Gra wyobraźni Vol 2. FINAŁ

Moderator: Nocna Straż

NoFaceMan
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 23 lip 2013, o 10:14

Gra wyobraźni Vol 2. FINAŁ

Postautor: NoFaceMan » 21 wrz 2014, o 13:23

W poprzednich odcinkach: (Oraz o to co działo się dalej)

Po tym jak Ręka Siedmiu wywołała epidemię krwawej gorączki w Gulltown, miasto zostało odcięte od świata a siepacze sekty oraz żołnierze współpracujący z zakonem dokonali masowych egzekucji na zarażonych oraz ich rodzinach, paląc przy okazji boże gaje. W tym samym czasie Tristan Riverfall ściągnął do Trepron swojego brata wraz z jego żołnierzami. Wspólnie z Ragnarem Sealtracker zamierzał przeprowadzić zbrojny atak na Sektę. Jako, że miasto zostało odcięte od świata i otoczone kwarantanną, plan musiał zostać odsunięty w czasie. Tymczasem w ręce sekty wpada Tycho Naggaris, alter ego Ghaznaka zo Zheeryna oraz Auder Ferion. Obaj znajdują się na liście osób podejrzanych o innowierstwo, które nie zostały jeszcze zamordowane w trakcie rzezi w Gulltown. Ghaznack nie ujawniając swojej tożsamości by uniknąć egzekucji sprzedaje sekcie fałszywe informacje na temat ich wrogów. Ferion również jest bity i przesłuchiwany, po tym jak ktoś złożył donos jakoby działał przeciwko Ręce Siedmiu.
Ragnar dowiadując się, że Ghaznack i Ferion zostali więźniami sekty, decyduje się na plan ich odbicia. Wysyła posłańca, który przekazuje Maggario ofertę wymiany, do której ma dojść na niewielkiej skalistej wyspie, kilkadziesiąt mil od portu.

W tym samym czasie Eudor Firefly wraca z Księżycowych Gór. Zgodnie z obietnicą daną przyjacielowi zdobył pewien kamień o niezwykłym właściwościach, który podobno jest przynętą na krakena. Kapitan Ahab w zamian za zdobycie kamienia, zgadza się wspomóc Ragnara i Tristana Riverfall podczas akcji przekazania więźniów. William Dareaon, który powoli dochodzi do siebie po próbie zamachu w obawie o swoje bezpieczeństwo, za namową Eudora, wydostaje się z Gulltown i razem z Elise trafia na pokład kapitana Thatch.


Oto zakończenie tej historii...


***

Ragnar Sealtracker wyłonił się zza skarpy po czym ruszył w kierunku pola, gdzie czekał już na niego Maggario, w obstawie dwóch postawnych mężczyzn w kolczugach. Sto metrów dalej na plaży za plecami sługi magistra Farisa czekało kilkunastu innych zbrojnych, podobnie jak na statku zacumowanym na mieliźnie.
Usta i nos Ragnara zasłaniała chusta, na dłoniach zaś nosił solidne rękawice ze skóry. Kiedy podszedł do Tyroshijczyka, Maggario uśmiechnął się ponuro.
- Ten kamuflaż jest zbędny Sealtracker. Wiem kim jesteś, wiem co zrobiłeś. Nie ma takiego miejsca na świecie gdzie byłbyś bezpieczny –
- Zdążyłem się przyzwyczaić, że wielu ludzi za mną nie przepada – odparł żeglarz z Żelaznych Wysp – Nie przyszedłem tu słuchać twoich gróźb, chcę zobaczyć więźniów.
Maggario odwrócił się i uniósł do góry prawą dłoń. Po chwili mężczyźni na plaży odsunęli się pokazując klęczących na piasku mężczyzn. Wśród nich był kupiec Tycho Naggaris, przynajmniej pod takim nazwiskiem znali Ghaznaka ludzie, którzy złapali go kilka dni temu podczas czystki dokonanej w Gulltown. Obok klęczał Auder Ferion.

***
- Co widzisz? – zapytał Grazdan zo Grazdan Wulfa, który leżąc na piasku obserwował przez lunetę plażę, gdzie Ragnar właśnie rozmawiał z Maggario. Podobnie jak Żelazny Kapitan i jego ludzie na twarzy nosił chustę.
- Rozmawiają – odparł cicho Wulf, który widząc, że cudzoziemiec z Essos zsunął chustę z twarzy syknął w jego stronę – Załóż to z powrotem.
Grazdan już miał zaprotestować, po chwili jednak spojrzał w kierunku septona Jaggota, który leżał związany na ziemi, płacząc i skomląc z bólu. Do szyi miał przywiązany powróz, który trzymał w ręku najemnik zwany Brzeszczotem. Podobnie jak reszta załogi jego twarz zasłaniała chusta. Grazdan poszedł więc w jego ślady.
Z przeciwnej strony plaży nadbiegł jeden z ludzi Sealtrackera.
- Wulf! Nadpływają z drugiej strony, próbują nas otoczyć! – krzyknął zwiadowca
- Ludzie Tristana są na miejscu? – spytał Wulf a mężczyzna przytaknął.
- A co z „Zemstą Królowej Visenyi”?
- W dalszym ciągu nie przypłynęli. Kapłan nie dotrzymał słowa! –
- Nie kapłan tylko ten parszywy kapitan Thatch. Ragnar powtarzał by mu nie ufać.

***
- Ahabie, płyniesz w złym kierunku! – krzyknął zdenerwowany Eudor Firefly w stronę kapitana Thatch. Starzec z namaszczeniem gładził dziwnie połyskujący w słońcu kamień, który zgodnie z obietnicą, kapłan Utopionego zdobył dla niego podczas misji w Księżycowych Górach.
- Słyszysz kapitanie, musimy płynąć na zachód! Ludzie Sealtrackera na nas czekają!
- Wuju – szepnęła bratanica Eudora, Elise - On wygląda jakby oszalał!
Przestraszona mocniej przytuliła się do Williama, który syknął z bólu. Wciąż nie doszedł do siebie a rana na piersi jeszcze się nie zagoiła.
- Przepraszam kochany – westchnęła głaszcząc go po włosach. Will próbował odpowiedzieć uśmiechem, który miał uspokoić jego ukochaną, jednak nie był chyba zbyt przekonujący.
- Każdy pirat jest trochę szalony. Inaczej nie byłby piratem, prawda? -
- Powinniśmy byli zostać w Gulltown, Will –
- Powinniśmy byli wyjechać z Gulltown, ale nie wsiadać na ten statek – poprawił młody zarządca.
Eudor podszedł do Ahaba i złapał go za kołnierz płaszcza.
- Słyszysz mnie Thatch?! Zawracaj ten przeklętą łajbę z powrotem! –
W tym samym momencie kapitan wymierzył w twarz kapłana potężny sierpowy, który powalił Świetlika na deski pokładu. William podniósł się natychmiast z siedziska, lecz natychmiast dopadło do niego kilku żeglarzy z maczetami w rękach, którzy wymierzyli w niego ostrza. Wilk Elise, zamknięty teraz w klatce zaczął wściekle ujadać.
- Jesteśmy przyjaciółmi Ahabie! Na komnaty Utopionego, co ty wyprawiasz!? – krzyczał oszołomiony kapłan, ścierając sączącą się z nosa krew.
- Właśnie. Jesteśmy przyjaciółmi, więc mi pomożesz. Przygotować klatkę!
William spojrzał jak grupa żeglarzy uwija się przy kołowrocie zamontowanym na tylnej części statku. Z wody zaczął się wynurzać potężny łańcuch przerzucony przez pochylony maszt. Na końcu z wody wyłoniła się żelazna pordzewiała klatka.

***
- Dopełniłeś umowy, ja dopełnię swoją Przyprowadź tu Naggarisa i Feriona to oddam wam septona – rzekł Ragnar. Tyroshijczyk westchnął.
- Ty dalej nie rozumiesz swojej sytuacji Sealtracker, prawda? Nie masz pojęcia kim my jesteśmy -
- Mordercami, zdrajcami, skurwysynami . Sam sobie wybierz odpowiednie określenie Maggario –
Maggario niewzruszony uniósł dłoń pokazując pierścień, który nosił na palcu.
- Istnieje na świecie czterdzieści cztery takich pierścienie. Jeden z nich nosił mój pan, magister Faris. Był jednym ze Świadków Wiary, tak jak wcześniej jego ojciec, dziad i przodkowie, którzy żyli w górach Andalos. Jest potomkiem Hugona ze Wzgórza, proroka, który widział i rozmawiał z Bogami i został namaszczony przez nich na Króla. Hugon ożenił się i spłodził czterdziestu czterech synów. Każdy z nich przysiągł szerzyć prawdą o jedynych, prawdziwych Bogach a inne plugawe demony niszczyć i palić. Nasz zakon istnieje tysiące lat a na jego czele stoją potomkowie wielkiego proroka, namaszczeni i obdarowani łaską przez Siedmiu. Gdy Świadkowie Wiary umierają ich miejsce zajmują ich synowie i córki, którzy opiekują się zakonem Ręki Siedmiu. Chcieliście nas zniszczyć, ale nie mieliście pojęcia, że my jesteśmy wszędzie. Gdziekolwiek się teraz udasz Sealtracker, znajdziemy cię. Nie będziesz znał dnia ani nocy gdy spotka cię gniew Wojownika i sprawiedliwość Ojca.
Chce mnie zagadać, pomyślał Ragnar, próbuje sobie kupić czas.

***
Wiggan Strefice wiosłował w równym tempie razem z innymi zbrojnymi, cicho klnąc pod nosem. Nie podobał mu się plan Maggario. Miał wrażenie, że ten tyroshijski głupiec nie docenia Sealtrackera i jego załogi. Człowiek, który napada na Wielki Sept odbijając więźniów nie jest zwyczajnym żeglarzem. Wiggan powiedział to Maggario lecz ten go zignorował. Odkąd w mieście pojawili się siepacze sekty, którzy przejęli dowództwo nad ludźmi septona Jaggota i zaczęli mordować innowierców, Wiggan nie miał już właściwie nic do gadania. Ostatnie dni spędził zabijając zarażonych i ich rodziny. W życiu nie przelał jeszcze tyle krwi. Powinien się z tego powodu cieszyć, wszak bezkarnie pozbył się tych pogańskich skurwysynów i spalił ich boże gaje. Miał jednak złe przeczucia.
- Mocniej! – krzyknęła do wioślarzy jednooka Jocellyn Craft, kobieta która dowodziła akcją. Cztery niewielkie szalupy sunęły po falach w stronę kamienistej plaży. W każdej łodzi, znajdowało się po ośmiu zbrojnych oraz ich dowódcy, którzy za chwilę mieli otoczyć Żelaznych Ludzi i wyrżnąć ich co do jednego.

***
- Zbliżają się! – zwrócił się Aegon zwany Okiem Wodospadu do Tristana Riverfall. Tristan wyjrzał zza skały i zobaczył cztery szalupy sunące w kierunku plaży. Uśmiechnął się pod nosem - Zabijmy skurwysynów!
- Jeszcze nie – odparł Tristan wyczekując na odpowiedni moment. Sam był dosyć narwany, ale Aegon rwał się do bitki, nie bacząc na żadne konsekwencje. Kiedy przybył tu tydzień temu ze swoim ludźmi do Trapton, zamierzali zemścić się na sekcie atakując sept zabijając Jaggota. Plany się zmieniły gdy Ragnar dowiedział się, o aresztowaniu Tycho i Audera Feriona. Tristan i Ragnar uznali, że otwarta walka nie ma sensu i trzeba zrobić wszystko by odbić przyjaciół z rąk zakonu. Ragnar wysłał do Septu posłańca, który zaoferował wymianę a oprawcy zgodzili się na jego warunki.
Kiedy łodzie były już na tyle blisko by odróżnić poszczególne twarze wioślarzy, Tristan ryknął w stronę swoich ludzi, ukrytych za skałami.
- Zapalać! –
Po chwili groty strzał nasączone smołą i oliwą zapłonęły żywym ogniem. Kilkunastu łuczników wychyliło się z nad skał.
- Teraz! – wrzasnął Tristan.
W niebo poszybowały płonące strzały, które zaczęły spadać na łodzie zbliżające się do plaży. Szalupy natychmiast zajęły się ogniem podobnie jak część wioślarzy, która w potwornym wrzaskiem zaczęła wskakiwać do wody.
- Nabić strzały! – znów wydał rozkaz dziedzic Wodospadu – I strzelać! Nie oszczędzać nikogo!
Ludzie Riverfalla naciągnęli cięciwy łuków i znów posłali kilka tuzinów strzał w niebo. Ci którym udało się wyskoczyć z łodzi brnęli teraz w wodzie, kierując się w stronę lądu.

***
Wiggan widział jak Garth Łamignat, jego druh i przyjaciel, siedzący obok obrywa płonącą strzałą po czym z wrzaskiem rzuca się do morza. Kolejne strzały trafiały w kadłub i pokład łodzi, która natychmiast zaczęła się palić żywym ogniem.
Wiggan niewiele myśląc chwycił za topór i wyskoczył za burtę, podobnie jak reszta ocalałych. Poczuł w ustach smak słonej wody, po czym wynurzył na powierzchnie i zaczął płynąć w kierunku plaży. Dziękował Siedmiu, że założył jedynie lekką kolczugę, inaczej skończyłby już na dnie morza.
Nim zdążył zebrać myśli zauważył cień nad głową. Kolejny grad strzał spadał w ich kierunku, jeden z ludzi płynących obok Wigana zdążył jedynie cicho zacharczeć nim grot wbił mu się w czaszkę.
To koniec, pomyślał Wiggan, lecz dalej brnął przed siebie a kolejne strzały spadały zabijając jego towarzyszy.

***
Z wody na plażę wyłoniło się kilkunastu mężczyzn. Część po drodze zgubiła swoją broń, niektórzy jednak wciąż jednak byli gotowi do walki i mimo zmęczenia biegli w stronę łuczników.
- Na nich! – krzyknął Tristan po czym sam wyciągnął Riverblade i zeskoczył ze skały prosto na mokry piasek. Ruszył pędem w kierunku mężczyzny z mieczem, który przystanął na chwilę próbując złapać oddech. Widząc nadbiegającego wojownika przyjął obronną postawę. Gdy Tristan był już na wyciągnięcie ostrza, zamachnął się, lecz Riverfall sparował cios, odbił klingę po czym z wyskoku trafił podeszwą w klatkę piersiową przeciwnika powalając go na ziemię. Nim mężczyzna zdążył znów unieść miecz, Tristan zrobił zamach z nad głowy i umieścił ostrze w piersi rywala. Z ust mężczyzny buchnęła krew a on po raz ostatni zawył z bólu.
Riverfall wyciągnął miecz z ciała trupa, kiedy usłyszał wrzask. Kolejny ocalały rozbitek biegł na niego wściekle wymachując buzdyganem.

***
Wojowniku, daj mi siłę, by zabić choć część tych skurwysynów, krzyczał w myślach Wiggan. Gdy podbiegło do niego dwóch rudzielców z mieczami, Wigan rycząc wściekle zamachnął się toporem. Potworna siła jaką włożył w zamach wytrąciła miecz jednego z napastników z ręki. Drugi rzucił się na Sacrifice’a, lecz ten zdążył uciec w bok unikając pchnięcia. Rudzielec stracił równowagę co ten natychmiast wykorzystał i zamachnął toporem, tym razem w odwrotnym kierunku. Ostrze topora z łatwością przebiło się przez rudą czuprynę, czaszkę i mózg. Truchło padło na ziemię a Wiggan widząc, że drugi z przeciwników już podnosi miecz, doskoczył do niego, odkopał miecz po czym ciężkim cielskiem przywalił wroga i zacisnął ręce na jego gardle miażdżąc krtań.

***
Riverfall cofnął się gdy przeciwnik zaczął w szale kręcić buzdyganem, próbując trafić go w twarz. Kątem oka zauważył swojego brata, który biegnie w stronę wielkiego, masywnego mężczyzny duszącego jednego z jego ludzi. Buzdygan znów świsnął w powietrzu, tym razem Tristan się uchylił i szybkim prostym cięciem chlasnął przeciwnika w biodro. Ten jęknął przeciągle z bólu, przyklęknął i znów zrobił zamach. Za wolno. Tristan już był przy nim a ostrze Riverblade przeszyło gardło i wyszło z drugiej strony szyi.

***
Wiggan w szale dusił rudzielca, gdy zauważył nad sobą cień. Aegon Riverfall zamachnął się, Sacrife niewiele myśląc rzucił się w bok, przetoczył po piasku po czym chwycił za leżący na ziemi miecz. Nie zdążył się podnieść, gdy Riverfall znów zaatakował, tym razem cięciem z góry. Wigan uniósł ostrze w poprzek, klingi zderzyły się wydając metaliczny odgłos.
- Rozerwę cię na strzępy ty kurwi pomiocie! – wrzeszczał Aegon, kolejny raz uderzając z nad głowy. Wigan niewiele myśląc zrobił mocny wykop, trafiając przeciwnika w kolano. Kość zachrupała obrzydliwie a Riverfall wydał z siebie wrzask bólu. Stracił równowagę, jednak w dalszym ciągu atakował, rzucając wprost na Wigana. Ten wyprostował dłoń, w której trzymał rękojeść, nadziewając wroga na ostrze
- Nie!!! – usłyszał krzyk za plecami Aegona. Gdy ten padł na ziemię krztusząc się krwią Wigan zobaczył Tristana Riverfall, który już sadził potężne susy jego kierunku. Z trudem podniósł się z ziemi.
Tristan zaczął młócić swoim mieczem z valyriańskiej stali. Wiggan cofał się starając parować potężne ciosy. Nagle poczuł przeszywający ból. Pierwsza strzała trafiła go w ramię, druga w biodro, trzecia w łydkę. Łucznicy stojący kilkanaście metrów dalej nabijali już kolejne strzały.
- Zostawcie go, on jest mój! – wrzasnął do nich Tristan. Wigan padł na ziemię. Nie był w stanie utrzymać miecza, puścił rękojeść. Zamknął oczy. Za chwilę Nieznajomy przyjmie mnie w swoje objęcia…
Tristan uniósł miecz nad głową by zadać ostateczny cios.
- Zaczekaj! – usłyszał krzyk – Ragnar mówił by rannych brać żywcem!
Tristan odwrócił się, stał za nim Hermend Sand
- Potrzebujemy go żywego! – powtórzył bękart, służący na „Morskim Sokole”.
Tristan spojrzał na półprzytomnego Wiggana po czym odrzucił Riverblade i podbiegł do leżącego na ziemi brata.
- Aegonie…leż spokojnie, nie ruszaj się, za chwilę ktoś opatrzy ci ranę!
Aegon nie odpowiedział. Puste oczy wpatrywały się w błękitne niebo. Riverfall z trudem stłumił ryk, który obudził się w gardle.

***
Dwóch żeglarzy złapało Eudora pod ramiona i zaczęło ciągnąć w stronę żelaznej klatki. Kapłan szarpał się jednak nie miał szans przeciwko dwóch wyższym o dwie głowy osiłkom. W dodatku ręce i nogi miał skrępowane grubym powrozem. Kapitan Ahab otworzył drzwi do klatki i uśmiechał beztrosko do człowieka, który jeszcze parę dni temu miał go za przyjaciela.
- Dlaczego to robisz Thatch? – zapytał kapłan z wyrzutem.
Ahab pogłaskał błyszczący w słońcu kamień, po czym wsunął go do skórzanego worka przeplatanego rzemieniem.
- Widzisz Eudorze, kamień, który mi przyniosłeś jest tylko częścią przynęty –
- Jakiej przynęty, co ty bredzisz?
- Przynęty na krakena -
Eudor zaśmiał się nerwowo.
- Ty naprawdę wierzysz, że złapiesz tego potwora!? Oszalałeś Ahab, nikt od lat nie widział krakenów.
Kapitan uniósł rękę pokazując kikut, który kiedyś był dłonią.
- Uwierzyłbym ci gdyby ta bestia nie zrobiła mi tego. Jak na kapłana jesteś człowiekiem małej wiary. Wszak krakeny służą przecież twojemu podwodnemu panu.
Ahab podszedł do Eudora po czym zawiesił mu na szyi rzemień, do którego przywiązany był skórzany worek z kamieniem.
- Zrozum przyjacielu, ja nie żywię do ciebie urazy. Ale ty jedyny możesz mi pomóc.
- Niby jak?
- Napisane jest, że przynętą musi być człowiek. Żywy człowiek zanurzony w morzu. Paradoks prawda? Człowiek nie może przeżyć długo pod wodą. Ale są tacy którzy potrafią. Na Smoczej Skale mieszka błazen, który przeżył w oceanie kilka tygodni. Brat Balona Greyjoya, ten pieprzony kapłan też podobno zwiedzał Podwodne Krainy swojego Boga. I ty je widziałeś Eudorze, widziałeś a jednak wciąż jesteś wśród żywych.
Nim Eudor zdążył odpowiedzieć, żeglarze siłą wepchnęli go do klatki.
- Igrasz z siłami, których nie rozumiesz kapitanie! Nawet jeśli masz rację podwodnych bestii nie da się poskromić! Przekonałeś się o tym na własnej skórze!
Ahab Thatch nie odpowiedział, spojrzał tylko w kierunku burty, gdzie zamontowano wielki niczym wyrzutnia kamieni harpun.
- Ja nie chce go poskromić, ja chcę go zabić –
Ahab wydał swoim ludziom rozkaz, którzy zaczęli kręcić kołowrotem i opuszczać łańcuch z klatką do wody.
- Obiecaj mi, że nie zrobisz krzywdy mojej bratanicy i jej narzeczonemu! – krzyknął Eudor – Obiecaj mi to Thatch!
Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi gdyż po chwil żelazna klatka zniknęła pod wodą.

***
Maggario kontynuował swoją opowieść o Ręce Siedmiu jednak Ragnar go nie słuchał. Spojrzał dyskretnie kierunku wzgórza. Zobaczył krótki błysk odbity od soczewki. Potem następny. W napięciu czekał na trzeci sygnał od Wulfa. Gdy pojawił się ostatni błysk odetchnął z ulgą.
- Wiem Maggario, że próbujesz grać na czas – odezwał się przerywając wywód Tyroshijczyka – Ale to na nic, twoi ludzie, którzy próbowali nas otoczyć nie żyją.
Sługa magistra Farisa popatrzył na żeglarza zdziwiony.
- Nie wiem o czym…
- Darujmy sobie te konwenanse. Chciałeś mnie oszukać, ale ci wybaczam. By zapewnić cię o moich dobrych zamiarach, zwrócę ci septona i tych, których moi ludzie nie zdążyli jeszcze zabić. To dobry układ, radzę ci go przyjąć.
Maggario milczał przez chwilę, nerwowo zaciskając usta.
- Niech cię Siedem Piekieł pochłonie Sealtracker. Przysięgam, że cię znajdę, choćbyś się ukrywał nawet w Asshai.
- Nie wątpię, że będziesz próbował.
Maggario odwrócił się i krzyknął w stronę swoich żołnierzy. Po chwili ci podnieśli więźniów z kolan i przyprowadzili do Tyroshijczyka.
- Dobrze cię widzieć w zdrowiu Ragnarze – zaśmiał się szyderczo Ghaznak .Jego twarz była pełna świeżych trupów i siniaków a część palców na prawej dłoni połamana. Ferion również wyglądał na mocno poobijanego, ponurym wzrokiem patrzył na strażników.
- Szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o tobie – odparł Ragnar a Ghaznak wybuchnął śmiechem, co jeszcze bardziej poirytowało Maggario.
- Spełniłem swoją część umowy, oddajcie septona – warknął.
Ragnar wyciągnął zza pasa róg po czym nabrał powietrza w płuca i zadął wydając ciężki, przeciągły dźwięk.
Minęło parę chwil. Na pagórku pojawił się Brzeszczot, który ciągnął za sobą sznur, do którego przywiązany był septon Jaggot. Za Brzeszczotem szło kilku innych jeńców, prowadzonych przez ludzi Tristana Riverfall. Wszyscy prócz więźniów nosili chusty i rękawice, szczelnie zasłaniające ich ciała.
Zeszli z wydmy. Brzeszczot złapał za sznur, podciągnał Jaggota z ziemi i popchnął pod nogi Maggario. Septon płakał i krztusił się krwią, usiłując coś powiedzieć. Tyroshijczyk pochylił się nad starym kapłanem a gdy ten otworzył usta, przerażony cofnął się i z nienawiścią spojrzał na Ragnara
- Obcięliście mu język barbarzyńcy! –
- To taka mała zapłata za to co zrobił mojemu przyjacielowi – odparł spokojnie Ragnar spoglądając na Brzeszczota, który niewzruszony stał przyglądając się skomlącemu septonowi.
Septon Jaggot jęczał próbując coś powiedzieć. Maggario zwrócił się do swoich ludzi.
- Zabierzcie go na pokład i opatrzcie!
- Nie zapomnij o reszcie – odparł jeden z rudzielców, pokazując na krwawiącego z ran po strzałach Wiggana Strefice i dwóch innych ocalałych z rzezi żołnierzy sekty.
Gdy ludzie Tristana rozwiązali jeńców, ci kulejąc i potykając się ruszyli w stronę plaży.
- Teraz jesteśmy kwita Maggario. Nie próbuj nas ścigać bo stracisz jeszcze więcej ludzi – rzekł spokojnie Ragnar, po czym odwrócił się i ruszył ze swoimi towarzyszami w stronę pagórka.

***
„Zemsta Królowej Visenyi” sunął po falach oceanu, ciągnąc za sobą łańcuch, do którego przymocowano zanurzoną pod wodą klatkę. Elise wtuliła się ramię Williama płacząc. Daraeon w końcu nie wytrzymał i krzyknął w stronę kapitana.
- Zanurzyłeś go godzinę temu Thatch! Eudor już dawno nie żyje! Zakończ w końcu to szaleństwo! –
Tchatch wydawał się nie zwracać uwagi na swoich więźniów. Stał przy burcie obserwując horyzont.
- Słyszysz co do ciebie mówię!? To koniec, nie ma żadnego krakena, pogódź się z tym!
W tym samym momencie gdzieś w oddali rozległ się przeciągły niski ryk. Dźwięk ten przypominał trochę odgłos wieloryba, był jednak bardziej złowieszczy, jak stłumiony syk węża.
- Kapitanie, tam! – wrzasnął jeden z żeglarzy pokazując palcem w kierunku północy.
Kapitan Ahab nachylił się nad burtą po czym chwycił żeglarską lunetę. Fala, która sunęła w stronę statku wyglądała inaczej niż pozostałe, była większa a pod wodą zamajaczył jakiś jasny kształt.
- Na dymiące morze Valyrii, udało się! – wrzasnął stary kapitan po czym zaczął wydawać ludziom komendy. Wszyscy sięgnęli po kusze i łuki a on sam, z dwójką najsilniejszych marynarzy podbiegł do harpunu zaczepionego przy burcie. Żeglarze umieścili drzewiec, zakończony stalowym ostrzem, wielkim na dwie pięści.
Znów rozległ się ryk, tym razem wyraźniejszy i głośniejszy, wydobywający wprost z oceanu.
- Wynurzyć klatkę z wody! – wrzasnął Ahab do swoich ludzi, którzy natychmiast dopadli do kołowrota i zaczęli nim kręcić.
Klatka uniosła się z wody. Eudor leżał na jej dnie. Pokryty był glonami i mułem, jego ciało bezwładnie turlało się od jednej ściany do drugiej.
- Zabije nas wszystkich! – krzyknął William do Elise – Musimy coś zrobić!
- Ale co Williamie? Nie mamy nawet dokąd uciec!
Nim William zdążył odpowiedzieć, zauważył wielką śliską białą mackę upstrzoną przerażającymi, poruszającymi się jak rybie pyski przyssawkami. Macka przesunęła się wzdłuż uniesionej nad dziobem statku klatki. Zarządca rozdziawił szczękę, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Elise wrzasnęła przeraźliwie.
Ahab niewiele myśląc zasiadł na potężnym miotaczem harpunów i skierował go w kierunku rozbryzgującej się wody.
- No dalej ty pierdolona ośmiornico! – wrzasnął – Pokaż mi no się!
Tym razem ryk potwora był tak ogłuszający jakby całe niebo waliło się im na głowy. Z wody zaczęły wyłaniać się kolejne macki. Jedna z nich wsunęła się przez burtę statku. Żeglarz, który stał najbliżej nie wytrzymał i nacisnął spust kuszy. Grot odbił się od śliskiej skóry. Macka niczym wąż skierowała przyssawki w stronę mężczyzny, który przerażony wypuścił kuszę z rąk i próbował uciec. Ta wystrzeliła w jego stronę, oplotła w pasie i pociągnęła w stronę burty. William usłyszał dziki wrzask a potem plusk wody.
- Nie strzelać póki nie wydam rozkazu! – wrzasnął będący w wyraźnym amoku kapitan Thatch.
Tymczasem kolejne macki zaczęły wypełzać na pokład. Jakby wiedzione głodem przesuwały się w stronę żeglarzy, którzy cofali się w głąb statku celując z łuków i kuszy.
- Thatch! – wrzeszczał William choć jego krzyk niknął w huku przekleństw i okrzyków przerażenia – Thatch, pozbądź się klatki ty głupcze, pozbądź się klatki bo wszyscy zginiemy!
Kapitan stracił kontakt z rzeczywistością, skupił tylko na tym co działo się pod wodą, przy zawieszonej klatce. W pewnym momencie z wody wyłonił się biały korpus potwora. Starzec z językiem na brodzie wycelował a potem nacisnął spust. Harpun wystrzelił. Wielki żelazny grot poszybował ze świstem wbijając prosto w cielsko morskiej bestii.
Kraken znów ryknął, tym razem tak głośno, że wydawało się iż statek zaczyna po prostu pękać. Ludzie zatkali uszy, część z przerażenia zaczęła zbiegać pod pokład.
I wtedy zaczęło się piekło.
Macki zaczęły szybować nad pokładem i strącać kolejnych ludzi. Ahab w tym czasie z pomocą dwóch żeglarzy ładował już kolejny grot do machiny.
William zauważył jak jedna z macek sunie w ich kierunku. Elise piszczała przeraźliwie, w końcu podniosła się i chwyciła burty, gotowa wyskoczyć do wody. William złapał ją i pociągnął do siebie.
- Elise, posłuchaj mnie! Elise!!!
Musiał ją uderzyć w twarz by uwolnić ją z szoku.
- Elise, wiem, że potrafisz wchodzić w głowy zwierząt! Widziałem co robisz ze swoim wilkiem!
- O czym ty mówisz Williamie?
- Spróbuj uspokoić tego potwora!
- Zwariowałeś!?
- To nasza jedyna szansa, skup się, błagam!
Macka była coraz bliżej. Pozostałe, niczym gniazdo wielkich, białych śliskich węży, oplatały statek w poszukiwaniu ofiar. Kiedy jedna z macek ruszyła w kierunku kapitana, ten niewiele myśląc wycelował harpun w jej kierunku i wystrzelił. Grot przebił cielsko na wylot, potwór znów ryknął po czym wycofał ranny odwłok z powrotem do wody. Nagle statkiem zaczęło trząść. Macki oplotły kadłub.
- Zaraz przewróci statek i wszyscy zginiemy! – krzyczał Willliam – Zrób to Elise, wejdź w głowę krakena!
Elise zamknęła oczy. Wciąż drżała ze strachu, więc Will złapał ją za rękę.
Statek zaczął przechylać się na bok, kilku żeglarzy straciło równowagę i wpadło do wody.
- Uda ci się, uda!
Oczy Elise zaszły bielmem. W tym samym momencie jedna z macek uniosła się lekko do góry. A potem następna. Statek odzyskał równowagę.
Macki zaczęły się cofać aż w końcu po kolei znikać za burtą. Ahab spojrzał na wzburzoną wodę. Biały korpus zaczął zanurzać coraz głębiej aż zniknął w ciemnej toni, zostawiając jedynie plamę czarnej krwi.
- Co się dzieje!? – wrzasnął – Dlaczego on odpływa!?
Tymczasem ostatnie macki zniknęły już w morzu. Ahab odwrócił się i zauważył pogrążoną w transie Elise.
- Ty przeklęta czarownico! – ryknął po czym wyciągnął zza pasa krótki miecz i rzucił w stronę Williama i jego narzeczonej. William nie był w stanie zareagować, kapitan w kilka sekund znalazł się przy nim po czym uniósł miecz nad głową dziewczyny.
W tym samym momencie z nieba spadła sokolica. Wbiła szpony w twarz Ahaba, który wrzasnął przeraźliwie i wypuścił miecz z dłoni. William niewiele myśląc rzucił się szczupakiem po broń. Kapitan próbował chwycić drapieżnego ptaka, który trzepotał wściekle skrzydłami i rozdzierał szponami czoło i policzki. W końcu uniósł się do góry unikając wściekłych ciosów Ahaba. Mężczyzna wrzasnął przekleństwo. Gdy spojrzał w stronę Williama ostrze miecza już tkwiło w jego brzuchu.
William cofnął się przestraszony. Ahab z niedowierzaniem spojrzał na rękojeść wystającą z trzewi. Upadł na kolana i spojrzał z wyrzutem na młodego zarządcę.
- Chciałem tylko…chciałem…
Kapitan wydał ciche westchnienie i padł twarzą na mokre deski pokładu.
Żeglarze, którzy nie uciekli pod pokład, widząc, że ich kapitan właśnie został zabity ruszyli na Williama.
Zarządca wrzasnął ich w stronę cofając się.
- Widzieliście co się stało! Utopiony objawił swoją moc!
Wskazał na wciąż pozostającą w transie Elise.
- To bratanica kapłana! Kapłana którego zabiliście! Bóg przez nią przemówił, darował wam życie! Ugnijcie przed Utopionym kolana głupcy, albo będziecie na zawsze potępieni jak wasz kapitan, który podniósł rękę na świętą bestię Utopionego!
Marynarze popatrzyli na siebie. W końcu jeden z nich odrzucił nóż a w jego ślady poszli inni.
- Wyciągnijcie kapłana z klatki! –
Żeglarze posłusznie wykonali rozkaz Williama. Gdy klatka znalazła się na pokładzie, wyciągnęli Eudora ze środka. Firefly miał białą pomarszczoną twarz, leżał bez życia. William pochylił się nad nim i sprawdził puls.
- Williamie, co z nim? – usłyszał za plecami głos Elise, która właśnie wyszła z transu. Will natychmiast wstał i mocno przytulił narzeczoną.
- Nic ci nie jest?
Zaprzeczyła kręcąc głową, widząc martwego wuja klęknęła przy nim i zaczęła płakać.
- Jest teraz razem ze swym Bogiem – westchnął Will - Ucztuje w jego komnatach.
Nagle Eudor kaszlnął. Potem drugi raz, aż zaczął się krztusić z jego ust zaczęła wylewać się mętna, brudna woda. Will popatrzył zszokowany na narzeczoną, po czym nachylił się nad kapłanem i zaczął go cucić klepiąc po policzkach.
- Eudorze obudź się, już po wszystkim, słyszysz mnie?
Eudor otworzył oczy po czym spojrzał na siostrzenicę i jej narzeczonego. Ta mocno przytuliła się do niego, płacząc. Kapłan spoglądał w niebo i patrzył na sokolicę, która szybowała nad okrętem zataczając okrąg. Uśmiechnął się sam do siebie.
- Dobrze się ucztować w podwodnych komnatach, ale czasem chciałbym się znaleźć w przestworzach tak jak ona –

***
Szalupy, na których znajdowali się odbicie więźniowie dobiły do ukrytego w zatoczce statku. Kiedy Ragnar i reszta załogi znaleźli się na pokładzie, Sigurd zdał szybki raport.
- Co z kajutą septona? – spytał kapitan
- Zniszczyliśmy i spaliliśmy wszystko tak jak kazałeś. Potem wyszorowaliśmy dokładnie pokład –
Ragnar przytaknął po czym kazał zająć się rannymi ludźmi Tristana, którzy ucierpieli podczas starcia na plaży.
Auder Ferion zauważył swojego przyjaciela, który siedział pochylony nad zwłokami swojego brata Aegona.
- Tristanie, tak mi przykro… Poświęcił życie bym ja mógł zachować swoje, do końca swych dni będę o tym pamiętał –
- I ja będę pamiętał kto to zrobił. I pewnego dnia opłacę krwią za krew – szepnął Riverfall, po czym uścisnął dłoń Audera – Cieszę się, że żyjesz.
- Obaj mamy rachunki do wyrównania. Hoster Riverfall nie doczeka ślubu swojej córki, już ja tego dopilnuję.
Sigurd nastawiał Ghaznakowi złamane palce. Yunkijski kapitan co chwila krzyczał z bólu wrzeszcząc najgorsze przekleństwa w swoim rodzimym dialekcie.
- Drzesz się jak baba – uśmiechnął się Grazdan podchodząc do kapitana - A może te parchy zrobili cię eunuchem, co?
- Nawet jakby mnie wykastrowali miałbym większego kutasa niż ty –
Yunkijczycy zaśmiali się, tym samym momencie, Sigurd chwycił za kolejny palec i Ghaznak jęknął z bólu.
- Jesteś największym głupcem jakiego znam – dodał po chwili
- Ten głupiec uratował ci życie –
- Ile razy ci to powtarzałem? Ryzyko jest przereklamowane, najlepsza jest zawsze tchórzliwa ucieczka.
- Będę pamiętał następnym razem jak znów dasz się złapać – uśmiechnął się Grazdan.
- Żałuję tylko, że tym skurwysynom się upiekło. Damon Arryn podobno też nie żyje, interesy szlag trafił, a już mi się to zaczęło podobać.
- Co do tych skurwysynów – odezwał się Ragnar, który wyszedł właśnie na pokład – To raczej im się nie upiekło.
- Co masz na myśli? I o co chodzi z tymi chustami?

***
Septon Jaggot leżał w kajucie kaszląc i krztusząc się krwią. Gdy Maggario nachylił się nad nim z obrzydzeniem poczuł na swoim policzku drobinki czerwonej flegmy.
Septon cały czas rozpaczliwie machał rękami.
- Dlaczego nie powstrzymasz krwawienia? Nie widzisz że jest ranny, odcięli mu język! – syknął Tyroshijczyk do maestra, który zajął się rannym septonem.
- Panie, ale on nie krwawi z języka. Zobacz – pokazał kikut– blizna jest wypalona.
Maggario widząc rozpaczliwy wzrok kapłana w końcu podszedł do sekretarzyka, chwycił pióro i papier i włożył do drżącej ręki kapłana.
- Co chcesz nam powiedzieć septonie? –
Jaggot zaczął pisać. Kiedy w końcu przekazał Maggario, kartkę, ten zbladł.
„Zarazili mnie dyzenterią. Wszyscy umrzemy”.

KONIEC.
Umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia.

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Wróć do „Gra Wyobraźni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość