Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Turnieje sympatii, urody i talentów! Naliczanie postów w tym dziale jest wyłączone.

Moderator: Nocna Straż

Kto pokona wewnętrzne demony?

Czas głosowania minął 9 sty 2017, o 22:20Please note that results are sorted by decreasing number of votes received.

Arianne
18
62%
Jaime
11
38%
 
Liczba głosów: 29

Ogień i Lód
Ogień i Lód
Awatar użytkownika
Rejestracja: 20 kwie 2006, o 14:33

Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Ogień i Lód » 6 sty 2017, o 23:41

Wracamy po świąteczno-noworocznej przerwie z kontynuacją rundy 3. Pewnie zastanawiacie się jak zginęli Arya, Theon oraz Petyr? A jak poradzi sobie jednoręki rycerz oraz Dornijka na Północy?
Przeżyje jedno z nich.

Autorami tej rundy są: maciupka, Nimue oraz Il Biondo.


***

Przesmyk
Obrazek


Przez chwilę wydawało mu się, że świat stanął w miejscu. Towarzyszący im do tej pory lodowaty wiatr zamarł wypełniając przestrzeń niesamowitym zimnem- tak jakby każda cząstka otaczającego ich powietrza zamieniła się w lodowe ostrze. Poczuł, jak przez jego fantomowe palce przebiega przenikliwy ból- tysiące małych noży skórowało go raz po raz- cierpienie to jednak było niczym przy strachu, który wypełniał go tak bardzo, że niemal nie pozwalał logicznie myśleć.
Brama majaczyła tuż przed nimi jednak wiedział, że kaleka skorupa człowieka, którą uczynił go Ramsay, nie zdoła dobiec przed armią umarłych, która wciąż kryła się za sylwetkami pradawnych drzew, lecz lada chwila miała wyłonić się z całą swą potęgą. Słyszał kroki- dziesiątki, może setki tysięcy trupich stóp prostaczków, żołnierzy, dzikich i czarnych braci, których Inni mogli przemieniać już od czasów Długiej Nocy. Skryci na głębokiej północy, w krainach wiecznej zimy czekali wraz z rosnącą armią. Czekali aby uderzyć i zalać świat człowieka wiecznym zimnem i losem gorszym od śmierci.
Losem, który spotkał Jeyne Poole.
Obiecałem ją uratować. Wyrwałem ją ze szponów Ramsaya, tylko po to, by kroczyła w armii nieumarłych.
Modlił się, by tylko jej ciało było pozornie żywe, a dusza była daleko- tam gdzie panowało wieczne lato, gdzie nigdy już nie musiałaby się bać.
Dla Jeyne nie było już jednak ratunku.
Ale Arya Stark wciąż była żywa i ciepła- w jej żyłach płynęła krew, a w oczach płonęły emocje. Choć podobnie jak on zastygła w bezruchu widział, że jej gibkie, napięte ciało było w każdej chwili gotowe do skoku. Choć w chwilach gniewu wyglądała jak wilczyca, teraz przypominała mu raczej kota- wsłuchanego w najcichszy dźwięk, przygotowującego się do ucieczki.
Arya miała szansę dobiec do bramy. Arya miała szansę odnaleźć Jona Snow, lub powrócić za Wąskie Morze.
Choćby do Bravos, choćby miała zostać zabójczynią, choćby miała nigdy nie spotkać rodziny... Nie ważne, Arya miała szansę unikać tego, co spotka każdego, kto nie zdoła uciec wystarczająco daleko.
Miał szansę ją ocalić. Choć zawiódł Jeyne nie mógł zawieść Aryi.
Zawieść Robba.
- Biegnijcie- usłyszał własny, drżący głos- biegnijcie ile sił w nogach, na południe. Biegnijcie do domu.
- Theonie - wyszeptała Dornijka, ale słowa zastygły na jej miękkich ustach, gdy oczy ujrzały to, czego bali się tak bardzo. Widział w nich ich odbicie - jechali na przedzie, ich białe, twarde jak marmur ciała pokrywały niezwykłe zbroje skrzące się w słońcu, ciemniejące i jaśniejące naprzemiennie setkami wielokolorowych cętek. Ich włosy były długie i srebrzyste, powiewały za nimi jak proporce, gdy zatrzymali swe martwe wierzchowce i lodowe pająki jakby upajali się widokiem Muru, który zamierzali sforsować- Theonie...
Strach, który dotąd w niej widział ustąpił miejsca dziwnemu ciepłu i łagodności.
Ma w herbie słońce- uświadomił sobie, gdy jej przemarznięta dłoń musnęła jego policzek. Uśmiechnęła się do niego po raz ostatni.
- Biegnijcie- powtórzył, łamiącym się głosem- nie ma czasu.
Arya wpatrywała się w niego przez chwilę nieprzeniknionym spojrzeniem swoich szarych oczu. Mogła go zabić, tak jak chciała to uczynić wcześniej i jak na to zasługiwał. Przeszycie serca mieczem byłoby momentem i wiedział, że udzieliłaby mu tej łaski, gdyby zdołał o nią poprosić.
Była jednak siostrą Robba, dziewczynką, która kiedyś potrafiła się śmiać.
- Biegnijcie- powtórzył czując jak zimno przeszywa każdy cal jego skóry.
Pobiegły.

***

Biegły ramię w ramię. Dornijska księżniczka i dziewczynka, która kiedyś była córką namiestnika północy. Arry. Nan. Łasica. Łaska. Tak wiele imion, tak wiele twarzy... Głębokie zaspy spowalniały je i czyniły ich ruchy niezgrabnymi. Musiały jednak biec, musiały zdążyć przed nimi. Brama, która wydawała się być tak blisko stała się teraz niemal nieosiągalna. Powietrze było białe od płatków śniegu. Śnieg w powietrzu, śnieg w oczach, w ustach walczących o oddech. Gdzie biegła?
Musiała dotrzeć do bramy, pokonać ją i zamknąć, odcinając drogę przejścia Białym Wędrowcom i armii nieumarłych. Były inne, musiały być, wiedziała o tym, prędzej czy później i tak przejdą, ale może one zdążą dotrzeć na południe nim będzie za późno.
Na południe... Czyli właściwie gdzie?
Arianne zdołała ją już wyprzedzić- wspomagając się włócznią ciągnęła do przodu nie zważając na przeszkody. Nie zważając na zmęczenie i wszechobecną zimę.
Ma dokąd biec.
Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.
Wilki nie płaczą.
Pomyślała o matce i ojcu, o domu, którym były bezpieczne mury Winterfell. Ale Winterfell zostało spalone, jej ojciec ścięty, a matka zamordowana na weselu. Tak samo jak Robb.
Jon Snow- on był jej nadzieją. Jednak nie znalazła go ani w zamku, ale za Murem. Spotkała tam tylko śmierć. Jon mógł być już jednym z nich - martwych żołnierzy na służbie Wiecznej Zimy. Jeśli tak było mogłaby wtulić się w jego sztywne ramiona choć na chwilę zanim rozerwałby ją na strzępy razem z innymi upiorami.
Ją i Theona...
Poczuła, jak jej ciało nieruchomieje. Gorące krople łez spływały po jej policzkach niemal parząc przemarznięta skórę.
Nie miała dokąd biec.
Nie chciała więcej uciekać. Była Aryą Stark z Winterfell, córką zamordowanego ojca i zamordowanej matki. Siostrą zamordowanego brata, króla północy.
Wilki nie uciekają.
- Biegnij- krzyknęła, widząc, jak zakłopotana Arianne przystaje- biegnij na południe, do ojca. Powiedz im...
-Aryo...
- Powiedz!
Przez sekundę widziała w jej ciepłych, brązowych oczach zawahanie, jednak po chwili dziewczyna kiwnęła głową i zbliżyła się do niej delikatnie całując ją w usta.
- Powiem - obiecała i rzuciła się biegiem w stronę bramy.
Ona też biegła. Tak szybko, na ile pozwalały jej zmarznięte nogi. Biegła w stronę nadciągającej grozy choć o dziwno nie czuła strachu, tylko wyzwalające uczucie ulgi. Po raz pierwszy od tak dawna naprawdę widziała kim jest.

***

Ruszyli. Tym razem byli liczniejsi. Wyjechali spomiędzy drzew dosiadając martwych koni i lodowych potworów. Wiedział, że tuż za ich plecami podąża armia niebieskookich ożywieńców.
A z nią biedna Jeyne Pool i Roose Bolton. Ramie w ramię, jakby nigdy nie wypełniało ich życie.
Jakby przeszłość nie miała znaczenia.
Ta perspektywa, przez chwilę wydała mu się słodka, szybko jednak wyrzucił ją z głowy.
Gdyby nie Roose Bolton, gdyby nie ludzie, którzy więzili ją i szkoli, dziewczyna byłaby inna, bezpieczna. Pamiętał ją jeszcze z tych dawnych, dobrych lat, gdy Robb był mu bratem, a Winterfell domem. Pamiętał, jak chichotała z Sansą zerkając na księcia Joffreya, pamiętał, jak uśmiechała się na widok swego pana ojca i jak lubiła uczty i tańce. To była dobra dziewczyna, która w świecie, który nie byłby piekłem wyszła by za mężczyznę tak innego od Ramseya, jak lato różni się od zimy.
Ale to nie świat był piekłem- pomyślał - to my go wypaczyliśmy.
Przed oczami stanęli mu chłopcy młynarza. Synowie słodkiej kobiety, z którą nie raz zdarzało mu się sypiać. Pomyślał o jej łagodnej twarzy i tym, jak bardzo musiała zmienić ją rozpacz.
To nie Roose, ani Ramsay zabili jej dzieci. To był mój rozkaz.
Zbliżali się coraz bardziej, ale był gotów. Mógł wyciągnąć sztylet, ale walka nie miała sensu. To wszystko miało się już zakończyć. Miał stanąć przed obliczem Starych Bogów.
Oni znają moje imię...
Widział, że Inni go widzieli. Jeden z nich, dosiadający wierzchowca, którego zaawansowany rozkład obnażył niemal całą końską anatomię, wskazał na niego długim, białym palcem i krzyknął coś w niezrozumiałych, ostrym jak miecz języku. Pozostali wybuchnęli śmiechem.
Szydzą ze mnie. Niech szydzą. To lepsze, niż noże Ramsaya.
Biały Wędrowiec wbił w niego spojrzenie swoich niesamowitych, niebieskich oczu. Wyglądały niemal jak ogień- zimny i straszny, ale na swój sposób niesamowicie żywy. Wyciągną miecz.
Dziewczynka, która zjawiła się nagle tuż przy nim też to zrobiła. Stal uderzyła o lód. Usłyszał płacz pękającego ostrza i spojrzał w szare oczy, które były czyste i łagodne jak bezchmurne niebo. Gdzieś na północy zawył wilk. Inny wzniósł ostrze po raz drugi- tym razem nie było już jasne, ale czerwone od krwi.
Była już z ojcem. Wiedział, że i on za chwilę stanie przed jego obliczem.
Nie czuł strachu. Był wolny.
Miał na imię Theon.

***

Lyanna przeczytała kiedyś w Uczonej i Starożytnej księdze, że Targaryenowie byli gotowi podpalić świat. Mamusia powiedziała jej, że to była taka… metado… metafo… przenośnia. Ale chyba nie miała racji. Białowłosej udało się (za pomocą smoka) całkiem dosłownie podpalić dwór, palisadę, port, a na koniec siebie samą. Co gorsza, mimo iż wiedźma przeniosła się już do Siedmiu Piekieł (najpewniej po to, by pouczać tam Nieznajomego) jej parszywa, czarna jaszczurka wcale nie miała zamiaru odlecieć. Na chwilę jedynie zaprzestała dzieła zniszczenia, rozważając najwyraźniej, czy lepiej zamienić w skwarkę Jednorękiego czy raczej Lorda Protektora. Oni jednak nieszczególnie zwracali na nią uwagę, zajęci obecnie czymś w rodzaju zapasów. Lyanna zauważyła, że Lord Protektor trzyma w ręku sztylet, podczas gdy Jednoręki był nieuzbrojony. I nie miał ręki! To nie było Rycerskie. Lyanna westchnęła, odchrząknęła, po czym wydała z siebie przeraźliwy pisk.

***

Gdy Jaime zobaczył, że Daenerys nie żyje, ogarnęła go wściekłość. Jego wszystkie instynkty kazały mi się rzucić z mieczem na przeciwnika. Zrobił to. Bez miecza. Zaczyna wchodzić mi to w nawyk. Dobrze, że chociaż miał na sobie napierśnik, co uniemożliwiło Littlefingerowi wbicie mu ostrza w brzuch przy pierwszej okazji. Przetaczali się tak przez chwilę, gdy powietrze przeszył wysoki dźwięk, a zaraz po nim głuchy miarowy odgłos. Jaime odwrócił się w tamtą stronę i na tle płomieni zobaczył masywną ciemną sylwetkę. Tylko nie ten przeklęty niedźwiedź. Bestia zbliżała się zaskakująco szybko. Baelish jej jeszcze nie dostrzegł, choć znalazła się tuż przy nich. Zauważył natomiast wahanie Jaimego i spróbował je wykorzystać. Udało mi się wyswobodzić uzbrojoną dłoń. W jego oczach błysnął triumf. Wtedy niedźwiedź odgryzł mu głowę.

***
Jednoręki wydawał się dość zszokowany, kiedy głowa jego przeciwnika została gwałtownie oderwana od reszty ciała. Lyanna czuła się teraz jednak Dziką Północną Wojowniczką, i przepełniała ją satysfakcja . Nie wiedziała tylko co na to powie ciocia Jo. Nie lubiła pożyczać Furriatka.
Tymczasem, zapomniany już nieco smok ryknął z mocą, po czym utkwił spojrzenie swych gadzich oczu w Jednorękim i opuścił łeb.

***

Arianne oparła głowę o pień drzewa. Beznamiętnie spojrzała w stronę północy, gdzie na horyzoncie majaczył się Mur. Westchnęła. Udało się jej przeżyć spotkanie z Innymi, dotrzeć do Czarnego Zamku, zażyć trochę snu a nawet znaleźć suchary, rzepy i trochę zamarzniętego mięsa w spiżarniach Czarnych Braci. Zastanawiała się kiedy jej szczęście się skończy. W końcu Arya i Theon, ludzie wychowani na Północy, zginęli w starciu z lodowymi demonami. Nie chciała ich zostawiać, ale w obojgu był rodzaj pewnej ponurej determinacji – chęć spotkania ze śmiercią. Księżniczka nie mogła zrozumieć ich decyzji, ale z drugiej strony nie zaznała tylu nieszczęść co córka Starka i Kraken. Wciąż trapiły ją jednak wyrzuty sumienia, że ich nie powstrzymała.
- Nie było czasu. – Arianne, słysząc za plecami czyjś głos, zerwała się na równe nogi. Zacisnęła palce na włóczni. Zobaczyła niską postać. Prawdopodobnie było to Dziecko Lasu, ale Arianne nie miała pewności. Było spowite w zieloną opończę. - Gdybyś próbowała ich przekonać, zginęłabyś. A nawet tego nie chciałaś. Oni tak.
- To przez was! – warknęła Dornijka. Zgrzytnęła zębami ze złości. – To przez was się tu znalazłam! To przez was przeżyłam najgorsze chwile w moim życiu, straciłam towarzyszy, jestem wiele mil od miejsca, w którym powinnam teraz przebywać! A teraz nie mam jak wrócić! Nie mam nawet przeklętego konia by spróbować!
- Trzeba było nie wchodzić do jaskini. – niezmącony spokój rozjuszył Arianne jeszcze bardziej niż gdyby Dziecko Lasku z niej kpiło.
- A niech cię Inni porwą.
- To może się niedługo spełnić.
- Daj mi święty spokój, dobra? – Arianne nie zamierzała się przekomarzać z tym leśnym wypierdkiem. Zrezygnowana, z powrotem usiadła pod drzewem. – Muszę nabrać sił by ruszyć na południe. Przeszkadzasz.
- Nie uda ci się. To zbyt długa droga. Północ po Ich ataku jest wyludniona. A Oni niedługo tu wrócą. Umrzesz.
- Umrę? – Arianne roześmiała się kpiąco. – No co ty nie powiesz? Zaczynam się dziwić, że zostaliście pokonani przez Pierwszych Ludzi. To szybkie wyciąganie wniosków z zaistniałej sytuacji…
- Możesz sobie szydzić ile chcesz, Dornijko. Nie obrazisz mnie. Właściwie to… Możesz skrócić sobie drogę na Południe tą samą… no dobrze, podobną… drogą, którą przybyłaś. Widzisz tę skałę na lewo? Jest tam wejście do sieci jaskiń.
Arianne prychnęła, nawet nie zaszczycając rozmówcy spojrzeniem.
- Ja udaję się w tamtym kierunku. Jeżeli zechcesz, możesz mi towarzyszyć.
Odczekała parę chwil, po czym wstała. Jaki miała wybór? Sterczeć tu i czekać na lodowe demony? Próbować uciekać przez bezludne pustkowie? To była jej ostatnia szansa.
- Idę. Ale jeżeli wyjdziemy w jakimś Asshai albo gdzieś na Morzu Dothraków, to wsadzę ci tę włócznie prosto w twoją zieloną pupcię. Tak, że ci gardłem wyjdzie. – rzekła gniewnie. Podłapała to od Obary. – Będziesz wyglądał jak zzieleniały herb Martellów.
Dziecko Lasu roześmiało się. Był to wyjątkowo ludzki śmiech. Szczery.
- Nie mam zielonej dupy, a przynajmniej nie miałem, gdy ostatnio sprawdzałem. Nie jestem dzieckiem lasu. – nieznajomy zrzucił z głowy kaptur. Oczom Arianne ukazał się drobny mężczyzna. Bez wątpienia człowiek. Ciężko było określić jego wiek. Brązowe włosy i brodę przetykały siwe włosy. Skórę miał młodą, ale jego oczy były stare. Stare, w kolorze mchu. – Chodź, Dornijko. Oni wracają. Wiem to.

***

Był smoczym jeźdźcem. Jakkolwiek nieprawdopodobne by to się nie wydawało, taka była prawda. Tyrion oddałby za to prawą dłoń, a moja słodka siostra swą wątpliwą cnotę, ale spotkało to właśnie mnie. Niedźwiedzia Wyspa została już za nim, Północ przesuwała się w dole, smok zmierzał w stronę Przesmyku. Jak długo bestia mogła tak lecieć? Czy nie potrzebowała pożywienia lub choćby wody? Na te pytania nie znał odpowiedzi. Kiedyś jednak musieli chyba wylądować? Czy Daenerys umiała jakoś kontrolować to stworzenie? Jaime spróbował wydać rozkaz.
- Ląduj - smok nawet nie dał po sobie poznać, że cokolwiek usłyszał. - Powiedziałem – ląduj! - brak reakcji. Jaimemu przypomniał się Aerys, jego pragnienie by odrodzić się jako smok. Jako bezmyślne, okrutne, złośliwe bydlę. Gniew w nim zapłonął.
- Ląduj! - smok zaczął pikować w dół.

***

Arianne nie miała pojęcia ile dni (tygodni?) szli wraz z dziwacznym towarzyszem. On wiedział o niej za dużo: że jest z Dorne, jak tu dotarła i jak straciła towarzyszy. Księżniczka mogła się założyć, że imię też znał, ale z powodu konwenansów nie używał go. Nie przedstawiła się. Niech się dziad męczy. On zresztą również nie podał własnego imienia. W myślach nazywała go Leśnym Dziadkiem. Raz tylko podzielił się z nią osobistą informacją.
- Jesteś z Dorne. Byłem kiedyś w Dorne.
- To mam nadzieję, że znasz drogę. – odburknęła. Nie było to uprzejme, ale Arianne zauważyła, że mężczyzna i tak jej nie słucha. Na wspomnienie o Dorne pogrążył się we własnych myślach, jego oczy zamgliły się, a na czole pojawiła głęboka bruzda. Może trafił do jednego z tych słynnych dornijskich burdeli, których nie da się zapomnieć , pomyślała sobie Arianne, chichocząc pod nosem.
Leśny Dziadek miał ze sobą zapasy. Gdy się skończyły, okazało się, że na terenie jaskiń są pochowane skrytki z wodą i dziwacznymi sucharami. Jeden kęs zaspokajał głód na wiele godzin. Drobny mężczyzna dzielił się z nią również informacjami z Westeros. Wiedział podejrzanie dużo, tak, że można byłoby podejrzewać, że zmyśla. Podobno ostatni król z Wojny Pięciu Króli umarł na Wąskim Morzu (co robił tam Baratheon, Arianne nie miała pojęcia), a królowa Cersei zginęła w oblężeniu Lannisportu. Co ciekawsze, do Westeros przybyła Daenerys Targaryen oraz jej bratanek, Aegon. Arianne, z udawaną obojętnością, podpytała Dziadka gdzie znajduje się jej narzeczony. Daenerys zginęła, a Aegon rzekomo był w Lannisporcie, w którym panowała wojenna pożoga. Księżniczka westchnęła z irytacją. Chyba jej szczęście się skończyło, bo zupełnie nie miała pojęcia jak uda się jej dotrzeć do Aegona w oblężonym mieście – o ile chłopak jeszcze żył. Będzie musiała wrócić do Słonecznej Włóczni, bo znalezienie jej własnego orszaku w Krainach Burzy również będzie graniczyć z cudem. Już widziała oczami wyobraźni rozczarowanie malujące się na pozornie obojętnym obliczu ojca.
W końcu wyszli na upragnioną powierzchnię. Arianne z lekką irytacją zobaczyła, że to nie jest nawet Reach, ale z drugiej strony Dziadek nie obiecał jej, że dotrą do Dorne, a jedynie skrócą drogę na południe. Kraina do której przybyli była pełna moczarów, dziwacznej roślinności i rozłożystych drzew. Poza tym strasznie śmierdziało. Przesmyk. O ile wciąż byli w Westeros.
- Nareszcie. Dom. – Leśny Dziadek uśmiechnął się szeroko.
- Mieszkasz tu? – Arianne złożyła ręce na piersi. Teatralnie powąchała powietrze – Czemu mnie to nie dziwi.
- Tak. Koniec ze znoszeniem bezczelności rozpieszczonej, dornijskiej smarkuli – odparował, puszczając do niej oko. Na twarzy wciąż miał szeroki uśmiech. Arianne fuknęła.
- Lepiej mi powiedz co mam dalej… - zaczęła, ale słońce nad ich głowami przykrył ogromny cień. Odruchowo skuliła się. Spojrzała w górę. Ujrzała smukły kształt, długi, ostro zakończony ogon i nietoperze, skórzaste skrzydła. – Nie. To niemożliwe. To jest wywern. Macie tu wywerny, prawda?
Leśny Dziadek, ku satysfakcji Arianne, był lekko przerażony.
- To, moja droga, jest smok.
Bestia szykowała się do lądowania.

***

Złośliwy stwór oczywiście musiał się popisać przed nowym jeźdźcem. Nawet nie próbował zwolnić. Jaime mało nie spadł z grzbietu smoka, desperacko trzymając się bardziej wystających łusek. Nie spadł, choć bestia z pewnością na to liczyła. Trzeba było chronić swoje plecy. Nie popełniaj błędu Aerysa, smoku.
Wylądowali, a Jaime był cały i trzymał się „w siodle”.
- I co teraz, brzydki bydlaku? – rzekł do smoka satysfakcją. Rozluźnił się, widząc, że bestia położyła brzuszysko na lądzie. Było to błędem. Smok otrzepał się niczym pies wychodzący z wody i Jaime ześlizgnął się z grzbietu swojego łuskowatego rumaka. Usłyszał pospieszne kroki. Ujrzał parę błotniaków – młodą kobietę oraz mężczyznę, którego wiek było ciężko określić. Oboje niscy i ubrani niczym dzikusy.
- Wybaczcie. Jest pożyczony. Mój zwykle ląduje z klasą. – odparł, powoli podnosząc się z ziemi i otrzepując ubranie. Błotniak wpatrywał się w niego tajemniczo, milcząc. Jaime miał wrażenie, że gdzieś go już spotkał. Dziewczyna stała z otwartymi ustami i gapiła się na smoka. Gdy bestia znudziła się leżeniem, po prostu wzbiła się w powietrze i odleciała. Niedaleko. W pobliżu rozlegał się trzepot skórzastych skrzydeł.
- Mówiłem. – odparł Jaime, wzruszając ramionami. – Nigdy nie pożyczajcie smoków.
- Jaime Lannister. – odparł mężczyzna. Na jego usta wstąpił dziwaczny uśmiech, ale oczy były czujne. Dziewczyna, na dźwięk imienia Jaimego, otrząsnęła się z szoku. Popatrzyła na Lannistera, gniewnie mrużąc oczy. Jak zwykle moja reputacja mnie wyprzedza.
- Skoro wszyscy się już znamy – powiedział rycerz. – pozwólcie, że będę kontynuował swoją podróż. Muszę polować na wilki, chociaż z moim szczęściem znowu w sidła wpadnie mi smok.
- Sansa Stark żyje i jest w Królewskiej Przystani. – odparł błotniak. Zarówno Jaime jak i dziewczyna w futrach spojrzeli na niego pytająco. – Tak jak i Jon Snow.
- Arya o tym nie wiedziała… - powiedziała kobieta. – Zginęła, myśląc, że nie ma już rodziny…
- Arya Stark zginęła zanim rozpoczęła się wojna… - zaczął Jaime, znudzony.
- Arya Stark zginęła niedawno. – powiedział mężczyzna. – Obecna tu Arianne Martell była świadkiem jej śmierci.
- Kto?! – krzyknął Jaime. Popatrzył na dzikuskę, która podparła ręce na biodrach i popatrzyła na niego gniewnie. Dumnie i wyniośle, co wyglądało groteskowo, mając na uwadze jej ubranie. Miała opaloną skórę, ciemne loki i oczy. Czy to były oczy Oberyna? Albo Elli? Rycerz wybuchnął śmiechem. Musiał oprzeć się o drzewo.
- Z czego on się cieszy? – zapytała z wyrzutem domniemana księżniczka Dorne. Jaime uspokoił się.
- W normalnych okolicznościach pomyślałbym, że jecie tu jakieś bagienne grzyby i rzuca wam się na głowę. Ale ostatnie wydarzenia, w których brałem udział sprawiają, że wam wierzę. Mówisz, że Sansa, z tym bękartem Starka, jest w Królewskiej Przystani? Zatem powiedz mi, błotniaku, jak mam się stąd wydostać.
- A więc jak prawdziwy rycerz idziesz ratować Sansę i Jona…
- Tylko Sansę. Rycerz ratuje tylko dziewice.
- Nie obchodzi cię więc co się stało z twoją siostrą? – zagaił błotniak tajemniczo.
- Nie.
- A bratem?
- Nie.
- CO?! Chcesz oddać OSTATNIĄ córkę Starka Lannisterowi?! – ocknęła się nagle oburzona Dornijka, szarpiąc błotniakiem. – Zwariowałeś?! On jej zrobi krzywdę! Uwięzi ją albo zabije! Jak resztę Starków! Bękarciego syna Starka pewnie też zarżnie! Nie po to Arya umarła…
Mężczyzna popatrzył na Arianne z promiennym uśmiechem na twarzy. W jego oczach było coś na kształt wzruszenia.
- Uwierz mi, Arianne. – błotniak wziął jej dłonie we własne. – Jestem przekonany, że to jedyny Lannister, który jest ostatnią nadzieją ostatniego Starka. Ale możesz mu towarzyszyć, jeżeli mi nie wierzysz. Może kolejni przedstawiciele dwóch zwaśnionych rodów dojdą do wniosku, że Westeros jest wyczerpane wojnami i rodowymi zemstami. Potrzebny nam jeden król.
Arianne nie wyglądała na przekonaną.
- Słuchajcie. Jon Snow. Nie jest bękartem Eddarda Starka.
- A ty co, zaglądałeś do łóżka matce Snowa? – Jaime udał, że ziewa.
- Może sam ją zerżnął. – zasugerowała Arianne.
- Nie. Dość tego. – błotniak spoważniał, a na jego twarz wstąpił rumieniec. Po raz pierwszy wyglądał jakby przeżywał autentyczne emocje. - Na imię mam Howland Reed. Byłem pod Wieżą Radości, kiedy Eddard Stark przybył po swoją siostrę, Lyannę. Zabiliśmy twoich białych braci, Lannister. Miecz Poranka zginął od mojego zdradzieckiego ciosu. Gdy weszliśmy na szczyt Wieży, zastaliśmy tam umierającą Lyannę. Przekazała nam pod swoją pieczę syna jej i księcia Rhaegara. Jaime… błagam. Jon musi się dowiedzieć. Zrób to dla niego. Dla Rhaegara.

***

Leśny Dziadek… Nie, Howland Reed, poprawiła się w myślach Arianne, pokazał im drogę przez bagna. Mieli wyjść na Królewski Trakt. Arianne wciąż kotłowało się w głowie od informacji o drugim synu Rhaegara. Może ojciec ma rację i Aegon jest podrabiany…? Co zrobiłby Doran Martell, gdyby się dowiedział? Kazałby jej wyjść za jakiegoś Snowa? Lannister wyglądał na skupionego. Przypominał jej Myrcellę, gdy ta zamyślona siedziała nad planszą cyvasse. Milczał. Widocznie informacja o Jonie Snow wstrząsnęła nim. Nagle, do nozdrzy Dornijki dotarł okropny odór.
- Bueeee… - dała wyraz obrzydzeniu, patrząc na dwa wielkie niczym głazy grzyby, które wydalały z siebie jakąś substancję w postaci dymu. – Czy czujesz ten smród? – zwróciła się do Lannistera. Ku swojemu przerażeniu odkryła, że nie ma go. Zniknął. Spanikowana, zaczęła biec. Drogę zastąpiło jej dwóch Dornijczyków – niski, nieładny chłopak i przystojny mężczyzna w lekkiej zbroi, trzymający włócznię. Znała ich.
- Co do ciężkiej cholery… Quentyn? Wuj Oberyn…? Wy przecież nie żyjecie. – stwierdziła. Widma pokiwały głowami.
- My nie. – odparł Quentyn, smutno. – Ale ty jeszcze tak.
- I masz żyć. – dodał Oberyn. - Nie daj się żadnym Lannisterom…
- … ani Targaryenom.
- Bądź Martellem. Niezachwiana, Nieugięta, Niezłomna. Jesteś nadzieją tego rodu, przyszłą królową Siedmiu Królestw…
- Ojciec nie zniósłby śmieci swojego kolejnego dziecka.
- Wiem… wiem… - do oczu Arianne napłynęły łzy, gdy zerknęła na umęczoną twarz brata. – Ja nie wiem czy dam radę. Ale zrobię wszystko by przeżyć i dać wam powód do dumy.
Widma pokiwały głowami, po czym zlały się w jedno. Widmo było ciemniejsze niż poprzednie. Tylko biały płaszcz, splamiony krwią, odznaczał się na tle sylwetki. Postać wyraźnie nie domagała, ciężko oddychając.
- Oczywiście, że zrobisz wszystko by przeżyć. I jeszcze przy okazji sięgniesz po władzę, nasycając swoje chore ambicje. Nie patrząc czyje życie ryzykujesz. – ser Arys Oakhart. Arianne zamrugała. – Nawet tych, którzy cię kochają.
- Arysie… Nie chciałam twojej śmierci… - Wyglądał strasznie. Jego twarz była maską bólu. To zgorzkniałe, wściekłe widmo to nie był jej rycerz. - Zresztą, to nie ty. To nie ty. To moje wyrzuty sumienia. To je widzę przed sobą.
Ser Arys wyjął miecz. Wskazał jej włócznię.
- A więc zwalcz je. – podniósł klingę.

***

Dornijka, mimo, że twarda, wreszcie dała po sobie znać, że jest jednak księżniczką wychowaną na dworze. Gdy przechodzili obok dwóch dziwnie dymiących grzybów, dała wyraz swojemu niezadowoleniu.
- Bueeee… Czy czujesz ten smród?
- Tak. Słyszałem, że w Dorne robicie z tego przyprawy. – odparł, obracając się do niej z lekkim uśmiechem. Zamiast zirytowanej Dornijki ujrzał karła, siedzącego na jednym z grzybów. Karzeł nie miał nosa i przyglądał się mu z ciekawością. Jego oczy miały różne kolory.
- Zbrzydłaś. – skomentował Jaime, siląc się na dowcip. Tak naprawdę był przerażony. Co robił tutaj Tyrion? I dlaczego Arianne zniknęła?
- Podróże mi nie służą, bracie. – odparł. – W końcu jednak los się nade mną zlitował i nie muszę więcej tego robić. Umarłem! – wyszczerzył zęby. Jaime poczuł się jak rażony piorunem. Instynktownie czuł, że to prawda. Tyriona dopadły w końcu kłopoty, przed którymi uciekał. Zwykle z powodzeniem.
- Tyrion, ty głupi sukinsynu… nawet nie zdobyłeś się na odpowiednie pożegnanie.
- Nie obrażaj naszej matki. Nie rozstaliśmy się w zgodzie, to prawda. Wciąż pożegnałem się z tobą lepiej niż z naszym panem ojcem. – karzeł wyszczerzył się jeszcze szerzej. Bezczelność godna Tyriona. - Ale śmierć, wbrew temu co sądziłem, otwiera nowe możliwości. Chociażby dręczenie mojego pięknego brata i rozdrapywanie starych ran. Nie ma sprawy Jaime. Wybaczam ci. Idź bądź teraz sobie bohaterem.
- Będę, ty pokraczny skurwielu. A, i wiesz, że smoki istnieją? Nawet na jednym leciałem… - gdy Jaime podniósł oczy na Tyriona, już go nie było. Była za to dobrze znana twarz… Tak przypominająca jego. Długie, blond loki opadały jej na ramiona. Usta wykrzywiał grymas, a oczy strzelały zielonymi iskrami.
- Bohaterem? Nie dla własnej siostry. Zginęłam, ratując naszego syna przez targaryeńskim uzurpatorem. – odparła lodowo Cersei. Jaime poczuł się jak w koszmarze. Cersei nie mogła umrzeć. Nie mogła umrzeć… przez niego. – Zawsze byłam lepsza. Odważniejsza. Ambitniejsza. Ale również głupsza, licząc na to, że mi pomożesz. Idź, ratuj sobie Starkównę. Na mnie już za późno. A myślałam, że mnie kochasz.
- Cersei… - wychrypiał Jaime i zbliżył się w jej stronę. Zniknęła, rozpływając się w powietrzu. Obrócił się w drugą stronę. Na ścieżce ujrzał wysoką sylwetkę w zbroi. Jasne włosy. Niezgrabna postura. Brzydka, piegowata twarz. I piękne, niebieskie oczy.
- Nie. – warknął patrząc Brienne. Czuł wściekłość i rozpacz jednocześnie. Nie mogła umrzeć. – Nie. Tylko nie ty. Nie, Brienne. Nie bądź głupią krową i nie mów mi, że dałaś się zabić.
Brienne spojrzała na niego smutno. Kiwnęła tylko głową. Milczała.
- Mam tego dość. – powiedział Jaime, sięgając po miecz lewą ręką. – Wy nie istniejecie. Jesteście majakiem. Do siedmiu piekieł, dopiero co Tyrion i Cersei rozpłynęli w powietrzu! Nie zginęliście. Usnąłem, podano mi makowe mleko, umieram; nie wiem. Widzę was, bo dręczą mnie wyrzuty sumienia. Nie godzę się na twoją śmierć, Brienne, słyszysz?! – zamachnął się mieczem na majak, licząc na to, że również zniknie. Ku jego przerażeniu, duch sparował cios.

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Mya Stone » 7 sty 2017, o 20:51

@piwo @piwo @piwo

VOTE Arianne

Liczę na jej spotkanie w finale z Jonem i na wygraną w turnieju!!! W nagrodę może poślubi Henka? :D :D
Tak właśnie. Henk na króla, Arianne na królową!!! @aragorn

Nieznajomy ma tam niezły ubaw w zaświatach ;)
na Skagos @xmass2

Luiza
Poziom 7
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 paź 2013, o 01:56

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Luiza » 7 sty 2017, o 22:16

JAIME WALCZ!
@woohoo @woohoo @woohoo
Jak pięknie opisane Jaimenne, no to mój drugi ulubiony ship i to jest tak świetnie zrobione :') Dziękuję. I pragnę dalej widzieć Jaimego, nawet w objęciach Jona :3

Bardzo mi się podoba też pomysł z halucynogennymi grzybkami! Świetne przypomnienie o zmarłych postaciach i wprowadzenie w dalsze rozgrywki. No i Howland z Konopii zawsze na plus;)
Obrazek Obrazek
Shameless SanSan shipper#teamSansa
Front Obrony Sansy #teamSandor

Ayesha
Poziom 6
Awatar użytkownika
Rejestracja: 19 sie 2015, o 13:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Ayesha » 7 sty 2017, o 23:01

Hej, hej.

Nie ma mnie (jak pewnie zauważyliście) bo mnie nieco życie zajęło, :P Gnana jakimś magicznym przeczuciem wstąpiłam dziś na forum, by zobaczy, że na Jaimego głosować trzeba! (mówię Wam to jest totalnie jakaś magiczna więź, :P ).

Pomijając: Jaime na smoku i ten fragment z Brienne <3 <3 <3 <3 (ktoś tu spełnia mój literacki "mokry sen" doprawdy, ;) )

ps. Jak mogliście zabić moją Brienne!!! buuu :cry: :cry: :cry:
"Ludzie, którzy twierdzą, że są źli, zwykle nie są gorsi od reszty. To ludzi, którzy twierdzą, że są dobrzy lub w jakimś sensie lepsi od innych, należy się wystrzegać." - Gregory Maguire
LEW A+J=C&J :twisted: @fingercrossed R+L=JS :roll:

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Nettles z Gór » 7 sty 2017, o 23:34

Arianne - bo Brienne już dość się naprzegrywała pojedynków :)
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

Argotin
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 sty 2016, o 14:58

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Argotin » 8 sty 2017, o 08:08

Nie powiem na kogo głosuje i dlaczego na Jaime'go, bo to nieważne, mam znowu pare błędów ;)
Po pierwsze to "zawieść", a nie "zawieżć". Chyba, że autorowi chodziło o patatajanie na koniu :P
Raz jest napisane Robb, raz Rob, zdecydujcie sie
No i Jaime powinien powiedzieć do Tyriona "zbrzydłeś" a nie "zbrzydłaś", tak?

Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Mya Stone » 8 sty 2017, o 09:44

Argotin :P IMO zbrzydłaś było do Arianne.
Takie tam literówki ;)
Errare humanum est & nobody's perfect.
na Skagos @xmass2

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Il Biondo » 8 sty 2017, o 12:39

Po długich naradach ze współautorkami, zdecydowałyśmy się na wersję "Robb" zamiast "Rob". "Robb" padł więcej razy (3) a "Rob" tylko raz (1). Matematyka jest bezlitosna, "Robb" wygrywa.

Błąd ortograficzny również został poprawiony.

"Zbrzydłaś" było do Arianne, a ona chyba jest kobietą (jej kobiece wdzięki opisał chyba w miarę szczegółowo GRRM).

Głosuję oczywiście na Jaimego, ponieważ marzy mi się taki finał:

Obrazek

:D

I cieszę się, że spełniłyśmy tu oczekiwania sziperów. @woohoo
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 16:26

Jaimie i Sansa? Oby mężuś nie uważał że ich ewentualne dzieci to tylko "kropla w pi.." (ocenzurowano) Sansy :D :D

O gwałtach przy ewentualnych ciałach martwych dzieci już nie wspomnę.

Głos na Arianne, Jaime już się dość nawygrywał turniejów.
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Il Biondo » 8 sty 2017, o 16:33

Ech, czemu wszyscy mają świra na punkcie seksualnych szipów

Ja Jaimego i Sansy nie szipuję, po prostu Sansa jest szansą dla Jaimego na ocalenie honoru, poprzez słowo jakie dał Cat.

No ale ludzie to by biedną Sansę za każdego faceta w sadze wydali, ja bym na jej miejscu została septą, tak z przekory
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 16:47

Dziwnym jest mówić o "ocaleniu honoru", w kontekście faceta który go nie ma. :D
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Il Biondo » 8 sty 2017, o 16:50

Ma. Konia. :mrgreen:
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 18:35

A, że Jaime ma konia to się zgodzę. :D Ale nie honor
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Nimue » 8 sty 2017, o 19:11

Ale przecież nie za honor go kochamy. :D

Nawet Lyanna Mormont dostrzegła liczne zalety Jednorękiego ;)

Lyanna i Furriatek głosują z Jaimem! :D
Obrazek
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 20:19

Właśnie. Ten Martin. Jak on to potrafi uczynić, zakręcić czytelnikiem że ludzie kochają gwałciciela siostry i niedoszłego zabójcę niewinnego dziecka, które na całe życie uczynił kaleką..

A, zapomniałam. "Wina Cersei."
Ostatnio zmieniony 8 sty 2017, o 20:22 przez LuckyLolitka, łącznie zmieniany 1 raz.
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Nimue » 8 sty 2017, o 20:21

O ile pamiętam z gwałtem Jaimego na Cersei akurat Martin nie miał nic wspólnego. ;)
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 20:23

Jasne. To wiadomo nie od dziś. Gdy kobieta krzyczy "nie", znaczy "tak".

Ten Jaime, wiecznie wybielany.
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Nimue » 8 sty 2017, o 20:35

Nie, po prostu kiedy jest napisane George R.R. Martin to znaczy że to napisał Martin, a kiedy David Benioff &
D.B. Weiss to znaczy że dedeki. :)
Mylisz fanfick z trzeciego odcinka czwartego sezonu z powieścią, w której Jaime różne rzeczy ma za uszami, łączenie ze wspomnianą przez Ciebie próbą zabójstwa Brana, ale gwałtu akurat nie.
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 20:49

Przypominała mi się taka anegdotka na która się kiedyś natknęłam...

Otóż, jeden koleś skarżył się że był naocznym świadkiem jak pewien złodziej próbował ukraść mu samochód.
Tamten miał jednak takiego dobrego adwokata, że próbę kradzieży zakwalifikowano jako "próbę uruchomienia pojazdu".

Nie Nimue, uważam że również Martin przedstawił to jako scenę gwałtu, niezależnie od tego, że na papierze całe zdarzenie sprawia wrażenie "czynu łagodniejszego".
Czy gdyby np. Tyrion postąpił tak z Sansą, jak Jaime z Cersei, też podchodzono by tak lekceważąco do tej sprawy?
Nie sądzę.
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Mya Stone » 8 sty 2017, o 20:56

Spoiler:


Lolitko, specjalnie sięgnęłam po Nawałnicę Mieczy tom 2. Definicję gwałtu przerabiał i tłumaczył kiedyś Robin Argotinowi. Także ten...

Pax, pax. Proszę.

Turniej to ma być zabawa :)
vote Arianne @kwiatuszek
na Skagos @xmass2

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 21:21

Uhm. Czyli jeśli gwałciciel zdoła za pomocą słów bądź gestów przekonać okładającą go ofiarę, że " tego chciała", znaczy że gwałtu nie ma?
O ludzie, załamujecie mnie. Zabawa zabawą, ale nikt nie protestuje gdy przypisuje się w temacie zabawowym Paluchowi zmyślone gwałty na Starkównie. A jak ktoś napisze o prawdziwych gwałtach to zaraz wielkie halo.
No ale, LF nie jest polewany wybielaczem przez większość czytelników PLiO jak Jaime :)
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Il Biondo » 8 sty 2017, o 21:28

A jak ktoś napisze o prawdziwych gwałtach to zaraz wielkie halo.
No ale, LF nie jest polewany wybielaczem przez większość czytelników PLiO jak Jaime :)


No a myślisz, że dlaczego Jaime został białogwardzistą? Od nadmiaru domestosu właśnie
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Mya Stone » 8 sty 2017, o 21:31

IL BIONDO MASZ U MNIE NAJDROŻSZE PIWO ŚWIATA :)

a ponadto
vote Arianne :D

E: dozbieram i postawię, a co! :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 8 sty 2017, o 21:45 przez Mya Stone, łącznie zmieniany 1 raz.
na Skagos @xmass2

LuckyLolitka
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 sie 2014, o 16:53

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: LuckyLolitka » 8 sty 2017, o 21:41

Mya, Twoja świnka skarbonka chyba się zapłacze. Właśnie schudła o pół miliona dolców :lol:

Ale nie powiem Il, ten żarcik Ci wyszedł bardzo :D

Edit :
Mya, a kto broni, ja nie :D
'...he's just a slave to his emotions. It's obvious...'
'Exactly. Just a slave.'

https://youtu.be/IGIoCNERAig - <3 Moje dwa kochane męże, owieczki sentymentalne.
PetSanONLY @serducho TEAM LF @kwiatuszekTEAM ANI&KYLO

Rudbekia
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 paź 2012, o 08:34

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Rudbekia » 9 sty 2017, o 08:04

Głos na Jaime'a, bo już wcześniej próbowałam ubić w turnieju Arianne, w końcu musi się udać. ;)

A Furiatek jest taki kochany. ^^
"All beauty must die."

Ayesha
Poziom 6
Awatar użytkownika
Rejestracja: 19 sie 2015, o 13:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Ayesha » 9 sty 2017, o 18:29

Il Biondo pisze:Ja Jaimego i Sansy nie szipuję, po prostu Sansa jest szansą dla Jaimego na ocalenie honoru, poprzez słowo jakie dał Cat.


To dokładnie to!!! Seksualny ship Jaimego jedynie z Brienne :^^: A tak pomijając bardzo, bardzo ładna grafika, :) Aż podkradam, ;)

Ale serio, ktoś shippuje Jaimego i Sansę? NOPE!

Jeszcze trochę odchodząc od tematu, szkoda, że Edd odpadł, byłam gotowa mu kibicować... A tak zostaje już tylko Jaime, ;)
"Ludzie, którzy twierdzą, że są źli, zwykle nie są gorsi od reszty. To ludzi, którzy twierdzą, że są dobrzy lub w jakimś sensie lepsi od innych, należy się wystrzegać." - Gregory Maguire
LEW A+J=C&J :twisted: @fingercrossed R+L=JS :roll:

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Il Biondo » 9 sty 2017, o 19:02

Ayesha, byłaś kontrolerem jakości Jaimienne, które pisałyśmy :D Cieszę się, że się spodobało. Sama lubię ten stateczek najbardziej (no, zaraz po Stavosie). Żadne Sandżemy, a jak już to platoniczne.

Myo, piwo to ja zawsze chętnie przyjmę. :D
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Nimue » 9 sty 2017, o 22:26

No i Jaime trafiony zatopiony w bagienku... Chlip... ;)
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

Bombacjusz
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 27 lip 2006, o 15:17

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Bombacjusz » 10 sty 2017, o 09:04

Jaimie odpadł! :shock: :shock: :shock: Nie może być! Żelazny...to jest złoty...nie, to głupie...w każdym razie jakoś tam metalowy kandydat do zwycięstwa w turnieju poległ w starciu z grzybkami. Lista uczestników jakaś się krótka zrobiła.
Pani, Twych wdzięków nie trzeba mi wcale, co rzekłszy odszedł, nie wrócił...

Mya Stone
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 maja 2015, o 14:32

Re: Igrzyska Nieznajomego - Runda 3 Scena 3 - Przesmyk/Strażnica nad Szarą Wodą

Postautor: Mya Stone » 10 sty 2017, o 10:26

Za dużo chemikaliów, ot co ;)

Piękna sprawa :) Henk może ostrzyć topór na kogoś innego ;)

@lovecomp
na Skagos @xmass2

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.



Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości