Gdy poprzednim razem opuszczał Riverrun, przeklinał swego brata i jego ośli upór. Teraz jednak dałby wiele, by lordem Dorzecza był człowiek o charakterze Hostera. Dzieci wielkich ludzi jednak rzadko dorównują swym rodzicom i jego bratanek okazał się mięczakiem, który bez walki oddał brudnym Freyom dziedzictwo przodków.
Brynden zastanawiał się co powinien teraz robić. Pozostanie w Dorzeczu nie było dobrym pomysłem. Królobójca zdążył już pewnie przywrócić w obręb królewskiego pokoju większość tutejszych lordów i teraz każdy z nich zobowiązany był go uwięzić. Pomyślał o Północy. Chorągwie z wilkorami powiewały nad zamkiem niemal do końca, ale teraz zostały zdjęte i ostatni skrawek królestwa Robba przestał istnieć. To, co się działo teraz na dawnych ziemiach Starków, nie miało już z nim nic wspólnego. To samo mógł powiedzieć o Dolinie Arrynów w której panoszył się Littlefinger. Blackfish dawno stracił do niego sympatię.
Przez chwilę zastanowił się, czy nie powinien spróbować odbić Edmure'a podczas gdy będą go eskortowali do Lannisportu, ale odrzucił tę myśl. Ten głupiec zapewne odrzuciłby pomoc w trosce o swojego dziedzica. Szkoda, że to nie Cat była dziedziczką Hostera, miała więcej rozumu i charakteru niż jej rodzeństwo razem wzięte. Dornijskie prawa wydają się czasem lepsze od naszych . Dorne. To była myśl. Skoro nie trzymały go tu już żadne więzi, to czemu nie miałby przed zimą zaznać jeszcze trochę ciepła? Poza tym Dornijczycy nienawidzili Lannisterów i może mógłby się jeszcze załapać na jakąś wojnę? Musiałby tylko ukraść jakiegoś konia, ale sądził, że sobie z tym poradzi.
Ruszył traktem, niczym wędrowny rycerz, którym chyba znów się stał, pogwizdując cicho „Żonę Dornijczyka”.
BRYNDEN TULLY BLACKFISH
Moderator: Nocna Straż
Wróć do „Westeroski turniej na śmierć i życie!”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość
