Problem z wybrańcami polega na tym, że nie można ich spuścić z oczu. Chwila nieuwagi i jeden Azori Ahai, który miał uratować świat przed wieczną zimą, sam leży zimny na dziedzińcu, a drugi włóczy się, R'hlorr jeden wie gdzie. A pokorna służebnica Pana Światła musi wysłuchiwać utyskiwań tych głupców o zamarzniętych mózgach. Zaiste, noc jest ciemna i pełna strachów.. Już nawet zapas proszków, które mogłyby poprawić jej nastrój, skończył się. Potrzebowała kogoś spalić. Nie wiedziała tylko, czy lepszym kandydatem jest usiłujący ukryć wyrzuty sumienia Bowen Marsh, czy też pochlipująca w kątku księżniczka Shireen. Nie irytuj mnie dziecko, bo dam ci lepszy powód do płaczu... Co do Marsha, ten idiota bez charakteru wpadł na pomysł okazaniu szacunku Lordowi Dowódcy, którego przecież, choć nikt nie mówił o tym wprost, sam zamordował, poprzez odesłanie jego valyriańskiego miecza rodzinie. Fakt, że bękart nie miał już żadnej żyjącej rodziny nie stanowił najwyraźniej problemu. Kwiat rycerstwa Nocnej Straży rozwiązał go w każdym razie bardzo prosto – miecz zostanie odesłany rodzinie poprzedniego Lorda Dowódcy – Mormontom z Niedźwiedziej Wyspy. Bracia radzili teraz, który z nich wybierze się w tę misję mimo śniegów i zimowych sztormów.
Właściwie, miło byłoby zostawić tę bandę durniów na pastwę Wielkiemu Innemu – pomyślała, i zanim zdążyła się nad tym zastanowić usłyszała swój własny głos:
- Ja panie! Wybierz mnie!
MELISANDRE Z ASSHAI
Moderator: Nocna Straż
Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości
