Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Moderator: Nocna Straż

Jak oceniasz odcinek "Battle of the Bastards"?

1
5
7%
2
9
13%
3
11
16%
4
9
13%
5
17
25%
6
16
24%
 
Liczba głosów: 67

Asiek
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 22 cze 2011, o 13:07

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Asiek » 21 cze 2016, o 11:56

Na ogół krytyka sprowadza się do bardzo poważnych błędów, dziur fabularnych i słabych rozwiązań których nie da się wytłumaczyć inaczej niż dramą fabularną. Najlepszym przykładem niech będzie ukryta armia Sansy, która wymieniona podczas negocjacji z Ramseyem mogła zupełnie zmienić przebieg bitwy. Ba, bitwy mogłoby nie być bo trzymani w ryzach strachem Północniacy pewnie poważnie przemyśleliby sprawę walki za Ramseya.


ale czy Sansa miała 100 proc. pewności, że wojska Doliny pojawią się pod Winterfell? IMHO nie. A doświadczenie życiowe mogło ją nauczyć, że lepiej się nie wyrywać przed szereg i lepiej trzymać asa w rękawie. Zwłaszcza jak się rozmawia z kimś pokroju Ramsaya. LF ma swoją reputację, ma swoje zalety, ale raczej kojarzy się z osobą działającą rozważnie, a nie z kimś na kim można w ciemno polegać.

Kłótnię i nerwówkę przed bitwą kupuję w ciemno, rozmawiałyśmy o tym z dziewczynami i jest to tak ludzkie że aż krasnoludzkie ;) Zagubionego Jona, który jest cieniem chłopaka walczącego o Czarny Zamek również kupuję. Znów, to jest bardzo ludzkie, począwszy od "idioto..." pod własnym adresem jakie Jon ma wypisane na twarzy przy szarży, aż po plany 'nie dajmy się okrążyć' przed bitwą i "ooops". Twórcy serialu mają plusa za to, że nie robią z JS niepokonanego bohatera, który doskonale wie jak się zachować w każdej sytuacji, a nad swoim własnym zmartwychwstaniem przechodzi do porządku dziennego ;)

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


alosza
Poziom 1
Rejestracja: 22 lip 2015, o 19:28

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: alosza » 21 cze 2016, o 12:05

Chodzi mi nie tyle o argument "książka lepsza niż serial", ale o wytłumaczenie własnej obecności i aktywności w wątkach serialowych oraz nocnym campieniem na odcinek tym, że się lubi książkę, a serial się ogląda "tak o", "jako dodatek", "przerywnik w oczekiwaniu na książkę". Zbyt wielka determinacja, bym mógł to sobie racjonalnie wytłumaczyć takim uzasadnieniem.

Co do Sansy, to cholera wie, o co scenarzystom chodzi. Pewnie rzeczywiście nie ma głębszego uzasadnienia, niż humory, próba pokazania wydoroślenia, ale no niestety w tym zakresie nie wyszło. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie Sansa jest w tym sezonie strasznie antypatyczna, ciężko mi się ją ogląda.

Emo Jona rozumiem. Wiadomo, że nie takiego chcemy go widzieć, ale rozwój jego postaci jest racjonalny (zupełnie nie mówię teraz o berserku, bo to co innego). Poniewierany przez macochę, z rodzeństwem różnie bywało, wysłano go na Mur, tam znalazł swój świat, Benjena, wkręcił się i był politycznym wizjonerem. Bo tak to trzeba nazwać. Pomysł przeciągnięcia Dzikich na stronę NW lub po prostu - żywych, to jednak coś, co wyprzedzało w zakresie idei to, co mieli do zaproponowania bracia z NW. Nawet Mormont mógłby nie mieć jaj na próbę przeforsowania tego. Tylko że na poziomie wykonania Jon poniósł absolutną klęskę, zaorano dzikich, zaorano prawie całkiem straż, zabito go, zdradził go "młodszy brat". Decyzja porzucenia Nocnej Straży to bardziej coś na zasadzie hm... nawet nie chcę tu wykropkowywać przekleństw, a brakuje mi określenia, więc napiszę, że na zasadzie: "a kij wam w oko, bez łaski". No i idzie na Winterfell, wplątano go w intrygę, która kompletnie nie jest jego bajką, nie był na to przygotowany. Poszedł dlatego, bo Ramsey zaczął mu zygać. Taka jest prawda. Tylko że po co to wszystko? Co dalej? Co ma niby z tym zrobić? Pamiętajmy, że jego świadomość dziedzictwa Targaryenów jest żadna (nie mówiąc, że wątpliwa). Ma świadomość zagrożenia za Murem, nie wie czy on teraz odkurzy ten motyw, czy nie, ale jeszcze przecież będzie się musiał handryczyć z Południem. Naaah... póki co to jest kreacja bez pomysłu na siebie i taka powinna być w tym momencie fabuły. Oczywiście liczę, że dadzą mu teraz jakieś sensowne motywacje na ogarnięcie się i że zobaczymy go innego w przyszłym sezonie.

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Nettles z Gór » 21 cze 2016, o 12:15

Pojawił się wywiad z Miguelem Sapochnikiem na temat bitwy bękartów:
http://www.ew.com/article/2016/06/19/ga ... e-director

Panowie David i Dan naprawdę chcieli zrobić z Jona Bohatera-Idiotę a zatem pozostaje tylko pogratulować realizacji celów. :lol:

The strategy and tactical aspect was a key thing for David and Dan. They wanted to specifically focus on that so that we could really see the way Ramsay ensnares and outguns Jon in the almost exactly the way the same way Davos had planned to defeat the Bolton army.


Planując bitwę wpadli na pomysł by oprzeć się na Agincourt, ale zmiany budżetowe i wynikające z toku opowieści zmusiły ich do przesunięcia się w stronę bitwy pod Kannami. Ja przepraszam, ale to co im wyszło jest raczej dość odległe od pierwowzorów.

A szkoda, bo mają dobrą ekipę, która potrafi zrobić fajne rzeczy, tak pod względem wizualnym, jak i pracy z końmi, czy szermierki. Szarża jazdy Boltonów była pierwszą jaką widziałam, gdzie było pokazane ścieśnianie szeregów w galopie i przejście ze skróconego galopu w wyciągnięty dopiero tuż przed przeciwnikiem. Plus używanie lanc w walce. Ten króciutki kawałek od momentu gdy Jon wstaje z ziemi do chwili gdy jazda wpadła na siebie oglądałam chyba z 10 razy, a za pierwszym razem był uśmiech od ucha do ucha.
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Il Biondo » 21 cze 2016, o 12:36

W kwestii Jona zgadzam się z aloszą, dla mnie on w gruncie rzeczy zachowuje się dość prawdopodobnie psychologicznie (minus oczywiście ta desperacja z początku bitwy). Ta jego depresja pozmartwychwstawcza jest w sumie niezłym zabiegiem i ja to kupuję, że nie stał się ani mściwy, ani epicki... Tylko zmęczony i smutny.

Jeżeli chodzi o Sansę, no właśnie to jest w GoT takie irytujące. Ogólnie odnoszę wrażenie takie, jak odniósł Mike. Sansa kisi tę tajemnicę z Doliną właściwie kij wie czemu. Tzn. na poziomie meta wiadomo, że chodzi o spowodowanie niespodzianki z armią Doliny (co w ogóle nie było warte, przecież chyba każdy pamiętał o Dolinie - jakby Sansa przypomniała Jonowi i wyraziła wątpliwości, efekt dalej pozostałby taki sam), ale na poziomie psychologii zupełnie to nie gra. Owszem, Sansa nie miała pewności czy LF przybędzie z odsieczą, ale dla mnie to jest już dopowiadanie motywów Sansy i łatanie dziur. Przecież wystarczyło w piątym odcinku nie urywać nagle dialogu z Brienne, która zadaje sobie to samo pytanie, co widz przed ekranem - dlaczego nie powiedziałaś tego Jonowi, Sanso? Dowiedzielibyśmy się czemu, może nie byłoby idealne wytłumaczenie, ale przynajmniej jakieś. A D&D ucinają scenę, co mnie utwierdza w przekonaniu, że sami nie wiedzą. xD A w Inside the episode Dan Weiss bodajże mówił, że Sansa niemówiąca Jonowi o tym świadczy o tym, jak wiele jest w niej z Littlefingera :roll: Chyba tego po amputacji mózgu. Dlatego mnie to irytuje. O ile samemu się dopowiada i robi to sens (tak jak słusznie przewidywaliśmy zachowanie Marg czy Cersei, tu dopowiastki mają pokrycie w tym co widzimy), tak w kwestii Sansy to jest doszukiwanie czegoś, co autor miał na myśli, choć tak naprawdę nie miał. Chodziło tylko i wyłącznie o zaskoczenie z Doliną, a Sansa zachowywała się głupio, bo scenariusz tego wymagał. ;)
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

maciupka
Poziom 4
Awatar użytkownika
Rejestracja: 12 paź 2014, o 18:16

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: maciupka » 21 cze 2016, o 13:26

A mi się wydaje, że Sansa po prostu zaczęła głównie dbać o własny tyłek. Bitwa o Winterfell to jej pomysł- zmartwychwstały Jon przechodzi lekkie załamanie (no i mu się nie dziwię), kryzys wiary, czy jak to nazwać i najchętniej wyjechałby na południe sadzić winogrona, czy łowić ryby. Ale nie, Sansa chce odbić dom, powołuje się na rodzinę, no to dobry, szlachetny Jon odnajduje w sobie starszego brata i deklaruje pomoc. Potem mamy tą rozmowę (pomijam już tele-burdele) z LFem, którą Sansa zachowuje dla siebie- z perspektywy czasu odbieram to tak, że dziewczyna chciała mieć jakiegoś asa w rękawie i już od tego momentu prowadzi drugą grę na własną rękę. Szukanie sprzymierzeńców- mamy sfochowaną Lady Stark, która wydaje się liczyć na to, że cała, wykrwawiona Północ rzuci wszystko i stawi się na wezwanie żony Boltona i jej brata- bękarta i dezertera z Nocnej Staży (chyba, że wieść o śmierci i powrocie Jona jest powszechnie znana, ale wtedy dziwne, że wszyscy mają w to wylane). No i kolejne wylewanie żali na Jona- za mało ludzi, za mało czasu- jakby to szarżowanie na Ramsaya było jego pomysłem. A na koniec anonimowe wysłanie kruka- bo mniejsza, że być może zginą tysiące walczących za nią ludzi, ona ewentualną odsiecz musi zatrzymać dla siebie- to jej gra. No i to piękne zmycie się na początku bitwy, by "o wschodzie słońca" nadjechać jak wybawienie w towarzystwie PedoFingera i wojsk Doliny. Mniejsza, że Jon mógł tego nie przeżyć, grunt, że jej tyłek został ocalony.
I o ile rozumiem, że dziewczyna przeżyła piekło i chce się za wszelką cenę bronić, to totalnie nie rozumiem jej podejścia do Jona. Chyba, że brat znowu spadł na pozycję bękarta, który nic nie wie i w sumie do niczego nie ma praw.
W tym momencie serialowa Sansa zaczyna mi przypominać Cersei.
" A wszystko to jest identycznie trwałe jak numer telefonu na pudelku zapałek... "

Dzięcioł Czarny
Poziom 5
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 cze 2011, o 18:52

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Dzięcioł Czarny » 21 cze 2016, o 18:29

przepraszam, poprawcie mnie jeśli się mylę, ale czy nie zabito dziś ostatniej dobrze wykreowanej i granej postaci w serialu? Ramsaya Bastarda Boltona ? Shame of You D&Dupki.


Ależ skąd. Oczywiście Ramsay był dobrze grany w perspektywie scenariusza ale wymyślony był w sposób koszmarny, całkowicie sprzeczny z duchem sagi i książkowego Ramsaya. Ramsay serialowy to fajny psychopata, Joker, dowcipniś, młodszy brat Hannibala Lectera. A jeśli George Martin coś zrobił naprawdę dobrze w swej sadze, to pokazał wielkie kłamstwo popkultury - psychopaci nigdy nie są fajni. Psychopaci to plaga wcielona w człowieka.
I za to George'owi chwała a dedekom hańba.


Euron jest jeszcze lepszy od Ramsay'a, bo jest świetnym politykiem i nie jest okrutny kiedy sprawę można rozwiązać delikatnie.


Kolega jak rozumiem nie czytał ujawnionego rozdziału Wichrów ;)

W serialu nikt nie wspomina o przesmyku, o mapie Westeros itd.


Oczywiście, że wspominają. W 4 sezonie Roose musi bagnami przedzierać się na Północ, a potem każe odbić Fosę Ramsayowi.

Danka miała pewnie na myśli tradycyjny zakaz łupienia pozostałych siedmiu królestw, a poza tym ewentualne przejście na handel też da się przeforsować choć pewnie z trudem.


Tak w ogóle to ojcu Balona prawie się to udało. Zakazał thralldomu, zakazywał łupienia, chciał się przerzucić na handel i silne związki z kontynentem.

Krótko mówiąc, Loras w książce może nie jest karykaturą kogoś całkiem niestałego i rozpustnego, ale niczym też nie zadziwia i wpisuje się w inne przesądy. W przeciwnym wypadku wiara nie złapałaby go i nie więziła.


Aaaale... Loras książkowy nie został uwięziony. Loras książkowy wyruszył zdobyć Smoczą Skałę...
Never compromise. Not even in the face of Armageddon - Rorschach

Nie mam żadnych szans ale muszę je wykorzystać - Herbert Achternbusch

Tywin
Poziom 7
Rejestracja: 13 sie 2014, o 18:34

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Tywin » 21 cze 2016, o 21:11

Co do zakazu Danki to ja rozumiem to tak, że zakaz łupienia będzie obowiązywał po wojnie i tylko terenów Siedmiu Królestw. Nic nie ma o Letnich Wyspach, Sothyros, Essos itd.
Kreacja Yary mi nie przeszkadza, nie widzę w serialu feministycznych lewicowych spisków, a słabe prowadzenie postaci. Zresztą gdyby chcieli feminizmu w serialu to gdzie Arianne najbliższa chyba feministycznemu ideałowi, następczyni ojca, piękna bez zahamowań seksualnych i to w Dorne najbardziej liberalnym królestwie ? Tymczasem skopano właśnie najbardziej lewicowe postacie. I nie uważam że wynikało to z jakiejś próby przegięcia w tych poglądach, po prostu scenarzyści kiepscy i już.
A co do bitwy bękartów to opierano się na Kannach i Wojnie Secesyjnej choć to drugie to nie wiem gdzie.

Margaery
Poziom 4
Awatar użytkownika
Rejestracja: 6 sie 2014, o 10:48

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Margaery » 21 cze 2016, o 22:10

*Ostrzeżenie*
Post może zawierać duże ilości sarkazmu, ironii i subiektywnych odczuć oraz śladowe ilości hejtu. Osoby uczulone zalecam wcześniejszą konsultację z lekarzem lub farmaceutą.
*Ostrzeżenie*

W tym odcinku, prawdę mówiąc, nie podobało mi się prawie nic. Po prostu. Chyba tylko rozmowy Tormunda z Davosem i Jona z Melisandre jakoś nie mierziły mnie aż tak bardzo. W przypadku reszty - cóż, dość powiedzieć, że aż mnie głowa rozbolała, ponieważ tak często uskuteczniałam facepalmy.
Sansa zachowująca się jak rozpieszczona nastolatka, której nie pozwolono iść na imprezę, więc ma focha na cały świat.
*scenka rodzajowa*
Sansa: Nie wpadłeś na to, że ja mogłabym ci coś doradzić?
Jon: Nie wpadłaś na to, że mogłabyś się po prostu odezwać, jeśli masz coś do powiedzenia?
Sansa: ...
Jon: No, powiedz, co możemy zrobić!
Sansa: Ja nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem. Nara!
Jon: ... Ej Sansa, a nie masz może gdzieś w pobliżu jakiegoś ziomka z armią?
Sansa: Nieee, skąd ci to przyszło do głowy?
*koniec scenki rodzajowej*

Daenerys Miłosierna, która jak ma z kimś problem, to by od razu ukrzyżowała, spaliła i Chlor wie, co jeszcze by zrobiła.
Tyrion jakiś taki strasznie małostkowy się zrobił, wrzucając tak bezczelnie na Theona. W końcu on sam jest kryształowy i nigdy w życiu nic złego nie uczynił.

*Bitwa o Winterhell*
scenka rodzajowa nr 2
Tormund: Jon, pamiętaj, nie rób nic głupiego.
Davos: Dobrze gada, polać mu.
Jon: ... *robi coś głupiego*
Tormund & Davos: Well, f*ck. *idą ratować tyłek Jona*
Armia Starków: Ojejku, chyba nas chcą otoczyć, popatrzmy jak to robią...
Umber z towarzystwem: Góra trupów, zróbmy z nich zjeżdżalnię!
[s]Rohirrimowie[/s] Armia Arrynów/Littlefingera: Dobra, panowie, koniec zabawy!
koniec scenki rodzajowej nr 2

Ciekawe skąd Sansa dowiedziała się o ubiegłotygodniowym planie żywieniowym (a raczej jego braku) psów swojego męża...
No i czekam, aż w przyszłości nastąpi scenka rodzajowa nr 3 (chociaż pewnie nie nastąpi :<)
Littlefinger: Słuchajcie, spoko, że odzyskaliście Winterhell...
Sansa: To w końcu nasz dom!
Jon: Obiecałem Sansie, to co miałem zrobić? <smutnyjon.psd>
Littlefinger: Tak, tak, ale wiecie, król Tommen dał zamek i tytuł namiestnika Północy mnie, więc generalnie to zabierać manatki i wypad.

*Uwaga, zwiększona dawka sarkazmu!*
Miałam dać 2, ale jak popatrzyłam na wyniki, to jednak dałam 1, żeby trochę te szóstki zniwelować. ;)
Obrazek
I'm dead set on a getaway

Araneae
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 maja 2015, o 22:59

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Araneae » 21 cze 2016, o 23:50

Margaery pisze:No i czekam, aż w przyszłości nastąpi scenka rodzajowa nr 3 (chociaż pewnie nie nastąpi :<)
Littlefinger: Słuchajcie, spoko, że odzyskaliście Winterhell...
Sansa: To w końcu nasz dom!
Jon: Obiecałem Sansie, to co miałem zrobić? <smutnyjon.psd>
Littlefinger: Tak, tak, ale wiecie, król Tommen dał zamek i tytuł namiestnika Północy mnie, więc generalnie to zabierać manatki i wypad.

Też na to czekam. Jednak nie bez przyczyny Tyrion wspomniał o wciąż jeszcze niezrealizowanym planie tatusia Denerys. Może przyleci okopcony kruk z nadpalonym piórkiem i okaże się, ze jednak należy postawić na Starków ;)

Castellano
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 sie 2014, o 00:20

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Castellano » 22 cze 2016, o 16:34

Możliwe, że się czepiam, ale...
"Winter is coming" powiedzieliby Starkowie, gdyby nie zapomnieli swojej dewizy. Jednak czy na prawdę ona nadchodzi? Od bitwy Stanisa z Ramseyem minęło kilka miesięcy, ponad rok? Strzelam, jednak można by to było łatwo obliczyć patrząc na mapie i licząc miejsca, która Sansa z Jonem odwiedzili by "zbierać armię" licząc przy tym dni/tygodnie jaką drogę przebyli od punktu a do b. Anyway, minęło kilka miesięcy, a zimy brak. Na co obstawiacie zakłady? Czy to dalej czary-mary działają naszej pięknej Mel po spaleniu(czegoś tam, czy kogoś tam), czy może ocieplenie klimatu? Bo w sumie winter should come soon, right?
Proud to be Polish

Venomous
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 26 mar 2014, o 22:18

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Venomous » 22 cze 2016, o 18:33

Fakt to, że gdy Stannis obozował pod Winterfell było mnóstwo śniegu a gdy obozowała armia Jona kilka miesięcy później to go już prawie nie było nie wygląda dobrze. Na pocieszenie jednak dodam, że "kalendarzowa" zima nadciągnie prawdopodobnie w następnym odcinku, ponieważ na trailerze widzimy białego kruka zmierzającego w kierunku Winterfell a jak wiadomo taki kruk oznacza tylko jedno ;)
"Elia Martell, Princess of Dorne, you raped her. You murdered her. You killed her children."

Hathor
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 cze 2015, o 10:52

iRe: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Hathor » 22 cze 2016, o 19:33

Mimo różnych dziwnych i głupich rozwiązań oraz scen typu samotna szarża Jona na armię Ramseya, brak broni czy zbroi dla Wun Wuna, Rickon biegnący prosto i takie tam, które zostały tu wymienione odcinek podobał mi się. Dał dużo satysfakcji, gdy w końcu proporce Starków zawisły w Winterfell, a Jon obił buźkę Ramseya. Wcale się nie dziwię, że Sansa uśmiechała się pod koniec. Sama szczerzyłabym zęby na jej miejscu.
W końcu podobał mi się wątek Daenerys. Jedyne co mnie irytuje to jej nieumiejętność podejmowania samodzielnych decyzji, jak podczas sceny z Yarą. Tyrion musiał jej kiwnąć jak ojciec córce, która chce ciastko.
Sam fakt że podobał mi się tu jej wątek i zachwycałam się nad smokami wcale nie dotyczy mojego wieku czy szkoły do której chodzę, bo bycie nastolatką mam już za sobą. To samo dotyczy całokształtu odcinku i nawet serialu - jest tu dużo wpadek i dziwnych rozwiązań, ale nie znaczy to że jestem deklem, skoro serial mi się podoba i lubię go oglądać, także North Wolf wstrzymaj się z takimi komentarzami obrażającymi innych.
TeamDragons
Dracarys!
Obrazek

Vivien
Poziom 8
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 cze 2013, o 09:25

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Vivien » 23 cze 2016, o 00:47

Mam nadzieję, że nie było - bardzo ciekawy wywiad z osobą, która faktycznie jest wojskowym i oceniła całą strategię w tym odcinku. Dla mnie jako osoby, która się nie zna, czytało się fajnie: http://www.vulture.com/2016/06/battle-of-the-bastards-game-of-thrones-historical-accuracy.html?mid=twitter_vulture

Rzecz, która mnie najbardziej zaciekawiła, to ocena rozkazu Ramseya, by strzelać w środek bitwy, ryzykując utratę swoich. Okazuje się, że coś podobnego miało już miejsce i to w sadze (!) podczas bitwy nad Zielonymi Widłami, gdy Tywin walczył przeciw Roose'owi. Mamy tam Tyriona, który gdzieś w środku bitwy obserwuje spadające na nich strzały i nie jest on w stanie powiedzieć, skąd one pochodzą. Okazuje się, że strzelano na rozkaz Roose'a, który najwyraźniej chciał osłabić wojsko, któremu sam dowodził (swoich własnych ludzi trzymał oczywiście w odwodzie). Oczywiście to jest fantasy. Gdyby w realnym świecie Roose czy Ramsey odwalili takie coś, wojsko by się zbuntowało.

Co do Rickona okazuje się, że według tego wojskowego jego bieg na wprost jest mimo wszystko taktycznie uzasadniony. Logika jaka za tym przemawia jest taka, że po prostu szybciej oddalasz się od zasięgu strzały.

Kolejna sprawa to sposób w jaki Ramsey otoczył Jona. Jest to porównane do bitwy pod Kannami, ale w wywiadzie nie ma niestety odpowiedzi na pytanie, które tutaj w temacie już padło
alosza pisze:5) Piechota Boltonów. Co to było?

Okazuje się, że odpowiedź na to ma sam reżyser. Otóż nie ma to chyba żadnego historycznego odpowiednika i próżno szukać. Początkowo w skrypcie miała to być jazda konna oskrzydlająca Jona, ale cóż - budżet. Coś tam gadał, że gdyby użyli koni, musieliby pokazać większe pole bitwy, więcej martwych ciał, więcej potyczek w tle, no ogólnie zbyt drogo i stąd też ta dziwna formacja piechoty. wywiad z Sapochnikiem
I have a voice too, and for good or evil mine is the speech that cannot be silenced.

alosza
Poziom 1
Rejestracja: 22 lip 2015, o 19:28

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: alosza » 23 cze 2016, o 00:53

Chyba zniknęło kilka postów. W szczególności zarwę noc przez wypowiedź, w której wskazano, że opierano się na bitwie pod Kannami oraz wojnie secesyjnej oraz że ta wojna wg jakiegoś pruskiego marszałka była wojną "leśnych band".

Myślę, że na pewno zaszło jakieś nieporozumienie. Owszem, w Europie wykpiwano do poł. XIX w. wojny w Ameryce Północnej. Myślę, że user, którego post tu zniknął, zapewne przeinaczył ten cytat:
Obrazek
G. Swoboda, Gettysburg 1863.

Odnosiło się to do wojny o niepodległość USA. Nie ma raczej takiej opcji, żeby to było o wojnie secesyjnej, bo w tej wojnie zginęło ponad 600 tys. żołnierzy (a brało udział blisko 4 miliony), więcej niż we wszystkich innych wojnach USA łącznie. W samej bitwie pod Gettysburgiem 50tys. żołnierzy zginęło lub było rannych, co stanowi więcej, niż amerykańskie straty podczas całej wojny w Wietnamie. Wojna ta, i słusznie, nazywana była "amerykańską Iliadą". Żałuję, że nie mogę odnaleźć dokładnego cytatu, który mówił, że rzadko się zdarza, by w jednym pokoleniu, w takim krótkim okresie skumulowało się tyle wybitnych ludzi, jak podczas tej wojny. Jeśli chodzi o poziom taktyczny, jaki reprezentowali dowódcy podczas tej wojny, to - delikatnie mówiąc - też nie można podchodzić z taką dezynwolturą. Praktycznie wszyscy wyżsi rangą oficerowie, to byli absolwenci West Point, od strony teoretycznej obryci na pamięć do przodu, do tyłu i po przekątnej w najnowszych trendach wojskowych (czyli wówczas manewrach napoleońskich), licytujący się za pośrednictwem prasy, kto z jakim wynikiem zakończył tę uczelnię, czy była to pozycja 2, 8, 10 czy 24. I ludzi na takim poziomie ośmieszali w początkowej fazie wojny Lee czy "Stonewall" Jackson, geniusze na miarę Aleksandra, Hannibala, Cezara, Gustawa Adolfa, Turenniusza, Eugeniusza Sabaudzkiego czy Fryderyka Wielkiego (wyliczanka nie moja, ale z cytatu Napoleona, a porównanie F. Maurice'a), a dopiero potem postawił im się inny geniusz, alkoholik Grant.

Anyway, myślę, że trafne było skojarzenie tej bitwy z GoT z tzw. bitwą o Krater (element oblężenia Petersburga), co ktoś tu zapostował (ale zniknęło) i było pokazane w filmie Cold Mountain. No w tym niezłym skądinąd romansidle bardziej skupili się na elemencie podkopu i gigantycznej detonacji prochu, który spowodował krater o wymiarach 60x20x10metrów. Wskutek nieudolności dowódcy armii federalnej, Burnside'a, piechota, która miała ruszyć zaraz po ataku, zamiast spróbować obejść krater, próbowała przejść przez niego i została zmasakrowana, wystrzelana przez konfederackie armaty, moździerze i karabiny. DO historii przeszło przyrównanie tej sytuacji do "turkey shooting" (strzelania do indyków). Atakująca piechota była ściśnięta w klaustrofobicznej atmosferze i zapewne tam rzeczywiście było usypane ciało na ciele. Incydent ten wywarł potężne wrażenie na całym społeczeństwie, niemałe znaczenie miało to, że wystrzelany został znaczny oddział czarnoskórych żołnierzy, którzy właśnie mieli mieć "okazję do pokazania się". Wywołało to gorzkie szyderstwa (niekiedy z satysfakcją lub bez), że nijak nie jest to lepszy los od tego, jaki zaprezentowała Harriet Beecher Stowe w swej książce.

Jeśli chodzi o Kanny, to było to już tutaj wspominane. Najbardziej chyba znana bitwa w historii, uznawana za największe arcydzieło taktyczne. 80tys. rzymska armia Paulusa została wyrżnięta w pień wskutek okrążenia, jakie zastosował Hannibal. Tylko, że to przecież nie było okrążenie na zasadzie: "a teraz pobiegnijcie i ich okrążcie w 3 minuty, raz, dwa", jak to pokazano w tej bitwie, tylko Hannibal rozplanował to na wiele godziny, biorąc pod uwagę niesterowność i bezwładność. W środku umieścił żołnierzy najsłabiej wyszkolone, po bokach elitę a na flankach jazdę. Elita i jazda zrobiła swoje, utrzymując pozycję, a nawet poruszając się do przodu, tymczasem żołnierze ze środka ulegali rzymskim legionom i zaczęli się cofać. Tym samym jednak rzymska armia sama pomogła się otoczyć ze wszystkich stron. Ściśnięta i okrążona piechota została zmasakrowana.

W cytowanych wywiadach twórcy bitwy GoT narzekali na braki finansowe. No ale takie Kanny to nie jest żadna wiedza tajemna z punktu widzenia powiedzmy chłopaka nawet w gimnazjum-liceum, co się interesuje wojnami i nie powinno być przecież problemu zrealizować to w ten sposób, że np. wojska Jona szarżują frontalnie, centrum Boltonów ulega, cofa się, ale jednocześnie na obu flankach sytuacja wygląda analogicznie odwrotnie i koniec, Jon otoczony. Ratują go dopiero Rohirrimowie. I nie wiem po co to wydziwianie ze stosem ciał, jakąś pseudo-, raczej irracjonalną falangą, która nie powinna móc w ten sposób działać (chociażby brak możliwości natychmiastowego zastąpienia żołnierza z pierwszego szeregu z uwagi na odmienność ekwipunku: ten z wielką tarczą, a ten z piką).

-----------

Post Vivien pod spoilerem, żeby zaoszczędzić miejsca:

Spoiler:


1) Nah, ta osoba z tego wywiadu bardzo starannie to ukrywa, że się zna. Tak jak wcześniej pisałem, owszem, Aleksander Macedoński walczył w pierwszym szeregu i szarżował, ale "taktyka" Jona nie polegała na szarży wraz z kumplami, ale na tym, że wybiegnie on 300 metrów przed nimi i rzuci się w rozpaczy na... właśnie, na kogo? Na armię przeciwnika czy na samego Ramsaya, kiedy ten mu zabił brata. Raczej to drugie, bo chodziło o vendettę.

2) Ten ekspert napisał, że "plan jak z Azincourt". Wzdech, bo to, że się zaczeka na jazdę przeciwnika, umacniając pozycje, to nie trzeba do tego przywoływać Azincourt. Może to jest meta-wiedza tego eksperta, że reżyser chciał jakoś nieudolnie na tym się oprzeć. A nieudolnie, bo pod Azincourt długie cisowe łuki Anglików z siłą przeszycia większą niż karabiny maszynowe (to porównanie należy traktować dosłownie, bo robiono testy) zmasakrowały rycerstwo, które ugrzęzło w błocie, tratując przy okazji swoich genueńskich kuszników.

3) Brak pieniędzy na oddziały jazdy (która nawiasem mówiąc była) nie jest usprawiedliwieniem dla tworzenia fanficku z formacji falangi/pikinierów/shield wall (po trochę elementów z każdego), bo powstały takie nieścisłości, że aż dostałem obsesji, by sprawdzić czy rzeczywiście była jakaś taka formacja i ekwipunek tak wyglądający.

4) Rozkaz Ramsaya strzelania z łuku nijak mnie nie zdziwił. Zdziwiło mnie, że to kogoś zdziwiło:
https://www.youtube.com/watch?v=QNVEYO4BNKQ " onclick="window.open(this.href);return false;

Hollywood Tactics:

Longshanks' tactics are extremely wasteful and seem more designed to show what a bastard he is than to actually be effective. He doesn't use his archers against the Scots at first, preferring to send the Irish conscripts because "Arrows cost money; [...] the dead cost nothing." But then he fires his arrows anyway, after his troops are engaged in melee, guaranteeing friendly fire. Why? "We Have Reserves."
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Film/Braveheart " onclick="window.open(this.href);return false;

Czy bywało tak w historii? No cóż, analizowałem listę słynnych "friendly fire", ale brak mi takiego klasycznego średniowiecznego przykładu, że ktoś to zrobił z zimnym wyrachowaniem. Na pewno podczas I wojny światowej to się zdarzało, bo zwyczajnie nie dało się uniknąć w obliczu wcześniejszego (i w trakcie natarcia) ostrzału artyleryjskiego, by zmiękczyć okopy przeciwnika.

Tywin
Poziom 7
Rejestracja: 13 sie 2014, o 18:34

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Tywin » 23 cze 2016, o 08:32

Nah, ta osoba z tego wywiadu bardzo starannie to ukrywa, że się zna. Tak jak wcześniej pisałem, owszem, Aleksander Macedoński walczył w pierwszym szeregu i szarżował, ale "taktyka" Jona nie polegała na szarży wraz z kumplami, ale na tym, że wybiegnie on 300 metrów przed nimi i rzuci się w rozpaczy na... właśnie, na kogo? Na armię przeciwnika czy na samego Ramsaya, kiedy ten mu zabił brata. Raczej to drugie, bo chodziło o vendettę.

2) Ten ekspert napisał, że "plan jak z Azincourt". Wzdech, bo to, że się zaczeka na jazdę przeciwnika, umacniając pozycje, to nie trzeba do tego przywoływać Azincourt. Może to jest meta-wiedza tego eksperta, że reżyser chciał jakoś nieudolnie na tym się oprzeć. A nieudolnie, bo pod Azincourt długie cisowe łuki Anglików z siłą przeszycia większą niż karabiny maszynowe (to porównanie należy traktować dosłownie, bo robiono testy) zmasakrowały rycerstwo, które ugrzęzło w błocie, tratując przy okazji swoich genueńskich kuszników.


Co do punktu pierwszego facet mówi że byli dowódcy którzy walczyli w pierwszym szeregu ALE taktyka Jona była samobójcza, Czyli dobrze. Chyba nie doczytałeś.
Co do Azincourt zapewne chodziło mu o wszystkie fragmenty razem tzn. prowokację jazdy, ścisk, brak możliwości manewru.
Nie chodziło tylko o brak pieniędzy ale i czasu na planie zdjęciowym. Mieli potrzebować około 40 dostali 25.
Co do nieścisłości scenarzyści i reżyser jak zauważyłeś zawierali wiele scen symbolicznych i zawierających przenośnie. Niestety mają się one często nijak do realizmu, ale maja świadczyć o kunszcie reżysera i jego oczytaniu, typu Jon ściśnięty pod koniec świadczyć może właśnie o znajomości tej bitwy o Krater i dzieła filmowego, albo ma symbolizować...chaos w życiu Jona wywołany wskrzeszeniem i wewnętrzne problemy. (to tak jak z Danką zamykającą oczy to było nawiązanie do Kleoptry a wszyscy myśleli że chodzi o telepatyczne wezwanie smoka).
A że w ukazaniu bitwy to nie ma sensu ? Cóż to my oglądający mamy być mądrzy aby odczytać alegorie, a nie oni tak głupi żeby zniżać się do poziomu plebsu (ironia).
Ostatnio zmieniony 23 cze 2016, o 08:48 przez Tywin, łącznie zmieniany 2 razy.

yolo
Poziom 1
Rejestracja: 24 maja 2016, o 09:41

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: yolo » 23 cze 2016, o 08:43

Vivien pisze:Co do Rickona okazuje się, że według tego wojskowego jego bieg na wprost jest mimo wszystko taktycznie uzasadniony. Logika jaka za tym przemawia jest taka, że po prostu szybciej oddalasz się od zasięgu strzały.


Jak dla mnie to motyw sceny wzięty z Apocalypto Gibsona. Ale tam główny bohater pokazuje że kluczenie i Zig Zag też nie pomoże jak mamy dobrego łucznika (włócznika).

Co do taktyki przyjętej przez Jona i Ramseya myślę, że każdy kto choć raz dowodził bitwą (Total War lub inne podobne gry) widzi, że działania jednego i drugiego są idiotyczne. O ile Jon planując bitwę na naradzie wojennej miał dobry plan (tylko w ogóle go nie zrealizował) o tyle działania Ramsey są już od samego początku nielogiczne. Po co w ogóle wychodził z Winterfel. O strzelaniu do swoich ludzi już nie wspomnę, a tym bardziej atak piechoty w sytuacji gdy jego łucznicy mogą bezpiecznie masakrować resztę wojsk Jona też nie zrozumiały.

redede
Poziom 1
Awatar użytkownika
Rejestracja: 23 cze 2016, o 10:08

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: redede » 23 cze 2016, o 10:19

Ramsey po prostu był pewny wygranej, tak pewny, że zabija już nawet swoich, byleby zobaczyć więcej krwi. Co do Rickona, to taki Zig Zag musiałby być jakoś jeszcze nieoczekiwanie zmieniany, bo gdyby cały czas robił lewa prawa lewa prawa, to Łucznik szybko sobie przewidzi ruch.
Uwielbiam zarówna książki jak i serial, niedawno nawet spróbowałam swoich sił w tłumaczeniu jednego z odcinków :) Na tygodniu zajmuję się pracą jako księgowa. Kraków jako miasto powinno postarać się o jakiś event dla fanów, bo jest nas bardzo dużo :)

yennefer
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 9 gru 2011, o 20:01

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: yennefer » 23 cze 2016, o 18:26

Oł, noł ;-) Zniknął mój post :-(
W każdym razie pisałam w nim, że Danka pozostaje Danką, Jon Jonem, a Sansa Sansą.
W sensie, że Danka tylko by paliła i ew.grabiła miasta a potem zabraniała tego samego innym (moralność niejakiego Kalego), Jon dalej nic nie wie i jest bohaterem do szpiku kości, a Sansa jest zwyczajnie głupia.
I o ile w przypadku Danki czy Jona to charakter i niewiele można na to poradzić, tak Sansy nic nie usprawiedliwia.
Do tej pory nader chętnie się wypowiadała w tematach na których się znała lub nie, nagle zaniemówiła i się podąsała bo jej nie zapytano... No mój ty borze liściasty, straszna krzywda. Ok, powiedziała co wiedziała i dalej na Jona nawalać, że nie czeka na posiłki... jakie kurna posiłki, jak o niczym nie wie, bo .... Sansa mu nic nie powiedziała.
A zaraz, zaraz - ja to było w pierwszych odcinkach? Jon mówi, że nie mają ludzi, a SAnsa na to, co się brejdak martwisz, trzeba iść z tym co mamy. No więc Jon namawia dzikich, potem robi objazd rodów, namawia - część namawianych nawet się zgadza. Wtedy SAnsa się spotyka w tajemnicy i za plecami Jona z Pedopetryrem, sprawcą wielu jej niesczęść. I zaczyna gadki, mamy za mało ludzi, mamy za mało ludzi... No cholera, co miał Jon zrobić? Pójść do dzikich i rodów i powiedzieć, że Sansie się odwidziało, nie mają szans, więc ataku nie będzie? Bo siorka na mnie krzyczy, bym na posilki (jakie to nie wiem) czekał...
Powtórzę, nic Sansy nie usprawiedliwia, zginęło przez nią masa ludzi w tym WunWun, a tego jej nie wybaczę. Nie tłumaczą jej ciężkie przeżycia, chęć chronienia tyłka, tam KAZDY miał ciężkie przezycia.
Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Jestem kobietą! Mam ci to przeliterować? B - O - G - I - N - I !!!
Ciężko być ideałem! Ale ktoś musi! ;-)
Wina Starków @rootbeer F N S DUP

Tywin
Poziom 7
Rejestracja: 13 sie 2014, o 18:34

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Tywin » 23 cze 2016, o 19:49

Zgadzam się Yen. Książkową Sansę lubię pomimo jej błędów. Niestety na odbiór serialowej wpływa jej wiek, tam ma chyba z 18 lat, a nie będzie łapać 13. Właściwie nie wiem kto w serialu zaliczył największy ubytek mózgu: Jon, Stannis, Bękarcice, lista jest długa a walka wyrównana.
Ach z momentów komediowych odcinka, rozwaliły mnie smoki przegryzające się przez ścianę, akurat w momencie walki z Panami, tzn. że musiały być wyjątkowo grzeczne, nie korzystając z tej drogi ucieczki.

Vivien
Poziom 8
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 cze 2013, o 09:25

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Vivien » 23 cze 2016, o 19:55

yennefer pisze:Oł, noł ;-) Zniknął mój post :-(
W każdym razie pisałam w nim, że Danka pozostaje Danką, Jon Jonem, a Sansa Sansą.

Yennefer - @serducho święta prawda :D

Co do Sansy, mam wielką nadzieję, że w finale dowiemy się czemu nie powiedziała Jonowi o wojsku Doliny. W przeciwnym razie będzie to niestety przykład na to, że twórcom bardziej zależało na zrobienie z niej i LF Gandalfa, niż na trzymanie się jakiejś zgodności z charakterem.

Osobiście widzę dwie drogi jakimi to może pójść:

1. Mniej ciekawa: Sansa po prostu postąpiła głupio. Przyczyn może być wiele. Mogła nie być pewna czy LF przyjedzie po tym jak groziła mu śmiercią, mogła bać się reakcji Jona, że będzie rozczarowany czy zły, że prosi jakiś obcych ludzi o pomoc (a pewnie by nie był). A może czuje wstyd czy niesmak wobec siebie, że prosi o pomoc Littlefingera, którego sama wcześniej odtrąciła. A może jest obrażona, że nikt jej nie uwzględnia w planach wojennych. Albo podoba jej się fakt, że ma przed Jonem swoje małe sekrety:)

2. Ciekawsza wersja: Sansa jest sprytna i gra na swoje konto. Chce zdobyć Winterfell i zemścić się na Ramsey'u za wszelką cenę. Może tak rozumowała, że jeśli powiedziałaby Jonowi o nadchodzącej pomocy, ten poczekałby na LF, a wtedy Ramsay widząc, że jego przeciwnik ma taką przewagę, ukryłby się w zamku i nie ryzykował walki w otwartym polu. Ale to trochę zbyt wykalkulowane jak na Sansę. Inna sprawa, że LF na pewno nie przyjechałby przed bitwą. Mam wrażenie, że specjalnie czekał do ostatniego momentu. Nie dość, że doznał minimalnych strat (lub wcale), to dodatkowo będzie postrzegany jako wybawiciel i będzie mógł w nagrodę zażądać czegokolwiek.

Ogólnie mam wrażenie, że w tym sezonie coś z Sansą jest nie tak. I albo mamy do czynienia ze złym pisaniem, albo ostatnie słowa Ramsaya, że część niego jest w niej, zaczynają wychodzić na jaw.
Już od samego początku, Sansa widzi, że Jon jest niezbyt chętny by walczyć o Winterfell. Jakiego więc argumentu używa, by przekonać Jona, że trzeba walczyć? "Musimy uratować Rickona" I Jon oczywiście się na to zgadza, jakżeby inaczej. Wyruszają. Jednak tuż przed walką widzimy, że Sansa tak na prawdę dawno już spisała młodszego brata na straty. Bardzo to przewrotne z jej strony. Rickon okazał się dla niej tylko narzędziem, by namówić Jona i 2 tysiące wolnych ludzi do walki o jej dom.
Kolejna sprawa, to jej mimika gdy nadjeżdża z Littlefingerem na pole bitwy. Przeraziło mnie z jakim opanowaniem i zadowoleniem patrzyła na rzeź. Czy tylko ja wyczuwam tu lekkie podobieństwo do jej męża?
Obrazek
Obrazek
No i sama scena rozprawienia się z Ramsayem. Mało starkowy sposób. I zbyt okrutny. Mimo że mu się należało, to jest jeszcze druga strona medalu. Sansa przekroczyła pewną granicę, w której była niewinną choć coraz sprytniejszą dziewczyną. Teraz sama zaczęła używać metod Ramsaya.
I have a voice too, and for good or evil mine is the speech that cannot be silenced.

Ayesha
Poziom 6
Awatar użytkownika
Rejestracja: 19 sie 2015, o 13:14

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Ayesha » 23 cze 2016, o 20:02

Po pierwszej połowie odcinka opiszę pierwszą połowę bo potem znów mi wyleci.

Bardzo mi się podoba. Serio, będę narzekać i porównywać do książek co jedynie świadczy o tym, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze jeśli mam co porównywać, :)

Meereen ja nie wierzę, że to piszę! Tak bardzo na plus, że szok… Nie zgadzam się by było w tym cokolwiek „feministycznego” (w złym znaczeniu tego słowa), a lubię narzekać na „feminizm” w GoT. Nie zgadzam się też by było w tym cokolwiek szowinistycznego, a takie opinie też widziałam. Dany pyta o radę Tyriona, bo ten zna Theona (i pośrednio Ashę) co w tym dziwnego?

Dany/Yara tak bardzo, bardzo shipuje!! <3 <3 Jej czuję, że wątek Dany ma potencjał mi się nawet podobać, xD Jak przewidywałam przed sezonem pominięto lesbijskie „przygody” Dany, by zostawić ją dla Yara, ^^ Tak, serio na to czekam i liczę, ^^

Animacja smoków bardzo, bardzo dobra. Straszecznie podobało mi się jak Dany wsiadła na Drogona wspinając się po jego skrzydle! Tak bardzo mi się to podobało, że chwilowo pomijam pytanie jakim cudem kontrolowała nie tylko jego a i pozostałe dwa… Za to nie pominę milczeniem jednej rzeczy, która mi bardzo przeszkadzała, ja wiem, że to drobiazg i nikogo to nie obchodzi, ale serio, serio pozostałe dwa smoki mogłyby mieć jakiekolwiek oficjalne barwy, a nie co scenę inne (nie nazwę ich Rhaegalem i Viseronem, bo w kontekście serialu nie mają one na tyle rozwiniętej tożsamości by ich imiona były potrzebne, :P )

Co jeszcze rozmowa Tyriona z Dany. Pierwsze ale ja na miejscu Dany objechałabym Tyriona jakieś 50x mocniej: w czasie jej nieobecności (jak długiej tego nikt w serialu nie przewidzi…) Tyrion podważył wszystkie jej decyzje: pozwolił na powrót niewolnictwa, wypuścił smoki, sprowadził wojnę… To, że w sumie miał rację inna kwestia, ale Dany ma pełne prawo, a wręcz powinna go za to opieprzyć.

Dwa (jak mówiłam jest dobrze, będą porównania do książki :P ). Książkowy Tyrion nie wie dlaczego Jaime zabił Aerysa, Jaime powiedział tylko Brienne, bo jego rodziny to nigdy nie zainteresowało na tyle by pytać. Aczkolwiek podobało mi się to wtrącenie i to nawet w kilku kontekstach. Priomo może serialowa Dany postanowi nie zabijać Jaimego? Secundo jeśli KL nie spłonie w finale to DeDeki naprawdę opanowały mistrzostwo w trollingu! Ile razy już o tym było w tym sezonie? Liczy to ktoś? ;) Tertio takie piękne wspominki o Aerysie i o tym jak to Dany chcąc palić ludzi ma iść w jego ślady dla mnie to jak nic argument za do teorii J+A=J&C, po tym jak Cersei spali KL, of course, :P I jak jestem pierwsza do szukania szaleństwa w Dany, to akurat tu go nie widziałam… Znaczy podejrzewam, że jeśli w książce dojdzie do takiej sytuacji to zobaczymy jak to niewinni ludzie cierpią przez epickoś smoczusiów, ale w serialu tego nie było, wręcz wybitnie wybiórczo zabito „tych zuych”, :P

Co jeszcze o Meereen (kurcze piszę o Meereen już całą stronę A4, świat się wali mili państwo…). Tyrion o dziwo na plus i byłoby na plus za cały odcinek gdyby nie zepsuto tego naprawdę słabym jechaniem po Theonie… Tyrion wypominający wszystkim jak słabe jest gdy kpią z jego wzrostu, gdy sam wybitnie słabo kpi z każdego kto nie ma penisa jest żenującym hipokrytom i tyle w temacie. Mimo wszystko nie pamiętam kiedy ostatnio poczułam w czasie odcinka tyle sympatii (a raczej tak mało antypatii) dla karła, więc i tak jestem w ciężkim szoku jak dobre to było.

A wiem, w ramach książkowego czepialstwa, Yara się myli, była królowa Weseros. Co prawda Rhaenyra zasiadała na tronie krótko i źle się to skończyło, ale królową była i krajem rządziła.

Prawie 600 słów pochwalnych dla Meereen udajmy się na zachód i na północ.

Na razie ok. (ale jestem na 30 minucie). Mam ale do rozmowy Jona z Ramsayem. Od kiedy to Jon jest jakimś legendarnym szermierzem? Jest dobry, ale to tyle… A przynajmniej ja nic więcej nie kojarzę… Ale ok., to czyste czepialsko z mojej strony choć uważam, że bardziej książkowo byłoby gdyby Ramsay wyśmiał jego propozycję i powiedział coś w stylu, że z przyjemnością zobaczy nie tylko krew Jona, ale i zdrajców, którzy za nim stoją, wtedy nie pokazał by swoim ludziom, że się boi. Dodatkowo przy takiej przewadze jaką ma miałby pełne prawo to powiedzieć.

Sansa jest dość irytująca najpierw sama każe Jonowi stawać o walki, a potem go opieprza, że ten nie poczekał? YYY? A na co miał czekać, skoro nie raczyła mu wspomnieć o swoim planie? Pomijając to bardzo podoba mi się ich relacja, tylko błagam: starkcestu nie zniosę…

Davos przy stosie Shirren znajdujący jelonka, absolutnie się wzruszyłam! Mam w nosie z jakiegoż to niepalnego materiału jelonek był wystrugany, scena strasznie mi się podobała…

Jeszcze jedno ale. Rozmowa Jona z Mellisandre. Jon twierdził, że po śmierci fajnie nie jest, a teraz mówi, że generalnie to woli sobie być martwym niż znów zmartwychwstawać? Czegoś tu nie rozumiem? Ogólnie postać Mellisanre się dla mnie ostatnio nieco nielogiczna zrobiła. Czy po wskrzeszeniu Jona nie powinna skakać z radości, ma nowy cel ze znacznie większą wiarygodnością Azorowatości niż poprzedni, a ta taka zgaszona, przybita, bez celu? Fajnie by było gdyby za tym kryło się coś głębszego jak np. Mel widziała w płomieniu, że Jon zmartwychwstał tylko po to by stać się wielkim Innym i wielkim oponentem jej pana światła (tak, mój osobisty fafick, :P ), albo widzi, że by Jon mógł stać się Azorkiem będzie musiał złożyć ofiarę na którą on nigdy nie będzie gotowy/Mel nie jest gotowa, lub coś takiego. Niestety wydaje mi się, że tak fajnie to nie będzie to wytłumaczone, a właściwie nie zostanie wytłumaczone wcale…

Dobra, lecę oglądać bitwę na razie jest 5+, albo niech będzie i 6, pokażmy, że potrafi mi się podobać coś co nie jest Jaime-centryczne.
"Ludzie, którzy twierdzą, że są źli, zwykle nie są gorsi od reszty. To ludzi, którzy twierdzą, że są dobrzy lub w jakimś sensie lepsi od innych, należy się wystrzegać." - Gregory Maguire
LEW A+J=C&J :twisted: @fingercrossed R+L=JS :roll:

alosza
Poziom 1
Rejestracja: 22 lip 2015, o 19:28

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: alosza » 23 cze 2016, o 22:21

Ayesha pisze: Ogólnie postać Mellisanre się dla mnie ostatnio nieco nielogiczna zrobiła. Czy po wskrzeszeniu Jona nie powinna skakać z radości, ma nowy cel ze znacznie większą wiarygodnością Azorowatości niż poprzedni, a ta taka zgaszona, przybita, bez celu? Fajnie by było gdyby za tym kryło się coś głębszego jak np. Mel widziała w płomieniu, że Jon zmartwychwstał tylko po to by stać się wielkim Innym i wielkim oponentem jej pana światła (tak, mój osobisty fafick, :P ), albo widzi, że by Jon mógł stać się Azorkiem będzie musiał złożyć ofiarę na którą on nigdy nie będzie gotowy/Mel nie jest gotowa, lub coś takiego. Niestety wydaje mi się, że tak fajnie to nie będzie to wytłumaczone, a właściwie nie zostanie wytłumaczone wcale…

Ciekawy wątek poruszony.

Melisandre traktowała zawsze wszystkich przedmiotowo. Bo R'hllor i takie tam. Ze Stannisem było jednak trochę inaczej. Przyzwyczaiła się do traktowania go relatywnie podmiotowo, bo rzekomo AA. Dopiero teraz widzi, jakie katastrofy na niego i jego rodzinę sprowadziła. Sprokurowała śmierć Shireen zupełnie po nic. Co więcej, od tego momentu zaczęło się pasmo katastrof. Jako postać się przeobraziła, bo dotarło do niej, co uczyniła, nie usprawiedliwia się, nie zasłania się tym razem religią. Zwyczajnie też ciężko się jej przestawić, bo emocjonalnie zaangażowała się w Stannisa. Stannis do Azor Ahai i klapki na oczach. No a jednak nie, teraz ma znaki, że to jednak Jon. A jeśli się tak samo myli? Podchodzi więc z rezerwą do tego co jej się wydaje.

Jako widzowie możemy znaleźć wytłumaczenie takie, że Mel w żadnym momencie się nie myliła, że wszystko, co zrobiła, to było dobre, potrzebne i produktywne z punktu widzenia czerwonego boga. Bo cała ta draka ze Stannisem to było przygotowanie gruntu pod Jona. Gdyby nie odsiecz Stannisa, to Mur sforsowaliby Dzicy i Jon by wtedy zginął. Nie byłoby tych nielicznych oddziałów od Stannisa, które wspomogły by Jona w walce o jego dziedzictwo. Nie byłoby pomocy ze strony Dzikich. Melisandre też bez kontekstu stannisowego nie pojawiłaby sie na Murze (no chyba, że miałaby bezpośrednie wizje, żeby tam iść) i nie wskrzesiłaby Jona, itd. Myślę, że Mel nie jest w stanie póki co powiązać tych faktów. Nie jest też jej znana teoria R+L=J. Za mało również wie o Dany.

Oczywiście pomijam, że taka instrumentalizacja Stannisa, nawet przez boga, jest średnio fajna w kulturze liberte, egalite, fraternite, ale w sumie w każdej starożytnej religii to występowało. Także w judeochrześcijańskiej, gdzie np. w ramach happy endu dla Hioba mieściła się to, że wcześniej zginęły mu dzieci (a dla nich happy end?), a w ramach happy endu dla Świętej Rodziny, która zdołała uciec mieściła się wcześniejsza rzeź niewiniątek (a dla nich happy end?). To tak tylko w drodze dygresji, bo nie ma co filozofować.

Nettles z Gór
Poziom 9
Awatar użytkownika
Rejestracja: 2 mar 2015, o 21:59

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Nettles z Gór » 23 cze 2016, o 22:41

Z Mel jest dość podobny problem co z Davosem - tak naprawdę w 6 sezonie nie ma co robić poza wskrzeszeniem Jona. Nie pojawił się u niej wątek Jon=AA, a istnienie "jakiegoś boskiego planu dla postaci" już bardziej jest akcentowane u Ogara niż u Snowa.

Moim zdaniem książkowy Davos po śmierci Stannisa zabierze Devana i wróci na południe do rodziny, licząc, że jako ktoś pochodzący z gminu zniknie z horyzontu grających o ŻT. W serialu podpięcie go do Jona jest trochę dziwne, bo nawet fanserwis powinien mieć zasięg ograniczony zdrowym rozsądkiem, czytaj "o tyle o ile postać ma coś ciekawego do roboty". Bronn jest tu niezłym przykładem.

Jedynym logicznym wytłumaczeniem pozostania Davosa i Mel w serialu jest to, że w 7 sezonie będą potrzebni (chyba, że w 10 odcinku pożegnamy oboje :mrgreen: ). Jeżeli DeDeki rzeczywiście wręczyli Jonowi książkowy wątek Stannisa, to dalsza obecność Lorda Cebuli i Czerwonej Kapłanki miałaby sens.
"Laws should be made of iron, not of pudding."
"Prawdziwa wolność, to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim"
(Wawrzyniec Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, 1568)

elenai
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 10 paź 2012, o 00:26

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: elenai » 23 cze 2016, o 22:59

Z Mel jest dość podobny problem co z Davosem - tak naprawdę w 6 sezonie nie ma co robić poza wskrzeszeniem Jona. Nie pojawił się u niej wątek Jon=AA, a istnienie "jakiegoś boskiego planu dla postaci" już bardziej jest akcentowane u Ogara niż u Snowa.

Ale Meliska nazwała 2 razy Jona Azorem Ahai w tym sezonie (jeśli mi sie coś nie pozajączkowało, ale na pewno raz to zrobiła) - chyba w rozmowach z Davosem, na pewno nie powiedziała tego Jonowi. Oczywiście twórcy nie dodali do tego żadnego kontekstu, wytłumaczenia, kim ma być właściwie AA (a z tego co wiemy Czerwoni Kapłani obstawiają że AA jest Stannis albo Dany - czyli osoby z krwią Targów)

Dziubell
Poziom 1
Rejestracja: 16 maja 2015, o 02:46

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Dziubell » 24 cze 2016, o 01:22

Ayesha pisze:Jeszcze jedno ale. Rozmowa Jona z Mellisandre. Jon twierdził, że po śmierci fajnie nie jest, a teraz mówi, że generalnie to woli sobie być martwym niż znów zmartwychwstawać? Czegoś tu nie rozumiem?


Jeśli mnie pamięć nie myli, to Jon wcale nie twierdził że "po śmierci fajnie nie jest". Wręcz przeciwnie, powiedział że po śmierci nie ma nic. A to raczej jest preferowaną alternatywą do życia jakie Jon obecnie prowadzi, ciągłej walki, zwątpienia, problemów, itd.

Nettles z Gór pisze:Moim zdaniem książkowy Davos po śmierci Stannisa zabierze Devana i wróci na południe do rodziny, licząc, że jako ktoś pochodzący z gminu zniknie z horyzontu grających o ŻT. W serialu podpięcie go do Jona jest trochę dziwne, bo nawet fanserwis powinien mieć zasięg ograniczony zdrowym rozsądkiem, czytaj "o tyle o ile postać ma coś ciekawego do roboty". Bronn jest tu niezłym przykładem.


Czy ja wiem. Stannis był dla Davosa "całym światem". Swego rodzaju powodem do istnienia. Po stracie Stannisa, jest kilka wiarygodnych opcji co do jego dalszej drogi :

1) Depresja jak w przypadku Mel, aczkolwiek mi osobiście by to do Davosa nie pasowało.
2) Kontynuowanie Stannisowej misji przeciwko WW, a do tego jednak Jon się przyda.
3) Zemsta. A że Davos nie wie co dokładnie tam zaszło, to zemsty może dokonywać jedynie na Boltonach. I tutaj, jak wyżej, znowu Jon się przyda.

Podsumowując, jak dla mnie w pełni logiczne jest Davosowe trzymanie się Jona. Jakikolwiek cel by mu teraz nie przyświecał, to będzie mu dużo łatwiej go zrealizować razem z Jonem. Zarówno do obalenia Boltonów, jak i ewentualnej walki z WW, niezbędna jest zjednoczona Północ. A bez Jona zjednoczenie Północy byłoby raczej trudne. (oczywiście wszystko pisane o serialowym Davosie, bo książkowy to póki co jeździ na jednorożcach po Skaagos, i nie wiadomo jak jego historia dalej się potoczy ;) )
There are no men like me. There's only me.

yennefer
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 9 gru 2011, o 20:01

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: yennefer » 24 cze 2016, o 05:58

Vivien pisze:uote="yennefer"]


Kolejna sprawa, to jej mimika gdy nadjeżdża z Littlefingerem na pole bitwy. Przeraziło mnie z jakim opanowaniem i zadowoleniem patrzyła na rzeź. Czy tylko ja wyczuwam tu lekkie podobieństwo do jej męża?


A, no właśnie, w tym poscie, który znikł pisałam, że w odcinku "podobały" mi się miny Sansy. W chwili, gdy pojawiła się u boku Petyra miała IMO taką jakby chciała powiedzieć "ale was wszystkich w h.... zrobiłam, co" A potem jak odchodziła od klatki z psami i Ramsem znów ta sama mina. To jest przerażające.
A o Aryi mówi się, że to psychopatka ;-)

Kolejna sprawa to Rickon - tak, na początku argumentem za atakiem na Ramsa było to, by ratować brata. A potem cóż, brat już nie był tym koronnym argumentem.
TU Sansy jakoś specjalnie nie potępiam, tzn, nie uwazam, że chciała śmierci Rickona. Chyba raczej uważała, że po prostu nie będą w stanie go uratować choćby nie wiem co zrobili. Niemniej w całej tej otoczce jej kłamstw, które to miały straszne konsekwencje - wszystko co robi i mówi działa na jej niekorzyść. I nie ma znaczenia IMO, czy postąpiła tu zwyczajnie głupio, czy gra pod siebie. Ludzie poszli za nią walczyć, za jej dom, a ona skazała ich na śmierć.
Kolejna zaorana postać. Mam nadzieję, że w książce odbędzie się to inaczej. Choć Sansy szczerze nie lubię, to nie chciałabym, by była aż taką idiotką.
Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Jestem kobietą! Mam ci to przeliterować? B - O - G - I - N - I !!!
Ciężko być ideałem! Ale ktoś musi! ;-)
Wina Starków @rootbeer F N S DUP

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Nimue » 24 cze 2016, o 07:09

yennefer pisze: A potem jak odchodziła od klatki z psami i Ramsem znów ta sama mina. To jest przerażające.
A o Aryi mówi się, że to psychopatka ;-)

Tak, Arya przecież tylko wyłupuje ludziom gołymi rękami gałki oczne, za to Sansa się uśmiechnęła (w związku ze śmiercią człowieka, który zamordował kilka godzin wcześniej jej młodszego braciszka, który ją samą tygodniami gwałcił i bił, który zamordował i torturował setki jeśli nie tysiące ludzi, w tym niewinną głupią Waldę i jej noworodka, których skazał dokładnie na taki los jaki mu Sansa przyszykowała).

Co do uśmiechu w trakcie bitwy, to ona przecież się uśmiecha po tym, jak wojska Doliny rozbijają ludzi Ramseya. Skąd interpretacja, że uśmiecha się "patrząc na rzeź"?. Czy nie logiczniejszym wyjaśnieniem jest, że uśmiecha się bo szala bitwy przeważa na jej stronę? Bo udało się w ostatniej chwili? Wreszcie z ulgi, że Dolina słuchająca rozkazów LF zaatakowała Ramsya, nie Jona? Przecież LF już raz dogadał się z Boltonami, jaką miała gwarancję, że nie zrobi tego po raz drugi?
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

yennefer
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 9 gru 2011, o 20:01

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: yennefer » 24 cze 2016, o 07:26

Nimue, to o Aryi to był żart ;-)
W kontekście tego, że doprowadzona do ostateczności, nienawidząca Ramsa Sansa pokazuje swoją bardo ciemną stronę. Podobnie jak siostra, zmuszona do walki o życie - zabija bez mrugnięcia okiem.

A co do uśmiechu - mnie i zapewne tym co pisali o tych minach chodzi o to, że owszem, cieszy się na widok wygranej bitwy, ale nie widać w niej ani krztyny skruchy z powodu tego, jaka jest cena tego zwycięstwa. W całej tej spirali jej bezsensownych kłamstw i dąsów nie pokazuje po sobie, że boli ją cena jaką ludzie zapłacili.
No i ja widzę w tej minie (niestety) arogancję i butę pt. "ja wam pokazałam". Nieważne, że chciała zniszczyć konkretnie jedną osobę. Poległy setki jak nie tysiące.
Pisałam w komentaarzach do poprzedniego odcinka, ze Sansa zaczyna przypominać Dankę i niestety tak jest.

A co do tej ulgi, że tym razem Petyr nie zdradził - niestety to działa dalej na niekorzyść Sansy. Co by było jakby jednak Petyr znów zrobił ją w bambuko? Jak by się potem wytłumaczyła Jonowi - bo zakładam, ze Jon przeżyje wszystko. "sorry, wiem, że on sprzedawczyk, zdradził naszego ojca, Arrynów, mnie, ale ja mimo wszystko go sprowadziłam i ups... znów zawiódł, ale nie martw się, to tylko dzicy i garstka ludzi Niedźwiedzicy"
Nie, no dla mnie decyzje Sansy są nie do obronienia.
Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Jestem kobietą! Mam ci to przeliterować? B - O - G - I - N - I !!!
Ciężko być ideałem! Ale ktoś musi! ;-)
Wina Starków @rootbeer F N S DUP

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Nimue » 24 cze 2016, o 09:19

Yennefer - myślałam, że wina Sansy polega na tym, że swoim milczeniem pozbawiła Jona danych na podstawie których mógł podjąć racjonalną decyzję co do momentu bitwy. Jeśli o to chodzi, to się zgodzę.
Natomiast co do samego wezwania LF - to była pod wieloma względami ryzykowna decyzja, ale nie widzę ani jednego powodu dla którego Jon miałby więcej wiedzy, czy kompetencji, żeby ją podjąć niż Sansa. Że o niej nie wiedział, zgoda, to bardzo źle. Ale samą decyzję czy zaufać LF i zaryzykować, że znów zdradzi, Sansa mogła podjąć samodzielnie, bo nikt poza nią i tak go nie znał.
W ogóle wydaje mi się, że problemem Jona i Sansy jest to, że obecnie właściwie nie mają ustalonych ról. Niby Jon dowodzi, ale z drugiej strony robi to "dla Sansy" - w jakim sensie? Jak dla swojej seniorki? W ramach prezentu dla siostry? Pamiętacie jak Edmure zarzucał Robbowi, że gdyby ten wyjaśnił mu sens swoich rozkazów, to on by je wykonał? ;) Mam wrażenie, że moment kiedy Sansa nalega na opóźnienie ataku, ale nie mówi dlaczego, jest jakąś karykaturą tamtej sceny. Bo w zasadzie gdyby Jon bez gadania posłuchał (tzn. zakładając, że Ramsey nie zaatakowałby pierwszy), to Dolina dołączyłaby we właściwym czasie i na pewno tylu ludzi by nie zginęło. Z drugiej strony, bez wiedzy o spotkaniu Sansy i LF, Jon nie uważa rady siostry za popartą jakimiś racjonalnymi względami. Widzi w niej tylko przestraszoną dziewczynę.

Reasumując: źle zrobiła Sansa nie mówiąc Jonowi o Dolinie, ale jej milczenie tłumaczyć może (choć nie usprawiedliwiać) jej własna niepewność, zarówno co do tego czy dobrze zrobiła wzywając LF, jak i co do tego, czy to coś w ogóle da.

Ps. Czytałam, co tam Sophie bredziła, ale korzystam z prawa odbiorcy dzieła do jego interpretowania na podstawie treści samego dzieła, nie zaś wypowiedzi twórców. ;)
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

yennefer
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 9 gru 2011, o 20:01

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: yennefer » 24 cze 2016, o 15:27

Nimue, kompletnie nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Jeżeli Jon namawiał ludzi by szli na rzeź za Sansę, to jej obowiązkiem bylo poinformowanie go o wszystkim co o tej sprawie wie. O wszystkim. Wiedziała jak wielkie jest ryzyko. Dąsała się o to, że jej nie zapytali jaki jest Rams. Ale sama nie mówiła o kluczowych sprawach.
Jon może nie podjąłby racjonalniejszej decyzji niż Sansa. Ale jeżeli już ktoś Sansę tłumaczy, że nie powiedziała Jonowi bo bała się o to co zrobi Petyr, to sorki, ale Jon tym bardziej miał prawo wiedzieć co się może stać gdyby Paluch zdradził. Miał prawo wiedzieć jak wielkie jest ryzyko. W końcu nie sam jeden walczył o Sansę i Winterfell, a z ludźmi, których namówił do tego. I oni za nim poszli.
Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
Jestem kobietą! Mam ci to przeliterować? B - O - G - I - N - I !!!
Ciężko być ideałem! Ale ktoś musi! ;-)
Wina Starków @rootbeer F N S DUP

alosza
Poziom 1
Rejestracja: 22 lip 2015, o 19:28

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: alosza » 24 cze 2016, o 20:09

Kto czytał książki, zapewne kojarzy The Ghost of High Heart i jej przepowiednię:

"I dreamt a wolf howling in the rain, but no one heard his grief. I dreamt such a clangor I thought my head might burst, drums and horns and pipes and screams, but the saddest sound was the little bells. I dreamt of a maid at a feast with purple serpents in her hair, venom dripping from their fangs. And later I dreamt that maid again, slaying a savage giant in a castle built of snow".

Czyżby to ostatnie właśnie wydarzyło się w serialu? :wink: Jeśli tak, to rzeczywiście zamiarem DeDeków było obwinienie Sansę za bezsensowne straty.

No ale raczej wątpię.

Tywin
Poziom 7
Rejestracja: 13 sie 2014, o 18:34

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Tywin » 24 cze 2016, o 20:20

No właśnie ciekawe jak ma się serial do książek. Czy armia Doliny zniszczy Boltonów ?
Ale jeżeli tak to kiedy ? Niewiele czasu zostało na wkroczenie innych, dwie książki. Czyżby sprawdzić się miała teoria o Innych przekraczających mur w ostatnim Povie Snu o Wiośnie ?

Noreen
Poziom 3
Awatar użytkownika
Rejestracja: 31 mar 2015, o 21:14

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Noreen » 24 cze 2016, o 22:01

Tywin pisze:Czyżby sprawdzić się miała teoria o Innych przekraczających mur w ostatnim Povie Snu o Wiośnie ?


Nigdy o tej teorii nie słyszałam :D muszę przyznać, że byłoby to zakończenie pasujące do stylu Martina i być może też wielu usatysfakcjonowałoby. Jeśli nic nie przynosi upragnionego pokoju, a wszyscy mający predyspozycje aby mądrze władać królestwem zostali wyrżnięci, to chyba tylko Inni mogą zakończyć tą męczarnie.
Mimo wszystko ja wolałabym poczytać o zmaganiach bohaterów podczas Długiej Nocy. Chciałabym poczuć taki apokaliptyczny klimat w PLiO :D poczytać o Innych wkraczających do sali tronowej w Królewskiej Przystani. Jestem ciekawa reakcji tych wszystkich, którzy nie wierzyli w to, co kryje się za murem.
Jednak trzeba przyznać, że Martin wprowadził tak wiele wątków, że trudno będzie rozwiązać wszystko w dwóch książkach i jednocześnie oddać Długiej Nocy co jej.. zobaczymy i sorka za off top
Targaryen Tyrell Stark
Obrazek Obrazek Obrazek

Ayesha
Poziom 6
Awatar użytkownika
Rejestracja: 19 sie 2015, o 13:14

Re: Game of Thrones S06E09 "Battle of the Bastards"

Postautor: Ayesha » 27 cze 2016, o 02:11

Przepraszam, że dopiero teraz, ale autentycznie nie miałam czasu tego napisać.

Cóż muszę stwierdzić, że najsłabszym elementem odcinka pt. „Bitw Bękartów”, była rzeczona bitwa bękartów… Nie, nie było jakoś dramatycznie, ale kilka rzeczy bolało…

Największy ból – te stosy trupów… że wtf? Pomijając fakt, że bitwa trwała jakieś 15min do pół godziny i brało w niej łącznie udział około 7 tys. ludzi, ale nawet gdyby tam było 100tys. i trwała kilka dni, to chyba nie jest możliwe, by w jednym konkretnym punkcie leżał sobie stos trupów, a cała reszta ziemi była pusta… Nie wydaje się Wam?

Kolejny ból – Jon sto sam na środku pola, szarżuje na niego cała konnica przeciwnika, OCZYWIŚCIE KAŻDY go omija. Czy żołnierzom Ramsaya nie powinno w pierwszej kolejności zależeć na wyeliminowaniu jego? Zwłaszcza gdy sam się wystawił, gdy jak ostatni głupek pogalopował na środek pola i zamiast zawrócić, stał sobie wesoło… To samo w momencie gdy zaczęły się późniejsze „przepychanki” – zginęły tysiące ludzi, oczywiście nikt z głównych bohaterów… Bo przecież znane nam postacie nie mogą tak bezosobowo zostać zabite…

Bolała mnie też broń w czasie bitwy. Najbardziej w momencie szarży konnicy Jona (skąd miał konnicę?). Tam na kadrze w pierwszym planie widać miecz, jest on tak strasznie plastikowo-nierealny w tym ujęciu, że muszę się doczepić, :P

Poza tym wiadomo – Deus ex machina – w skrócie Dolina, ( :P ) której rycerze pojawiają się oczywiście w ostatniej chwili i rozwalają tych złych. Boli to tym bardziej, że chwilę wcześniej Sansa ma rozmowę z Jonem na temat wsparcia, w której nie raczy powiedzieć, że pomoc już jedzie. Bo po co? Ci ważni mają plot armor, a reszta może se ginąć, ważne by mieć wielkie wejście.

Reszta mi się w sumie podobała. Podobało mi się, że było tak strasznie krwawo i strasznie brutalnie, a przynajmniej miało tak być w założeniu. Chodzi mi o to, że np. Ramsay aby zrealizować swój plan każe wystrzelać swoją własną konnicę, w efekcie prawie wszyscy ludzie Północy giną, wielu ginie nie od ran, a jest tratowana przez swoich przyjaciół, etc. Nie, nie jestem sadystycznym socjopatą (chyba nie, :P ) ale po prostu taki sposób prowadzenia wojen jakoś pasuje mi do północy – jest taki „pierwotny” i okrutny, nie przejmujący się zasadami kodeksu rycerskiego, bo i na północy nie ma rycerzy. Bardzo brakowało Ducha, który byłby świetnym „uosobieniem” właśnie idei tej bitwy – jako „pierwotna, zwierzęca siła”. No ale…

Podobało mi się też jak wspaniale zrobili z Jona totalnego idiotę, który idzie na hurra, nie patrząc na plany, strategię, cokolwiek. Znaczy nie, ja nie mam na niego hejta, ale to jakoś też pasuje. Starkowie walczą samą walką, nie sztuczkami i dlatego przegrywają i w kontraście do tego Ramsay (Boltonowie) z genialną strategią, bez żadnych oporów wykorzystujący słabość (honor) przeciwników.

Co dalej, już ktoś pisał, a ja mam to pisać od momentu pojawienia się spoilerów co do bitwy i ciągle mi wypada. Mamy potwierdzenie, że choć fragment tej bitwy nie był fanfickiem – olbrzym w lodowym zamku – oraz potwierdzenie, że tak, przepowiednie u Martina są wybitnie dosłowne. (i dlatego gdy (jeśli) Azorek się narodzi to będziemy mieć niekwestionowaną obecność dymu i soli, a nie głupoty typu łez, parującej na zimnie krwi, czy innych takich, imo)

Nie podobało mi się zakończenie… Zapewne gdyby w książce Jeyne rzuciła Ramsaya na papu jego psom, z przyjemnością bym to przeczytała… ale w serialu… Ramsay był zły i okrutny, ale cały czas wydawał się przy tym sympatyczny, a nawet „słodki”, jak pisał Dzięcioł odnośnie kreacji psychopatów w serialach. Nie, nie nienawidziłam go w wystarczającym stopniu, by parzenie na tak okrutny jego koniec przyniosło mi satysfakcję, czy chociaż bym chciała to oglądać. Przeczepię się jeszcze do jednej rzeczy, bo strasznie kłóci mi się zachowanie ogarów Ramsaya z tym co wiem o psach… Pożerające swojego pana? Jakoś tego nie widzę… Co innego gdyby Jon rzucił go Duchowi na pożarcie to miałoby sens i byłoby perfekcyjnie logiczne, ale przecież Jon musi być kryształowy, nie możemy kazać mu zrobić czegoś takiego…

To chyba tyle. Jeszcze przy drugim oglądaniu zauważyłam (a umknęło mi za pierwszym razem) jak smoki Dany robią dziurę w ścianie i uciekają, rozbawiło mnie to tak okrutnie, że dalej zastanawiam się, czy tej wizji nie podsunęła mi moja wyobraźnia, ale obawiam się, że nie jest wystarczająco bujna, więc to chyba się jednak wydarzyło…

Za bitwę ocena 3+. Średnia 4,5 daję 5 bo poza Blackwater chyba żaden 9 odcinek mi się nie podobał, a ten był niezły.

Tywin Tak tak tak!! Zakończenie idealne wręcz dla mnie! :P
"Ludzie, którzy twierdzą, że są źli, zwykle nie są gorsi od reszty. To ludzi, którzy twierdzą, że są dobrzy lub w jakimś sensie lepsi od innych, należy się wystrzegać." - Gregory Maguire
LEW A+J=C&J :twisted: @fingercrossed R+L=JS :roll:

Disable adblock

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.



Wróć do „Sezon 6”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości