targaryenem. Aegon, tak, imię może nawet być prawdziwe… ale nazwisko?
Rolly i Ser Franklyn dobyli mieczy, ale Ser Lucion stał na szczycie wąskich schodów i z łatwością zabił by obu gdyby próbowali się na niego rzucić.
- Czekajcie – powiedział do nich Aegon – słowa to wiatr, niech sobie wieje.
- Aegon – ciągnął dalej Lannister, nadal się uśmiechając – Waters? Snow? Flowers? Sand? A może tam skąd pochodzisz nawet nie zadają sobie trudu nadawania nazwisk takim śmieciom jak ty? Tak… Aegon Śmieć… to pasuje. A więc czego chcesz Aegonie Śmieciu?
Twojej głowy.
- Lorda Tommena. Oddaj go nam, a pozwolę ci odjechać. I to z głową, choć mam ochotę ją sobie zostawić.
- Jak go chcesz… chwycił chłopca jeszcze mocniej, tym razem obiema dłońmi za bark – to go sobie weź.
W błękitnych oczach byłego króla pojawiło się przerażenie.
Pchnął go. Nie widział jak Tommen spada, ale to nie było mu potrzebne. Przeraźliwy, oddalający się wrzask wystarczył jako dowód śmierci ostatniego Baratheona.
- Ty… ty… potworze… - Ser Rolly był tak zszokowany, że nie był w stanie powiedzieć nic innego – potworze!
Aegon miał coraz bardziej dość Westeros, dość Krain Zachodu, gdzie nie miano litości nawet dla dzięsięciolatka.
- Dlaczego? – zapytał cicho.
- Dlaczego? A dlaczego to się tu zjawiłeś? Dla władzy Aegonie Śmieciu. Linia Tywina jest uschła i dla Lannisterów lepiej będzie, jeśli się ją odetnie, co właśnie zrobiłem.
- Jesteś szalony. Zabiłeś członka własnej rodziny, żeby władać spalonym miastem i kupą kamieni?
- Był dla mnie nikim, w zasadzie widziałem go tylko przez moment, gdy odprowadzałem Cersei to grobu jej przeklętego tatusia. No i gdy po niego przeszedłem. Nie miał żadnych obrońców. Nawet te jego kotki gdzieś uciekły.
Aegon słyszał już dość.
- Dosięgnie cię sprawiedliwość. Natychmiast. Rolly, Flowers, trzymajcie go. Ten pieniek z czardrzewa chyba się nada.
- Zemsta? Tak chyba nie przystoi takiemu szlachetnemu królowi jak Aegon Śmieć… - Zaczął podejrzewać, że Lannister oszalał – nawet w obliczu śmierci sobie kpił.
- Sprawiedliwość.
- Oh, tacy jak ty za bardzo lubią to słowo. Czym jest sprawiedliwość i skąd wiesz co jest dobre? Wszystko zrobiłem dla większego dobra. Można powiedzieć, że śmierć bękarta Cersei to sprawiedliwość za tego chłopaka Starków… nawet zginęli podobnie.
Zatoczył się jak pijany i zaśmiał. Rolly i jego rycerze byli już kilka stóp od niego.
- Zaraz zginiesz Aegonie, wiesz o tym? – krzyknął morderca.
- Oszalał – stwierdził Duckfield.
I nagle powietrze przeciął świst i mężczyzna upadł. Z jego szyi sterczał żelazny bolt. Nie! Nie! Nie! To była pułapka.
Lannisterscy strażnicy byli wszędzie. Kilkudziesięciu zbiegało ku nim po schodach, inni wychylali się z okien i celowali do nich z łuków i kusz. Z jednej z altan wypadli włócznicy.
W mgnieniu oka wszyscy jego towarzysze zostali zabici albo pojmani.
- Widzisz, Aegonie – Ser Lucion wyprostował się i przybrał poważny ton – nie kłamałem. Cersei była niezwykle głupia, choć uważała się za wyjątkowo sprytną. Ale w jednym miała rację. W grze o tron wygrywasz albo umierasz, nie ma innej opcji. Przegrałeś grę. I teraz zginiesz. Myślałeś, że wejście tunelem jest sprytne? Może tego nie wiesz, w końcu nie pochodzisz z Westeros, ale mamy tu legendę o takim sprytnym człowieku. I wiesz jak się nazywał? Lann. Lannister.
- Co z nimi zrobić, Wasza Wysokość? – zapytał któryś ze strażników.
- Sami widzieliście, jak włamali się do Skały, żeby zamordować naszego lorda i króla. To ohydna zbrodnia. Nie mogę nawet na nich patrzeć. Zabijcie jego ludzi. Ale dla chłopaka mam szczególną karę. Twierdził, że jest smokiem? Więc niech pofrunie.
Spojrzał na niego swoimi małymi, zielonymi oczami, ale Aegon Targaryen nie dostrzegł w nich gniewu ani nienawiści. Tylko radość.
I pierwszy raz w swoim życiu poczuł strach.

Gdy Varys wkroczył do namiotu, Lord Randyll właśnie kończył zdawanie raportu o stanie armii lordom i kapitanom.
- Dwa i pół tysiąca rannych, ale zdolnych do dalszej walki, trzy tysiące ciężko rannych, trzy tysiące pieszych i sześciuset rycerzy bez większych obrażeń – przerwał na chwilę – blisko sześć tysięcy siedmiuset poległych lub zaginionych, w tym dwustu czterdziestu jeden rycerzy i trzydziestu dwóch pomniejszych lordów. Zginęli również: Selmy, Ser Garlan Tyrell, Ser Tanton Fossoway, Lord Rowan, Lord Velaryon, Lord Morrigen i Ser Lomas Estermont.
- A Lannisterowie? – zapytał ponury Lord Staedmon, wyglądający jeszcze gorzej w bandażu na głowie i obu nogach.
- Wszyscy, którzy nie uciekli do Skały nie żyją.
Varys zajął miejsce przy stole, tuż obok Tarly’ego. Lord Horn Hill nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, ale nic nie powiedział.
- Szlachetni panowie, niestety byłem zmuszony oddalić się podczas bitwy i nie jestem poinformowany o tym co się dokładnie stało.
Widział słowo ‘tchórz’ wypisane na ustach Lorda Randylla. Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedział co robiłem.
- Moje wojska dzielnie broniły miasta i wszystko szło zgodnie z przyjętą przeze mnie taktyką, dopóki nie pojawiła się ta przeklęta bestia i nie podpaliła mojej armii.
Wydaje mi się, że twoje plany często nie uwzględniają smoków.
- Oczywiście, ale dlaczego nie widzę tu ani Lorda Namiestnika ani Jego Miłości?
- Teraz ja jestem Namiestnikiem – odparł z wyraźną satysfakcją Tarly – Lord Connington odniósł poważne rany i zajmuje się nim maester.
- A król? - zaczynał się niepokoić. Randyll był dość głupi, żeby pozwolić Aegonowi na coś nierozważnego.
- Wziął swojego.. nazwijmy go gwardzistą i pięciu innych rycerzy.
Pięciu? Sytuacja wyglądała coraz gorzej.
- Pojechali w stronę Casterly Rock i mówili coś o jakimś tunelu.
Dlaczego wszystkie jego planu zawsze się komplikowały?
- I ty mu pozwoliłeś? – nie było już czasu na tytuły i uprzejmości.
- Jego Wysokość nie pytał nikogo o zdanie.
Zastanowiał się jak wyglądał by Tarly z boltem kuszy sterczącym z boku. Opamiętał się i wstał.
- Może jeszcze nie jest za późno. Król może być pojmany albo ranny. Musimy się pospieszyć.
Skałą władał teraz Ser Lucion Lannister, a z tego co o nim wiedział, był to bardzo niebezpieczny człowiek. Miał nadzieję, że uda się wymienić Aegona na tytuł lordowski i nominalne władanie Zachodem.
A jeśli to nie pomoże, użyję moich innych sposobów. Nie pozwoli żeby młodzieńcza porywczość Aegona i głupota Tarly’ego pokrzyżowała ich plany.
- Idziesz czy nie? Czyżby strach obleciał waszą lordowską mość?

****

Obóz niedobitków armi Reach rozłożono tuż pod murami Lannisportu, na rozległych błoniach. Nad miastem nadal unosił się dym, ale nigdzie nie dostrzegał płomieni.
Varys i Tarly ruszyli w stronę głównej bramy. Niestety nigdzie nie znaleźli koni, większośc tych zwierząt spłonęła albo uciekła. Niektóre rumaki z lęku przed smokiem zrzuciły własnych jeźdźców i tratując wszystko i wszystkich na swojej drodze uciekły w szaleńczym galopie.
Był już prawie wieczór, a ponieważ zima była już blisko, słońce wcześnie chowało się w wodach morza Zachodzącego Słońca.

Było bardzo cicho. Nie słyszał żadnych pieśni, świętowania, picia, wiwatów, kłótni o łupy - rzeczy które zwykle towarzyszyły każdej armii po wygranej bitwie. Odnieśli zwycięstwo, ale zapłacili za nie straszliwą cenę.

Spojrzał w przeciwną stronę, na szczyty wzgórz otaczających łąkę. Zdawało mu się, że dostrzega na szczycie jednego z nich dwóch ludzi, podobnych do cieni lub nocnych zjaw. Jeden, wysoki mężczyzna na potężnym ogierze, podniósł coś co z daleka wyglądało na róg. I zadął.

Rozległ się wibrujący, długi ton, z początku cichy, ale z czasem coraz bardziej donośny. Utrzymywał się w powietrzu jeszcze długo po tym jak grający odjął róg od ust.

I nagle, za jego plecami pojawiły się chorągwie, a za nimi wyłonili się żołnierze na koniach. Za nimi kroczyły kolumny piechoty i łuczników. Usłyszał inne dźwięki, trąb i bębnów. Nigdy ich nie lubił. Zwiastowały nadchodzącą bitwę, początek jatki na turnieju.... i śmierć.

Przybyłych było bardzo wielu i nie byli to ich przyjaciele.

Było sporo szkarłatno-karmazynowych chorągwi ze złotym lwem Lannisterów, były też dziki, czerwone byki, kaptury, złote romby, jednorożce, leśne koty, mantykory, borsuki i wiele innych. Te łatwo było rozpoznać.
Ale najwięcej było takich, których nie znał. Czarnych zamków o dwóch wieżach na niebieskim polu.

Pierwsi do szarży ruszyli jeźdźcy, spadając na obóz jak fala przypływu na morską plażę. Łucznicy strzelali w nieliczne oddziały Tyrellów i Tarlych, które na szybko zebrał Lord Randyll.
Ktoś cisnął żagiew w namiot dowódców i przerażeni lordowie wypadli na zewnątrz. Niektórzy poddawali się od razu, inni próbowali uciekać.
Z innego namiotu wypadł Haldon, podpierając rannego Conningtona. Przywódca Freyów, Niespodziewany Lord Walder wypatrzył ich wśród zamętu na nowo rozgorzałej bitwy. Zdzielił Półmaestra płazem miecza, zawrócił, zrobił jeszcze jedno okrążenie wokół nich... aby w końcu wbić miecz w plecy Jona Conningtona.

Wszędzie dookoła ludzie z Reach, Krain Burzy, Korony, a nawet odległego Dorne rzucali broń i uciekali. Ci którzy stawiali opór ginęli. Mała grupka rycerzy w czerwieni i zieleni Horn Hill zgromadziła się wokół swojego lorda, który bronił się dzielnie, z Jadem Serca w ręku, aż potężny rycerz w pozłacanej czarnej zbroji przebił się przez jego włóczników i wbił mu ostrze pomiędzy napierśnik i osłonę szyi. Trysnęła krew i lord upadł.

Varys wiedział, że nie ma szans na ucieczkę. Została mu tylko jedna szansa i musiał ją wykorzystać.

Podszedł do dowódcy Lannisterów, trzymając ręce uniesione nad głową, żeby pokazać, że jest nieuzbrojony. To nie była prawda, jego bronią był rozum, a ten miał zawsze przy sobie.

Walki ucichły, nagły atak zakończył się całkowitym zwycięstwem nowo przybyłych armii.

Rycerz zsiadł z konia i ściągnął hełm. Miał największe wąsy i najdłuższą brodę jaką Varys widział u żołnierza. Gęste, bujne złociste włosy przywodziły na myśl grzywę lwa.

Daven Lannister schował miecz do pochwy i rzucił ją giermkowi, który sądząc po herbie na płaszczu był Freyem.
- Lord Varys... coż za spotkanie - zrobił się poważniejszy - Dlaczego miałbym cię oszczędzić eunuchu?
Podaj jeden powód?

Zachodziło słońce, a niebo nad miastem stało się czerwone, jak krew. Ostatnie promienie dnia tańczyły wokół twarzy Lannistera. Dobrze, że Varys nie wierzył w znaki, bo inaczej na pewno by się przeraził.
Zamiast tego wyprostował się, uśmiechnął się i spokojnie powiedział:
- Mogę nawet podać dwa. A raczej dwóch.

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Mya Stone » 2 gru 2016, o 21:38

Zacny tekst, Lordzie Bluetiger! @lovecomp
Im dalej w Igrzyska Nieznajomego, tym ciekawsze teksty i trudniejsze wybory.
Królestwo potrzebuje Króla. I co mi tam, że Blackfyre :wink:
AEGON!
na Skagos @xmass2

maciupka
Poziom 4
Awatar użytkownika
Rejestracja: 12 paź 2014, o 18:16

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: maciupka » 2 gru 2016, o 21:59

Lannisport czytało się świetnie- rewelacyjny klimat @boromir

Punkt dla Varysa- pająki to sprytne zwierzątka i ciężko się ich pozbyć ;)
" A wszystko to jest identycznie trwałe jak numer telefonu na pudelku zapałek... "

Argotin
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 sty 2016, o 14:58

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Argotin » 2 gru 2016, o 23:11

Ja mam taki plan, że kiedy Aegon zostanie zrzucony to sruuu podleci Viserion, Aegon spadnie na jego grzbiet, wzleci nad Skałe i pokaże Lannisterom, że smok ma dłuższe pazury od lwa :D

A sam opis bitwy strasznie nierealny.
Armia Reach, Krain Burzy, Dorne nie omal nie została pokonana przez Żelaznych Ludzi jeszcze zanim Lannisterowie zdradzili? Przecież to było... niemożliwe.
Aegon sie bronił, miał mury, więcej ludzi, doświadczonych dowódców, a Żelaźni Ludzie atakowali, nie byli tak liczebni, no i prowadzili desant z morza, a to nie jest najprostsze. Nawet sam Victarion nie odważył sie zaatakować Lannisportu po spaleniu floty Lannisterów, a sam mistrzem taktyki nie był.
EDIT Że już nie wspomne o tym, że taki dowódca jak Randyll Tarly dał sie zaskoczyć przez inną armie. No bo to żaden problem tak po prostu przejść i nie zostać zauważonym jak ani Frey ani Lannister świetnymi dowódcami nie są.
Ostatnio zmieniony 3 gru 2016, o 12:21 przez Argotin, łącznie zmieniany 2 razy.

Tywin
Poziom 7
Rejestracja: 13 sie 2014, o 18:34

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Tywin » 2 gru 2016, o 23:42

Racja opis bitwy słaby. Robert Strong zobaczył smoka i postanowił odpuścić rozkazy ? A potem Freyowie pojawiają sieę od tak. No cóż dla mnie kiepsko. No ale ci co mieli umrzeć nie żyją, więc plan wypełniony.

Lord Bluetiger
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 cze 2016, o 16:46

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Lord Bluetiger » 3 gru 2016, o 12:50

1. To nie była cała armia Reach, Dorne, Korony i Krain Burzy - Randyll Tarly podaje dokładną liczbę - 15 800 żołnierzy, w tym łucznicy, piechota i kawaleria. Siły Dorne były raczej symboliczne (np. orszak towarzyszący Arianne), nie było również głównych sił Tyrellów - jedynie kawaleria Ser Garlana. Również lojaloność rodów takich jak Rosby, Estermont, Morrigen, Grandison, Tudbury, Mallery, Cressey, Wendwater itp, nie była pewna - po prostu Aegon trzymał ich członków jako zakładników. Na dodatek te krainy wyniszczyła Wojna Pięciu Królów.
2. Siły Aegona składały się głownie z kawalerii - spieszył się pod Lannisport, jedyna piechota jaką miał przybyła z północnej Reach z Garlanem Tyrellem. Większa część sił miała przybyć później albo dostała inne zadania (podobnie jak u Renly'ego podczas odsieczy Krańca Burzy). Z tego powodu nie ma również Złotej Kompanii. Barristan mówiąc o 'całej potędze' miał raczej na myśli liczbę zebranych rodów, a nie liczbę żołnierzy.
Lannisporckie doki i plaża nie są najlepszym terenem do walki konnej, więc wypady Tarly'ego przypominały raczej wyjazd Aragorna i Theodena z Helmowego Jaru niż prawdziwą szarżę.
Większa część armii była nieprzydatna i mogła jedynie czekać na ulicach i placach miasta na wezwanie, na dodatek Lannisterowie i reszta nie ufali sobie na tyle żeby zostawić bramy i mury pod opieką drugiej strony i urządzić pożądną wycieczkę.
3. Lannisterowie sabotowali całą obronę, a przynajmniej nie pomagali - plan Cersei zakładał walkę do czasu aż zrobi się naprawdę niebezpiecznie - potem jej wojsko miało wycofać się do Skały, a być może nawet wpuścić Żelaznych do miasta, licząc, że wyniszczą jej wrogów. Cały udział Lannisterów w obronie miał charakter propagandowy - Cersei chciała pokazać mieszkańcom miasta, że o nich dba i robi co może żeby ich uratować i żeby zachować pozory, że zależy jej na mieście (patrz taktyka polskich wojsk podczas kampanii wrześniowej - bitwa graniczna, żeby Zachód nie uznał, że oddajemy terytorium bez walki, potem wycofanie się na linię Wisły i obrona do czasu aż Francja i Anglia uderzą na Rzeszę od zachodu)
4. Do przybycia floty Eurona obrońcy radzili sobie całkiem nieźle, Erik Ironmaker mógł jedynie próbować zmęczyć obrońców, a nie przypuścić udany szturm. Euron już w przeszłości planował atak na Lannisport więc zna to miasto i jego możliwośći obronne. Jego plan zakładał natychmiastowy atak i jak najszybsze wysadzenie możliwie największych sił, przebicie się przez bramę - zakładał, że wtedy część obrońców spanikuje i ucieknie - w rzeczywistości było jeszcze lepiej, bo Lannisterowie zaatakowali wojska Conningtona od tyłu i być może otworzyły mu bramy.
5. Freyowie i Daven nie pojawili się znikąd - Cersei wezwała ich jeszcze w I rundzie. A Tarly ich nie zobaczył bo: uznał, że skoro Cersei uciekła (w końcu to kobieta, a znamy jego podejście do tej płci) to uznał, że naprawdę przegrała, że nie ma już więcej wojsk.
Daven użył tej samej ścieżki co Robb pod Oxcross, atakując obóz Ser Stafforda rozbity dokładnie w tym samym miejscu co niedobitków Tarly'ego.

Daven ma poparcie Freyów i ich chorążych Erenfordów, Charltonów i Haighów, oraz zebrał wszystkie siły jakie zostały innym Lordom Zachodu. Miał też sporą część wojsk Jaime'a spod Pennytree i siły wcześniej oblegające Seagard i Riverrun.
Ich szarża unicestwiła obóz Tarly'ego , w którym nikt się niespodziewał ataku, a sporą część jego wojsk stanowili ranni.
(Sytuacja trochę podobna do ataku Robba na Ser Stafforda).

6. Robert Strong ruszył na smoka, bo smok bezpośrednio zagrażał Cersei.

7. Nie ufałbym POVowi Barristana - Selmy był przy głownej bramie, więc to oczywsite, że tam koncentrował się atak i ginęło najwięcej ludzi - zapewne gdzie indziej nie było tak źle. Ser Dziadek często dramatyzuje - a po za tym jest w okropnym stanie, ma jakieś zwidy, słyszy głosy itp.

Lannisport
wojska przed bitwą


Co do bitwy, możesz mieć rację... niestety kilka tysięcy słów na całą scenkę z wieloma POVami nie dało mi dość miejsca żeby pożadnie to opisać, czytelnik dostaje tylko pojedyncze myśli Barristana, nie widzi bitwy oczami innych - chętnie zrobiłbm np. Erika albo Randylla - ale nie starczyłoby mi czasu i miejsca.

Na dodatek Westeros to nie mój świat i nie czuję się tak całkowicie komforotowo, może to zabrzmi dziwnie, ale 'nie czuję' tego co piszę tak dobrze jak gdy piszę coś 'u siebie'.

Argotin
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 sty 2016, o 14:58

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Argotin » 3 gru 2016, o 20:08

Bardzo ładnie to wyjaśniłeś, jednak nawet z twoimi wyjaśnieniami bitwa jest no cóż... słaba.
Nie chodzi mi o to, że źle piszesz, przyjemnie mi sie to czytało ;)
No i z tym Davenem nadal mnie nie przekonuje, bo Oxcross znajduje sie trzy dni drogi od Lannisportu, więc jakim sposobem armia Aegona miałaby stacjonować w tym samym miejscu co armia Stafforda? Bardzo naciągane jest też nieodkrycie armii Davena i Freyów.

Lord Bluetiger
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 cze 2016, o 16:46

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Lord Bluetiger » 3 gru 2016, o 21:02

Rzeczywiście pomyliłem się, armia Stafforda stacjonowała i została rozbita pod Oxcross trzy dni drogi od Lannisportu, a Ser Daven dowodził odwrotem.
Bitwa pod murami Lannisportu miała miejsce podczas Pierwszego Buntu Blackfyre'ów, gdy Ser Quentyn 'Kula Ognista' Ball zabił Lorda Lefforda.

Co do bitwy to oryginalnie miałem całkiem inny plan (Cersei w zmowie z Euronem, wspólne pokonanie wojsk Aegona i śmierci Barristana/Varysa/Aegona), ale w głosowaniu wyszło inaczej i zwycięstwo przypadło Targaryenowi.
Można próbować wytłumaczyć niezauważenie przez Tarly'ego zbliżających się Freyów ukształtowaniem terenu, znajomością okolicy przez Davena, zabiciem zwiadowcówl itp. Można też wykręcić się tym, że np. Euron znalazł sposób na kontrolowanie smoka i wiedział, że wygra bitwę i np. smok wpadł w szał po śmierci Wroniego Oka w Cytadeli - ale chyba muszę przyznać, że się pomyliłem.
Tylko kilka razy opisywałem bitwy, więc oficjalnie zwalam błędy na brak doświadczenia.
Co zabawne, w jednej z tych bitwe pojawia się podobna sytuacja - spora flota (40 drakkarów) atakuje próbuje wysadzić wojska na brzegu - znacznie mniej liczny odział jazdy pokonuje wroga (głównie dzięki taktycznym zdolnościom dowódcy i użyciu płonących żagwi i ściętych drzew), jeszcza zanim na miejsce przybywa piechota - przez co Żelaźni Ludzie wygrywający z Armią Aegona wydają się jescze bardziej absurdalni.

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Nettles z Gór » 3 gru 2016, o 23:42

Akurat niezauważone przybycie Freyów dla mnie się broni całkiem dobrze. Jeżeli tak dobry dowódca jak Stannis Baratheon co najmniej raz "dał się złapać" bez straży (przybycie Theona do wioski kopaczy torfu i być może Czarny Nurt), to wyraźnie w Westeros nie ma obyczaju ich wystawiania :D

Ale dla mnie mapki psują obraz bitwy - jeżeli Lannisport jest tak rozciągniętym miastem to dlaczego Euron pcha się na silnie broniony port kiedy mógłby wysadzić swoje wojska kawałek dalej. Albo mając takie siły zrobić desant równocześnie w kilku miejscach. Walenie głową w mur aż coś pęknie to taktyka bardziej pasująca do Victariona niż do Eurona.
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

Argotin
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 sty 2016, o 14:58

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Argotin » 5 gru 2016, o 21:12

Cóż, z Theonem to bym nie powiedział bo po pierwsze trwa mroźna, północna zima, po drugie, siły Stannisa są wycieńczone, po trzecie Theon nie przybył z armią, tylko z Jeyne Poole. A Czarny Nurt to zupełnie inna sprawa, ale nie chce mi sie o tym pisać, chociaż nie powiem, Stannis popełnił tam błędy ;) .
No i wygrywa po raz kolejny Aegon. Dawać mi te scene ze skakaniem na grzbiet smoka :D.

Luiza
Poziom 7
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 paź 2013, o 01:56

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Luiza » 6 gru 2016, o 07:34

Głosujący chyba chcą dać szansę zaistnieć postaciom nieistniejącym lub bardzo skrzywdzonym w serialu... wnioskując po zwycięstwach Naroda, Arianne i Aegona :D
Obrazek Obrazek
Shameless SanSan shipper#teamSansa
Front Obrony Sansy #teamSandor

Bombacjusz
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 27 lip 2006, o 15:17

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Bombacjusz » 6 gru 2016, o 09:00

Gdyby Twoja teoria była słuszna, to zamiast Sansy na spotkanie z Davosem i chuliganami ze Skagos oczekiwał Jedyny Prawdziwy Król Stannis Pierwszy Tego Imienia. :(
Pani, Twych wdzięków nie trzeba mi wcale, co rzekłszy odszedł, nie wrócił...

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Il Biondo » 6 gru 2016, o 10:02

W sumie Sanse też twórcy skrzywdzili. Ale fakt, nie aż tak jak Stannisa ;)
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

Luiza
Poziom 7
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 paź 2013, o 01:56

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Luiza » 6 gru 2016, o 11:52

Trudno wyrokować pomiędzy:

>bycie gwałconą przez Ramsaya, a
>pomysłem na spalenie własnej córki.

@whew
Obrazek Obrazek
Shameless SanSan shipper#teamSansa
Front Obrony Sansy #teamSandor

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Nettles z Gór » 6 gru 2016, o 22:52

Jak na mój gust to Brienne też można zaliczyć do postaci skrzywdzonych w serialu (DeDeki zrobiły z niej bezlitosną zabójczynię, którą ona nie była). Czyli następna postać potwierdzająca teorię.

Może się okazać, że wątek spalenia Shireen akurat jest książkowy, ale to nie zmienia faktu, że Stannisa w serialu skrzywdzono. Jak można było zrobić z jednego z najlepszych dowódców w Westeros kompletnego idiotę?
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Il Biondo » 7 gru 2016, o 21:05

>bycie gwałconą przez Ramsaya


Ciesz się, że nie przez Petyra xD
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

Luiza
Poziom 7
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 paź 2013, o 01:56

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Luiza » 7 gru 2016, o 22:17

Nikt nie jest aż tak okrutny ;)
Obrazek Obrazek
Shameless SanSan shipper#teamSansa
Front Obrony Sansy #teamSandor

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Nettles z Gór » 8 gru 2016, o 09:54

Niezależnie od poziomu wariactwa różnych zwariowanych wątków pojawiających się w tym turnieju, to nie ma już szans by Sansa spotkała się z Petyrem. Prawda, Luizo?
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

Luiza
Poziom 7
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 paź 2013, o 01:56

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: Luiza » 8 gru 2016, o 12:09

Ależ oczywiście, że jest szansa! Wystarczy gromada Innych i każdy zabity wraca do mobilności. Taki Petyr ręka w rękę z Ramsayem... ale nie, na to akurat nie ma szans ;( Chyba, że Rh'llor Boltonowi rękę doszyje... Można kombinować :D
Obrazek Obrazek
Shameless SanSan shipper#teamSansa
Front Obrony Sansy #teamSandor

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 6 - Lannisport

Postautor: LuckyLolitka » 8 gru 2016, o 16:11

Dziękować Siedmiu że nie przez Sandora.
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.



Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości