Wczoraj cały wieczór siedziałam sama w domu i uznałam, że muszę się wziąć za jakąś książkę, żeby nie umrzeć z nudów i samotności

Wybór padł na "Światło się mroczy", bo pożyczone od
Wymara i oddać kiedyś będzie trzeba...
Postaram się napisać bez spojlerów
Zaczęłam i nie mogłam się oderwać, póki nie skończyłam przed jakąś godzinką (ponieważ wczoraj jakoś podejrzanie zrobił się środek nocy, musiałam doczytywać na wydziale i w autobusie). Wciąga niesamowicie i bardzo ale to bardzo mi się podobało.
Przede wszystkim bohaterowie, jak zwykle u Martina - porywają. Moi bezsporni ulubieńcy to oczywiście obaj Ironjade. Dirk mnie ciut irytował, ale to chyba bardziej przez moje rozłożenie sympatii niż z winy jego charakteru, swoje racje miał, choć... no coś mi w nim nie pasowało, był jakiś taki za mało ukształtowany, ale może to z powodu kontrastu z resztą bohaterów. No i zostaje jeszcze Gwen, która jest naprawdę ciekawie skonstruowaną postacią, jej charakter naprawdę mi się podobał, ale jakoś nie do końca mogłam ją polubić (tzn lubiłam, ale nie jakoś wyjątkowo mocno), może po prostu wolę ciut inny typ.
Po drugie, w książce panuje niesamowity klimat, lubię światy kreowane przez Martina, a ten odzwierciedla dodatkowo treść książki - koniec pewnego świata, zbliżające się zimno, zagrożenie. Inne światy z ich kulturą, wszystko przemyślane i dopracowane, ale bez zbytniego faszerowania wiadomościami (tylko tymi potrzebnymi, to nie encyklopedia).
Treść, znowu, podobała mi się bardzo. Taka trochę smutna, melancholijna, urzekająca. I ta akcja, jak już pisałam, nie sposób się odciągnąć od czytania.
Jednym słowem: Polecam
