Game of Thrones S04E10

Moderator: Nocna Straż

Jak oceniasz odcinek:

1
4
4%
2
4
4%
3
11
10%
4
33
31%
5
27
25%
6
28
26%
 
Liczba głosów: 107

goorn
Poziom 1
Rejestracja: 27 maja 2014, o 00:08

Postautor: goorn » 20 cze 2014, o 22:09

Pierwszy post tutaj, witajcie.

O ile czwarty sezon kilka razy przyjemnie mnie zaskoczył, czy to wspaniałą sceną procesu, pojedynkiem Góry ze Żmiją, czy całkiem przyjemną batalią o Mur, o tyle przez prawie cały ostatni odcinek przecierałem oczy ze zdumienia, że można tak spaprać wspaniały materiał.
Paradoksalnie, jedyne co trzymało poziom, to sceny z Deanerys, mimo, że to jeden ze słabszych wątków (nawet w książce). Wszystko było sensowne, widać było po niej, że przeżywa, ładna emocjonalna scena.

Początek z robieniem zombie z Góry i sekwencja ze Stannisa również bardzo spoko. Niestety, kiedy się zaczęły ważniejsze sceny, zrobiło się dziwniej.

Bran i kompania - serio? Szkielety wyskakujące z ziemi i mały elf ciskający fajerbolami? Wyglądało to co najmniej komicznie i zupełnie nie pasowało do klimatu serialu, coś okropnego. Do tego idiotycznie nielogiczna śmierć Jojena - skoro Wrona obserwował ich przez cały czas i wiedział co się stanie, to mógł wysłać elfkę z ognistymi kulami pół minuty wcześniej, zanim go zadźgali. Ale nie, bo nie, bo niby czemu.

Spotkanie Brienne z Ogarem - już pominę milczeniem ilość kretynizmów nagromadzonych w tym wątku w tym sezonie, trudno, taki mieli pomysł. To, że trafiają w wielkim Westeros akurat na siebie, też trudno, w serialu to normalne (vide Bran na ogromnej przestrzeni północy trafiający akurat na chatę Crastera). Walka emocjonująca, chociaż cholernie głupie było to, jak się zaczęła (opiekujesz się nią? tak! no to fruu) ale to co po walce...
Kreują w tym wątku relację mistrz-uczeń, widać było, że się zwyczajnie polubili, on ją uczył, ona mu pomagała, generalnie widać było jakąś chemię w tym duecie. I na koniec nagle Arya zimna zła kobieta, zupełnie bez przyczyny (chwilę wcześniej, przed walką, Ogar głośno mówi, że się nią opiekował!) nie chce mu nawet ulżyć w ostatnich chwilach. W książce to co nią kierowało było wyraźnie nakreślone, tu działa wbrew wszystkiemu co w serialu wymyślili. Zauważmy, że nawet zanim Ogar zaczął ją prowokować, tylko mu się paskudnie przyglądała ;P głupie, głupie.

I w końcu Tyrion. Jak można było tak zmasakrować tak wiele znaczące wydarzenie w Sadze? Gdzie ta kłótnia, po której szarpany wątpliwościami Jaimie odwraca się od Cersei i układa sobie wszystko w głowie na nowo? Przecież to był najważniejszy moment dla motywacji nim kierujących. Straszliwie spłycają psychologie postaci w tym serialu, czasami w niezrozumiały sposób.

No i sam karzeł. Jak można było zapomnieć o Tyshy? Po co była ta historia przytaczana w serialu, skoro później zupełnie to wyrzucili? Jaki sens ma w serialu wszystko co robi Tyrion w finale? Tu znowu ogromny cios w psychologię postaci, przecież jedyne o czym on potrafi myśleć przez następne dwa tomy, to pytanie "gdzie odsyła się k*?" i to ta historia łamie Krasnala.

E tam :(

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.



Wróć do „Sezon 4”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość