Meekhańskie konflikty tragiczne

podforum poświęcone serii Roberta M. Wegnera

Moderator: Nocna Straż

Nimue
Starsza siostra :)
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 gru 2004, o 08:14

Meekhańskie konflikty tragiczne

Postautor: Nimue » 4 lut 2017, o 21:31

Powtarzając sobie powoli Meekhan (właśnie skończyłam Wschód), zaczęłam się zastanawiać nad konfliktami wartości, wynikającymi ze specyfiki kulturowo – religijnej, przed którymi Wegner stawia swoich bohaterów.
Chodzi mi konkretnie o Wozaków i Issarów – choć na świeżo mam tych pierwszych więc więcej o nich.
W „Kole o ośmiu szprychach” poznajemy bliżej lud Verdanno i rodzinę And’ewersa, która jest także zastępczą rodziną Kailean. Już z wcześniejszych opowiadań dowiadujemy się, że ze względu na przymierze z Laal – swoją boginią, Wozacy nie dosiadają koni, choć używają ich na inne sposoby, hodują i nie mają nawet większego problemu z tym, że jeżdżą na nich inne nacje. Ba, Kailean, jako przybrana córka, może dosiadać konia i nawet dostała Toryna od And’ewersa. Natomiast gdyby na coś takiego poważył się któryś z rodzonych synów – to skutkiem byłoby natychmiastowe i nieodwołane zerwanie więzów z rodziną i narodem. Przynajmniej w teorii. Ten konflikt służy jako źródło dramatyzmu co najmniej dwa razy – we wspomnianym opowiadaniu, kiedy najstarszy syn najpierw zarzuca młodszemu, że jest gotowy na taką „zdradę” a w końcu sam ją popełnia, ścigając morderców matki. Potem, w skali całego narodu, wracamy do tego w „Niebie ze stali” – kiedy Wozacy decydują się przyjąć swoje utracone dzieci mimo złamania przez nie Przysięgi.

Issarowie ze swoim zakazem pokazywania twarzy są jeszcze bardziej okrutni. Tu już nie ma wykluczenia tylko śmierć lub konieczność popełnienia morderstwa, a nawet domniemana utrata duszy.

Chodzi mi o to, że te zwyczaje są dość dziwne i raczej niewygodne w stosowaniu, a jednocześnie traktowane są śmiertelnie poważnie. Konflikt między nimi, a innymi wartościami, takimi jak rodzina czy życie ukochanej buduje dramatyzm znacznej części meekhańskiej sagi.

Mam zatem takie pytanie czy Was to rusza? Czy potraficie odczuwać empatię wobec bohaterów, czy po prostu przyjmujecie na wiarę, że mają poważny problem?

Majkosz na ostatnich DF opowiadał, jak Martin np. wykorzystuje klasyczny trójkąt z romansów rycerskich opisując Roberta-Cersei- Jaimego, dodając do niego jednak wątek kazirodztwa, który sprawia że romans kochanków rzeczywiście uważamy za zakazany. Sama bowiem kwestia lojalności wasala wobec seniora i wierności rycerskiemu kodeksowi, nie budzi w nas takich emocji jak w ludziach średniowiecza.

Tymczasem mam wrażenie (może mylne? ) że Wegner zostawia nas z tymi z tymi w gruncie rzeczy wymyślonymi problemami i każe w nie wierzyć.

Wierzycie? ;)
"Jestem ci wdzięczna, ale... byłeś już daleko. Dlaczego wróciłeś?
Przyszedł mu do głowy tuzin złośliwych odpowiedzi, każda okrutniejsza od poprzedniej, wzruszył jednak tylko ramionami.
– Przyśniłaś mi się – odparł. "

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.


Argotin
Poziom 2
Awatar użytkownika
Rejestracja: 28 sty 2016, o 14:58

Re: Meekhańskie konflikty tragiczne

Postautor: Argotin » 5 lut 2017, o 00:25

Wierze, wystarczy spojrzeć na moment w którym Daena traci swoje zakrycie twarzy(arkah? Nie pamiętam jak sie nazywa) i jak sie wtedy czuła, można było wyczuć beznadzieje, chociaż bardziej poruszył mnie wątek który ty już opisałaś i szczerze lekko przestraszyłem sie co sie stanie.
Także wierze ;)

Il Biondo
Poziom 13
Awatar użytkownika
Rejestracja: 17 lut 2013, o 12:08

Re: Meekhańskie konflikty tragiczne

Postautor: Il Biondo » 4 mar 2017, o 22:44

Wierzę w przypadku Issarów. Już w pierwszym opowiadaniu z "Południa..." konflikt jakiego doświadcza Yatech wydał mi się bardzo wiarygodny.
Zastanawiam się tu nad dramatem Wozaków. To uderzyło mnie w o wieeeele mniejszym stopniu. Dylemat jakiego doświadczają przedstawiciele tego ludu wydał mi się cokolwiek abstrakcyjny - ciężko było mi się wczuć w tę sytuację.

Skąd ten dysonans? Właściwie obie zasady wymyślone są od zera, a Wegner nie robi nic (tak jak Martin z uwspółcześnianiem nam dylematów moralnych bohaterów PLiO) by nam ułatwić odbiór i każe wierzyć "o, tak". Wydaje mi się jednak, że ten rozdźwięk spowodowany jest niczym innym jak tym, że Issarowie są opisani jako naprawdę egzotyczny lud. Wszystko jest tam obce, dziwne. Człowiek ma poczucie jakby w istocie poznawał obcą kulturę. Wszystko u Issarów jest różne od tego, co widzimy w Imperium czy do pewnego stopnia w naszym świecie. Issarowie bezwzględnie przestrzegają narzuconych im zasad, a odstępstwo od nich jest traktowane z wyjątkowym okrucieństwem i terrorem psychologicznym. Dzięki Yatech. Choć i Deana ze swoim fanatycznym podejściem do zasad przybliża człowieka do tych abstrakcji.

A Wozacy? Właściwie oprócz tego, że mają ten swój wyraźny folklor, są zwyczajnymi ludźmi, cygańskimi Weasley'ami, które przygarnęły cudowną sierotę. :P Gdzie im do emocjonalnej niestabilności Yatecha spowodowanej religią czy zawziętej w wierze Deany? Rodzina And’ewersa jest zupełnie normalna, zwyczajna, a wręcz "współczesna". Kto by nie chciał trafić na takich ludzi będąc w Meekhanie? Zwłaszcza, jeżeli zestawi się ich z surowymi plemionami pustyni. Z tymi trudno byłoby się dogadać, zwłaszcza jeżeli ten ktoś ma kotarę na ryju.

To zabawne, ale na tym przykładzie uważam, że u Wegnera jest odwrotnie niż u GRRMa. Martin uwspółcześnił romans rycerski pod względem moralnych dylematów, bo inaczej by na nas aż tak nie zszokował romans Jaimego i Cersei gdyby nie byli spokrewnieni. A Wegner... im bardziej egzotycznie i dziwaczniej, tym jestem bardziej skłonna uwierzyć w sztuczne zasady religijne jakie wykreował. A jeżeli lud, a raczej bohaterowie, którzy są jego przedstawicielami są zwyczajni... no, to ciężej.

Z drugiej jednak strony to też poniekąd odzwierciedla rzeczywistość, w której żyjemy. O wiele łatwiej uwierzyć nam, że jakaś grupa ludzi żyjąca na drugim końcu świata ma bardzo dziwaczne zwyczaje, ale powiedzmy, że są na tyle egzotyczni i dalecy od nas, że to kupujemy (jak np wierzenia ludu Toraja, który wierzy, że zmarłe osoby wciąż żyją, tylko są w stanie choroby i opiekują się nieboszczykiem przez jakiś czas). Ale już nie zrozumiemy kolegi z pracy, z którym chodzimy po godzinach na piwo i gadamy np. czemu ostatni ostatni sezon GoT ssał, gdy ten odmówi jedzenia wieprzowiny lub wołowiny z powodów czysto religijnych.
there is no trap so deadly as the trap you set for yourself
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek

Rudbekia
Poziom 10
Awatar użytkownika
Rejestracja: 30 paź 2012, o 08:34

Re: Meekhańskie konflikty tragiczne

Postautor: Rudbekia » 6 cze 2017, o 13:27

Mam podobnie jak Il Biondo, tj. wierzę w przypadku Issaram i jakoś mnie to rusza, gdy o nich czytam, w przypadku Wozaków nie robi to na mnie aż takiego wrażenia. Częściowo to kwestia perspektywy, z jakiej zostały przedstawione oba konflikty - Issaram poznajemy z perspektywy Yatecha i Deany, siedzimy w ich głowach, dokładnie wiemy, jakie przeżywają emocje, część wozackich dylematów oglądamy oczami osób z zewnątrz - a częściowo to chyba kwestia, nie wiem, jak to nazwać, totalności systemu u Issaram. Dorastając w afraagrze, są praktycznie odcięci od innych plemion, poznają życie na równinach dopiero jako dorośli lub prawie dorośli ludzie, a jednocześnie od dziecka przechodzą intensywne pranie mózgu. Wpaja się im reguły postępowania i zwyczaje, z którymi trudno im zerwać nawet po tym, jak formalnie przestali być Issaram (Yatech na służbie u Kany początkowo nosił ekchaar, zdjął go dopiero wtedy, gdy wyśmiała jego obawy i wyraźnie mu to nakazała). Straszy się ich utratą duszy, a to w ich systemie wierzeń najgorsze wyobrażalne nieszczęście, Issar bez duszy jest "pustą skorupą", istotą, którą każdy porządny współplemieniec nie tylko może, ale wręcz musi zabić (Deana myślała o tym po spotkaniu Yatecha w "Pamięci wszystkich słów"). Biorąc pod uwagę to wszystko rzeczywiście wierzę, że Issar, który musi wybierać między ocaleniem duszy a innymi wartościami, głęboko to przeżywa. Trudniej mi w to uwierzyć u Verdanno, bo po pierwsze kara za odstępstwo jest, w porównaniu z issarską, znacznie mniejszego kalibru, a po drugie, Verdanno żyją w otoczeniu różnych plemion, które jeżdżą konno i nic złego się z tego powodu nie dzieje. To każe zadawać pytania, rodzi pokusę, a w końcu prowadzi do zracjonalizowania sobie odstępstwa (Verdanno zaczynają sobie tłumaczyć odzyskanie dzieci jako znak, że Laal aprobuje zmiany). Nie czuć tu napięcia, charakterystycznego dla Issaram.

Chciałabym się jeszcze odnieść do słów Il Biondo:
Z drugiej jednak strony to też poniekąd odzwierciedla rzeczywistość, w której żyjemy. (...) Ale już nie zrozumiemy kolegi z pracy, z którym chodzimy po godzinach na piwo i gadamy np. czemu ostatni ostatni sezon GoT ssał, gdy ten odmówi jedzenia wieprzowiny lub wołowiny z powodów czysto religijnych.
Czysto teoretycznie - bardzo możliwe, że gdyby "Opowieści..." trafiły w ręce osoby należącej do bardzo gorliwej, a przy tym zamkniętej wspólnoty religijnej w typie, powiedzmy, amiszów, nie miałaby ona kłopotu ze zrozumieniem dylematów Yatecha czy Verdanno. Dla kogoś takiego wybór "zachowujesz wszystkie tradycje albo cię wykluczymy i nie będziesz miał gdzie się podziać" nie byłby abstrakcyjny. Podobnie mogliby reagować nasi właśni pradziadkowie, którzy bali się wiecznego potępienia. Nie rozumiemy Issaram, gdy przestajemy wierzyć w piekło. ;)
"All beauty must die."

This site is supported by ads and donations.
If you see this text you are blocking our ads.
Please consider a Donation to support the site.



Wróć do „Meekhan - Robert M. Wegner”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość