Rzucał się po komnacie, próbując otworzyć zaryglowane drzwi. Czuł, jak każdy włos jeży się na jego ciele. Chciał wydać z siebie jakiś dźwięk, ale jedynym, co usłyszał, był pisk. Do jego nozdrzy docierały drażniące zapachy, krwi oraz… strachu. Trwało to parę godzin, a może nawet i dni. Jego poczucie czasu było kompletnie zaburzone.
Aż w końcu obudził się. Znowu miał sen, że był Duchem… Duch! Duch był zamknięty, prawdopodobnie w jego komnacie. Podniósł się nagle i usłyszał dwa zduszone okrzyki. Odwrócił się na tyle, na ile pozwalało mu obolałe ciało. W kącie stał Pyp z Grennem. Wlepiali w niego oczy, z ich twarzy odpłynęła cała krew. Jon zorientował się, że nie ma na sobie ubrania. Zastanawiał się, czy to właśnie wzbudziło takie zakłopotanie jego braci, czy może…
- Co do… Co się stało? – zapytał. Z trudem rozpoznał swój głos. Pyp i Grenn podeszli do niego powoli.
- Chyba umarłeś. Ale jak widać, nieskutecznie. – wydukał Grenn.
- Sprawdźmy czy ma niebieskie oczy, Grenn. – przerażony Pypar trącił łokciem przyjaciela. Jon zaśmiał się, zakłopotany. Powoli przypomniał sobie. Bowen Marsh i sztylety w ciemnościach. Chcieli go zabić. Za zdradę czeka ich egzekucja. Zaślepieni nienawiścią do dzikich idioci.
- Długo leżałem nieprzytomny? – zapytał, podnosząc się. Syknął. Wszystko bolało, nawet gdy mówił.
- Parę dni. Lady Melisandre starała się cię poskładać, ale stwierdziła, że nic z tego nie będzie i tak umrzesz. Jon… w pewnym momencie, ty nie byłeś żywy. Nie oddychałeś. Trwało to parę godzin. Duch wył jak opętany. – Pyp był śmiertelnie poważny. Jon rzadko go widział takim. Uśmiechnął się wbrew sobie.
- Ale wróciłem do życia. I nie mam niebieskich oczu. Możecie sprawdzić.
- Boimy się. – odparł Grenn. Było to komiczne przy jego posturze. – Jak było… No wiesz.. Tam?
- Przestańcie. Miałem zwykły sen. O Duchu. To znaczy, że nim jestem.
Wydawało mu się to niemożliwe, ale jego przyjaciele jeszcze bardziej zbledli. Jon zirytował się.
- Miałem takie sny przed tą całą „śmiercią”, więc naprawdę przestańcie.
Jon Snow zaczął się zastanawiać. Jeżeli faktycznie przez pewien czas był martwy… Czy to go zwalnia z przysięgi? Szczerze jednak wątpił w swoją śmierć. Gdyby umarł, trafiłby do któregoś z piekieł… A on miał najzwyklejszy sen o Duchu.
- Kto jest teraz Lordem Dowódcą? – zapytał Jon. Podrapał się po głowie. Cholera, mam za długie włosy. Powinienem sobie je przyciąć.
- Marsh. Próbuje ogarnąć chaos. Ale tego nie da się ogarnąć. Jon, uciekaj stąd. – odpowiedział Pyp. – Nie po to cię tu trzymaliśmy i próbowaliśmy leczyć, żebyś teraz wpadł w jego ręce.
- To dezercja.
- Umarłeś. Jesteś zwolniony z przysięgi.
- Nikt mi w to nie uwierzy. Wciąż będę dezerterem. A co z Cotterem Pykiem i Hardhome?
- Niech go Inni porwą. Tu dzieją się równie straszne rzeczy, albo gorsze. Pomożemy ci się stąd wydostać. Dostaniesz jakiegoś dzikiego w eskorcie i Ducha. Udasz się gdziekolwiek zapragniesz.
- Na przykład do Dorne? Pić wino i flirtować z gorącymi dziewczynami?
- Tak.
- To jadę na Stopnie.
- GDZIE?! – wrzasnęli Grenn i Pyp chórem.
- Na Stopnie. Skoro mam być wyjęty spod prawa, to od razu zostanę piratem.
JON SNOW
Moderator: Nocna Straż
Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości
