My tymczasem dziękujemy wszystkim autorom: Myi Stone, Luizie, Robinowi Blackettowi, maciupkiej, Blue Tigerowi, Nettles z Gór, Wielkiemu Mou oraz Bombacjuszowi. Dzięki Wam bohaterowie przeżyli (lub nie) niesamowite przygody. Dziękujemy również wszystkim uczestnikom. To Wy właśnie kierowaliście spojrzenie Nieznajomego na niczego niespodziewające się postaci. Mamy nadzieję, że bawiliście się przednio.
Ciekawi Was z co z Aegonem? Jeżeli tak, głos oddajemy Nimue, która zakończy dla Was opowieść...

***
Piętnaście lat później
Sypialnia księżniczek zalana była ciepłym blaskiem świec. Głos niańki był miękki i usypiający.
- Kiedy wielcy rozpętali grę o tron, królestwo ogarnął chaos. Kolejni królowie wywyższali się i padali martwi, aż w końcu nie było już nikogo, kto mógłby poprowadzić maluczkich. Wtedy spadł śnieg, a z Północy zaczęli nadchodzić Inni. Nadjeżdżali na martwych koniach, a za nimi szła armia trupów. Ludzie jednak zapomnieli o tym, kim jest prawdziwy wróg i nawet wtedy toczyli swoje małe wojny. Byli tacy, którzy zobaczyli serce zimy i chcieli ostrzec pozostałych, ale na nic się to zdało. Dziewczyna z włócznią Dzieci Lasu próbowała przebudzić swoich pobratymców, ale padła martwa, zanim zakończyła swą misję. Król Bez Cienia pragnął zebrać siły i ruszyć przeciwko Innym na czele armii, ale nie takie było jego przeznaczenie. Wydawało się, że nie ma już nadziei, kiedy na Wyspie Twarzy, starożytnym domostwie Dzieci Lasu i Zielonych Ludzi, Umarły Książę przywołał do siebie swoich dwóch synów.
- Był martwy? Jak Inni? - pytanie zadała młodsza z księżniczek – Rhaenys, która słuchała tej historii pierwszy raz.
- Był martwy, ale nie był Innym. Ożywiała go moc Starych Bogów. Umarły książę wiedział, że tylko jego synowie mogą pokonać Innych, dlatego poddał ich Próbie. Gdy się skończyła, obaj synowie opuścili Wyspę, ale tylko jeden był gotów stanąć przeciwko królowi Innych.
- Odrodzony Bohater! - starsza, Daenerys, znała już tę opowieść i postanowiła to pokazać.
- Tak, nim właśnie się stał. Nikt nie wiedział co się wydarzyło, ale gdy wrócił z Wyspy, chwycił za włócznię, którą pozostawiła po sobie dziewczyna i ruszył na Północ stawić czoła zimie. Wielu poszło za nim, a w ślad po nich nadleciały smoki. Stoczono sto bitew, a w każdej z nich Odrodzony Bohater i jego towarzysze zabijali kolejne upiory, ale zaraz pojawiały się kolejne. Nawet smoczy ogień, choć pochłaniał tysiące umarłych, nie dawał armii ludzi zwycięstwa. W końcu Bohater odrzucił wszelką ludzką broń i jedynie z magiczną włócznią wyszedł na spotkanie najstraszniejszemu z Innych, którym był Nocny Król. Walczyli dzień i noc, ale choć Nocny Król był najpotężniejszym z upiorów, nie mógł zabić Bohatera. W końcu magiczna włócznia przebiła jego lodowe serce i rozpadł się w pył. Wtedy wszystkie trupy które podtrzymywała jego moc, znów stały się naprawdę martwe. Towarzysze Bohatera dopadli pozostałych Innych, a potem wrócili do domu, by odbudować królestwo.
- Ale nie Bohater?
- Nie on. Jego ludzie, podczas wojny z Innymi palili wielkie ognie, by choć trochę się ogrzać, ale on tego nie potrzebował. Jego skóra stawała się bledsza i twardsza. Gdy jego włócznia przebiła serce Nocnego Króla, z ciała Bohatera uszło ostatnie wspomnienie ciepła. Nie pamiętał nawet kim jest. Pozostał na zawsze na Północy, a jego towarzysze wierzą, że na wieki będzie już bronił Krainy Człowieka. Ale nie wszyscy tak sądzą, są też tacy, którzy uważają, że kiedy Bohater pokonał Nocnego Króla, sam się nim stał i kiedyś powróci, prowadząc za sobą armię umarłych...
Aegon Targaryen, szósty tego imienia, po cichu wycofał się z dziecięcej sypialni, tak aby nie zwrócić na siebie uwagi córek. Opowieść niańki przywołała wspomnienia, których zazwyczaj do siebie nie dopuszczał. Przypomniał sobie las na Wyspie Twarzy i upiorne drzewo, które było jego ojcem. Ich ojcem. Teraz, po latach, było to tak nierealne, że gdyby nie wszystko, co wydarzyło się później, uznałby, że tamto spotkanie było jedynie dziwnym, narkotycznym snem. Nawet uczucia, które mu wtedy towarzyszyły, zdawały się należeć do kogoś innego. Wściekłość którą odczuwał, gdy Rhaegar wygłosił swoje absurdalne żądanie, a potem mdlące przerażenie wymieszane z dziwną determinacją, gdy spłynął na niego jego prawdziwy sens. Jeden musi umrzeć, jeden okazać się godny. Jon też to zrozumiał. I był szybszy. A może po prostu miał w sobie mniej instynktu przetrwania? Może już nie chciał żyć? Czy w rozpaczy jest coś szlachetnego? To były złe, niesprawiedliwe myśli. Prawda była bowiem taka, że brat, którego znał jedynie przez kilka godzin, poświęcił się dla niego, jednym szybkim ruchem wbijając sobie sztylet prosto w serce. I to on okazał się godny. Cały ten koszmar, był bowiem jedynie wstępem do nowej opowieści. Jeśli nie liczyć Rhaegara, bo chyba nie należało go liczyć, Aegon był jedynym człowiekiem, który widział jak umiera chłopak, a odradza się się Bohater. Podążył potem za nim jak pozostali, walczył ramię w ramię we wszystkich bitwach z upiorami, ale nigdy nie umiał myśleć o nim inaczej niż jak o.... istocie. Istocie, której przemiana postępowała. Byliśmy zmuszeni....
- Czekaliśmy na ciebie z Małą Radą Wasza Miłość – rozmyślania przerwał mu głos Sarelli Sand. Wyraz twarzy jego Namiestniczki oscylował między rozbawieniem a zniecierpliwieniem.
- Wybacz – westchnął. – Zupełnie zapomniałem – nie była to do końca prawda. Po prostu dziś nie miał ochoty wysłuchiwać o kolejnych pretensjach lordów lub konieczności nałożenia nowego podatku. Albo zniesienia. Czasem za tym nie nadążał. - Co nowego?
- Lord Tyrell przysłał kruka. Uważa, że Reach zostało pokrzywdzone nową daniną od plonów.
- Jak zwykle. Coś jeszcze?
- Młody Brandon Tully prosił znów o audiencje, uważa, że król powinien mu zwrócić Riverrun, które odziedziczył po swoim ojcu. Twierdzi, że zamek Freyom został nadany przez uzurpatora.
- Dzieciak nie znał swojego ojca, podobnie jak ja. Riverrun na zawsze zostało nadane rodowi Freyów. Potwierdziłem tę decyzje, a ten „uzurpator” był bratem mojej żony. Tully się zapomina. - Lady Genna naprawdę płaciła swoje długi i wsparła ich w walce z Innymi, ale poza tym pilnowała także własnych interesów. Ceną za poparcie jego dążeń do korony było Dorzecze i sojusz małżeński. Nie miał o to pretensji. Tak działał świat. Myrcella zresztą okazała lojalną żoną, choć nie było dla nikogo tajemnicą, że jej serce zostało w Dorne. Podobnie jak ucho. To jednak nie było wielkim problemem. Królowa rozpropagowała nawet nową modę na fryzurę zasłaniającą część twarzy.
- Lord Stark i lady Lyanna zawiadamiają, że urodził im się kolejny syn. Nazywa się Rickard.
- Uroczo. - Rickon Stark powróciwszy do Winterfell najwyraźniej starał się, by mali Starkowie w przyszłości znaleźli się nie tylko tam, ale w także w każdej stanicy na Północy. - Jakie inne radosne wieści?
- Maestrowie twierdzą, że jeśli Rhaegal pozostanie w zamknięciu, zdechnie w ciągu kilku miesięcy.
- Niech zdycha. Zresztą twierdzą tak od lat – smok był jedynym, który przetrwał wojnę i stanowił dobry atut w grze o tron, problem polegał na tym, że nie było już nikogo, kogo bestia chciałaby słuchać, dlatego od dwunastu lat była zamknięta w specjalnie przygotowanym lochu. Nie służyło to jej zdrowiu.
- Poza tym... - Sarella zawahała się. - Przedstawiciel Żelaznego Banku prosi o audiencję.
- Znowu! Czy naprawdę musimy płacić długi Stannisa Baratheona? - to było retoryczne pytanie. Najemnicy Stannisa brali udział w walkach z Innymi i Bank uważał, że Westeros powinno się rozliczyć z pieniędzy za ich żołd. Zgodzono się jedynie na odroczenie płatności. - Może powinniśmy ich odesłać do Bękarta ze Stopni? - Prychnął ze złością. - Czy to nie on ogłosił się spadkobiercą „prawdziwego króla”?
Sarella spuściła wzrok.
- Powiem mu, że Wasza Miłość spotka się z nim w innym terminie – powiedziała i dygnęła chcąc odejść.
Westchnął ciężko.
- Czekaj Sarello. Nie ma sensu tego odwlekać.
Ci co przeżyli, muszą walczyć dalej.
-Prowadź mnie do tego bankiera.











Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście.